Krótka perykopa, kończąca dziewiąty rozdział Ewangelii Mateusza, stanowi swego rodzaju summarium podsumowujące działalność Jezusa. Z podobnymi summariami spotkamy się jeszcze w dalszej lekturze Ewangelii. Ponieważ czymś niemożliwym było opisanie wszystkiego, co uczynił Jezus, dlatego ewangeliści uciekali się do środków literackich, które przynajmniej w jakimś stopniu pozwalały im wyrazić osobę Jezusa, Jego wielkość i zbawcze dzieło. Doskonale wyraża to wypowiedź innego ewangelisty: Jezus jeszcze wiele uczynił, lecz sądzę, że gdyby to wszystko spisano, cały świat nie pomieściłby napisanych ksiąg (J 21, 25).

Mateusz informuje czytelnika, że Jezus obchodził wszystkie miasta i wsie (w. 35). Na tym etapie narracji chodzi o wioski i miasta Galilei, ponieważ Jezus ciągle jeszcze znajduje się w tej części Palestyny. Ponieważ jednak ewangelista patrzy na opisywane wydarzenia retrospektywnie, wolno przypuszczać, że miał na uwadze całą działalność Jezusa. W tej wypowiedzi uświadamia nam również uniwersalizm misji Bożego Syna. Nauczał w synagogach, ale nie przeszkadzało mu również przepowiadać z łodzi na jeziorze, idąc drogą wśród pól i zbóż, czy spoczywając przy stole z biesiadnikami. Przyszedł do wszystkich, do każdego chciał i chce dotrzeć z Dobrą Nowiną. Dla Niego nie istnieją jakiekolwiek granice, bariery psychologiczne czy kulturowe, nie ma żadnych ograniczeń. Jest Zbawicielem wszystkich ludzi, każdego z nas. W tym miejscu można zacytować Świętego Pawła: Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników. Spośród nich ja jestem pierwszy (1 Tm 1, 15).

Jezus głosił naukę o królestwie Bożym. Tak bardzo pragnął, aby Bóg, aby Jego pokój królował w ludzkich sercach, w ludzkich relacjach, w samoświadomości człowieka. Pragnął, aby Ojciec odbierał chwałę w Duchu i prawdzie (zob. J 4, 23). Tej idei poświęcił życie aż po krzyż… I leczył wszystkie choroby i dolegliwości. Nie był wybitnym retorem, elokwentnym teoretykiem, ponętnym demagogiem. Był blisko człowieka, blisko jego problemów, zmartwień, cierpienia. On wziął na siebie nasze słabości i dźwigał nasze choroby (Mt 8, 17). Wszystkie choroby i dolegliwości, wszystkich ludzi, wszystkich czasów…

Jezus litował się nad ludźmi, gdyż byli udręczeni i porzuceni jak owce, które nie mają pasterza. Jagnię jest w Biblii pojęciem o bogatej treści teologicznej. Już w historii Abrahama jagnię zastępuje ofiarę z Izaaka (Rdz 22, 13). Jeszcze bardziej znaczenie tego zwierzęcia uwydatnia się w związku z Paschą, największym i najważniejszym świętem biblijnego Izraela (Wj 12, 3-14). Pasterzami owiec byli Abel, Abraham, Jakub, Mojżesz, Dawid, Amos. Wreszcie, Jan Chrzciciel wskazał na Jezusa, nazywając Go Barankiem, który gładzi grzechy świata (J 1, 29). W ostatniej księdze Pisma Świętego, zwycięski Baranek symbolizuje Chrystusa Zmartwychwstałego i Chwalebnego (Ap 5, 12-13). Tak jest w znaczeniu indywidualnym. W sensie kolektywnym stado owiec, owczarnia, stanowi obraz umiłowanego ludu Bożego, którego Pasterzem jest sam Bóg. Do starotestamentalnej idei owczarni odwołuje się teraz Jezus.

Owczarnia jest porzucona i zaniedbana przez swoich pasterzy. Chodzi o duchowych liderów narodu. To również motyw rodem ze Starego Testamentu, konkretnie z Księgi Ezechiela. Tam Bóg żali się na pasterzy narodu, którzy sami siebie pasą. Owiec nie paśli, nie troszczyli się o słabe, chore, skaleczone, zagubione. Dlatego paterze słyszą złowrogie: biada! (zob. Ez 34, 3-4). W tej sytuacji Bóg kontynuuje: Ja sam będę szukał swoich owiec i będę miał o nie pieczę (Ez 34, 11). Ta zapowiedź sprzed wieków wypełnia się teraz w Jezusie, Bożym Synu. To On zbiera rozproszone owce, pociesza je, leczy, opatruje rany. Na innym miejscu powie: Ja jestem dobrym pasterzem. Znam moje owce i one mnie znają. Poświęcam też swoje życie za owce (J 10, 14-15).

W takim kontekście Pan zwraca się do swoich uczniów – posługując się metaforą żniwa – wskazując na ogrom pracy, która czeka na nich i na ich następców. Motyw zboża i żniwa będzie jeszcze wielokrotnie pojawiał się w Jego nauce. Warto zauważyć, że jest tutaj mowa o uczniach, nie tylko o apostołach. Pojęcie uczeń posiada w Ewangelii szersze znaczenie niż apostoł i dotyczy wszystkich wierzących w Chrystusa. Tak więc Jezus zwraca się ze swoją prośbą do całego Kościoła. Oznacza to, że wszyscy chrześcijanie odpowiedzialni są za rozwój ewangelizacji, zarówno w aspekcie modlitwy, do której Jezus wyraźnie wzywa, jak i pracy na zbawczej niwie. Prawidłowe zrozumienie wezwania Jezusa stawia we właściwym świetle kwestię powołania. Często powołanie kojarzy się ze stanem duchownym – kapłańskim czy zakonnym. Owszem, jest to szczególny rodzaj Bożego wezwania, ale w słowach Jezusa chodzi o coś więcej. On wszystkich powołuje do współpracy w dziele głoszenia Ewangelii słowem i życiem, wszystkim chce dać zadanie, na każdego liczy. Sam rozpoczął wielkie dzieło, ale bardzo szybko przekazał je w ręce tych, którzy za Nim poszli, i którzy chcą przy Nim trwać.

Być chrześcijaninem to wielkie i odpowiedzialne zadanie. Warto być tego świadomym… Być chrześcijaninem to również trud i cierpienie. To wierność krzyżowi codzienności. Warto być tego świadomym… Być chrześcijaninem to także honor i wybranie. To łaska i radość. To poczucie celu i sensu życia. To więź z Bogiem Ojcem w Jezusie, Jego Synu, naszym Panu i Zbawicielu. On nas formuje, On leczy i uzdrawia. On troszczy się i gromadzi w jedno. On prowadzi przez życie i do portu zbawienia. On nasz Pan i Zbawca. Warto być tego świadomym…

Panie mój! Oto ja, poślij mnie (por. Iz 6, 8).

50. Uzdrowienie opętanego Mt 9, 32-34
52. Dwunastu apostołów – początek Kościoła Mt 10, 1-4 | ks. dr Adam Dynak