Ewangelia Mateusza, pośród bogactwa opisanych historii, ukazuje wydarzenia o doniosłej roli zarówno w ziemskiej misji Jezusa, jak i dla przyszłości. Jezus powołuje ludzi na swoich uczniów. Osobiście będzie ich formował po to, aby w niedługim czasie wzięli na siebie odpowiedzialność za zapoczątkowane przez Niego dzieło. Na nich zbuduje swój Kościół. Jezus powołuje tych, którzy zaniosą Jego Ewangelię poza granice Palestyny. Oni z kolei będą formowali następnych i w ten sposób Chrystusowy Kościół będzie wypełniał właściwą mu rolę. Rozważana perykopa opowiada o powołaniu celnika Mateusza, apostoła oraz – według starożytnej tradycji – ewangelisty.

Analizowany fragment posiada swoją paralelę w pozostałych Ewangeliach synoptycznych (Mk 3,13-17; Łk 5,27-32). Najwyraźniej uwidocznia się różnica dotycząca imienia. Pierwszy ewangelista nazywa celnika Mateuszem, natomiast Marek i Łukasz – Lewim. Niewątpliwie chodzi o to samo wydarzenie i o tę samą osobę. Trudno wytłumaczyć tę rozbieżność. Od św. Hieronima bierze początek hipoteza, że powołany przez Jezusa celnik, syn Alfeusza, nosił dwa imiona: Mateusz i Lewi. To pierwsze bardziej kojarzyło się z jego życiem do momentu powołania i z niechlubnym procederem, którym się zajmował, dlatego Marek i Łukasz przemilczeli to imię z szacunku dla apostoła, posługując się tylko imieniem Lewi. Mateusz, opowiadając o swoim powołaniu, zechciał ujawnić nieprzyjemną prawdę o własnej przeszłości. Być może w ten sposób pragnął wyrazić cud przemiany, której dostąpił. Teoria św. Hieronima, „króla egzegetów”, wydaje się prawdopodobna. Imię Mateusz oznacza „dar Jahwe”.

Mateusz przedstawiony jest jako celnik w Kafarnaum. Na miejsce jego pracy trzeba spojrzeć w szerszym kontekście. Ortodoksyjni Izraelici utożsamiali celników z grzesznikami. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że Palestyna w czasach Jezusa znajdowała się pod okupacją rzymską. Okupant pobierał podatki. Żydzi piastowali ciągle żywą świadomość bycia narodem wybranym, świętym i z tego tytułu nikt, tym bardziej pogański i grzeszny Rzym, nie mógł dyktować własności samego Boga swojej władzy. Celników, z racji swojego urzędu, traktowano nie tylko jako kolaborantów, zdrajców, ale także – może przede wszystkim – jako bluźnierców i świętokradców. Wprawdzie Kafarnaum znajdowało się na terytorium podległym władzy Heroda Antypasa, ale wiadomo, że władca ten – bezwzględnie poddany i usłużny cezarowi – pozostawał rzymską marionetką.

Do kwestii nacjonalno-religijnych dochodził jeszcze aspekt moralny. O ile wielkość dochodów z podatku określała administracja rzymska, o tyle nie uregulowano samego sposobu pobierania tych podatków. W tej kwestii poborcy podatkowi cieszyli się zupełną wolnością. Ponieważ zapłata za ich pracę pochodziła z nałożonej na podatki prowizji, którą celnicy samowolnie ustalali, dlatego powszechnie panowały pazerność, nieuczciwość i wyzysk. W praktyce wysokość podatku ustalali urzędnicy podatkowi, oczywiście z maksymalną korzyścią dla samych siebie. Również z tego powodu poborcy podatkowi byli znienawidzeni. Do takiej kategorii społecznej należał późniejszy apostoł i ewangelista.

Akcja powołania przebiegła dosyć dynamicznie. Nie było żadnych argumentów, pytań, wahań. Mateusz wstał ze swego roboczego stanowiska i poszedł za Jezusem. Wchodząc w położenie Mateusza, należy zauważyć, że dokonał bardzo śmiałej, odważnej decyzji. Owszem, jako celnik był powszechnie znienawidzony, pokazywany palcem, ale w rzeczywistości posiadał realną władzę, która zabezpieczała mu swego rodzaju respekt, a przynajmniej strach ze strony społeczeństwa, nie mówiąc już o zabezpieczeniu materialnym. Idąc za Jezusem, wyzwalał się od niechlubnej profesji, ale też wchodził w zupełną niepewność. Od tej strony jego sytuacja obrazuje życie człowieka uwikłanego w grzech: przeżywa on dyskomfort duchowy, moralny, psychiczny, ale przyzwyczajenie rodzi lęk przed dokonaniem konkretnej zmiany. Moment powołania Mateusza to z kolei obraz nawrócenia każdego grzesznika – jedna, konkretna decyzja, która zmienia wszystko, bierze swoje źródło z osobistego spotkania z Jezusem.

Warto zwrócić uwagę na postawę Mateusza jako człowieka wyzwolonego i powołanego. Jest wzorem kogoś, kto nie tylko przyjął łaskę od Boga i odpowiedział na ten dar swoim życiem. Stanowi przykład człowieka, który potrafi współpracować z łaską Bożą. Mateusz wielkodusznie potrafi dzielić się doświadczonym miłosierdziem. Nie chowa go tylko dla siebie, celem egoistycznego zachwycania się. On rozumie, że wielu potrzebuje miłosierdzia, przebaczenia, nowego życia. Prowadzi ludzi ze swojego środowiska do Jezusa, pośredniczy pomiędzy grzesznikami i Synem Bożym. Świadczy o sensie życia, który nareszcie odnalazł. Jedno spotkanie ze Zbawicielem czyni go człowiekiem niezwykle dojrzałym duchowo i apostolsko. Z pewnością jeszcze wtedy nie wiedział, że jego świadectwo o Jezusie i Jego zbawieniu przekaże całemu światu na kartach zapisanej Ewangelii.

Nie wszyscy jednak podzielają radość Mateusza. Postępowanie Jezusa znalazło swoich przeciwników. Faryzeusze wyrażają swoje oburzenie: Ten, za którym podążają tłumy, którego nauka znajduje posłuch w narodzie, który nieoczekiwanie wyrósł na duchowego lidera narodu, dzieli stół z celnikami i grzesznikami. Nie pasowało to zupełnie do panujących tradycji i przekonań, powodowało zgorszenie stróżów ortodoksji. Riposta Jezusa jest bardzo prosta i trafna: chorzy potrzebują lekarza. Jezus ujawnia swoją tożsamość. Jest posłanym na świat zbawicielem grzeszników. Tym, który chce naprawić zepsute przez grzech stworzenie, odnowić w człowieku obraz i podobieństwo Boże. Jeszcze wielokrotnie da wyraz swojemu zainteresowaniu i współczuciu grzesznikom, czy to swoją nauką, czy też swoją postawą. Przynosi na świat nową jakość – królestwo Boże, którego optyka zbawcza zupełnie odbiega od tej, której tak kurczowo trzymają się obrońcy dotychczasowych tradycji. Człowiek i jego dobro – prawdziwe, najwyższe dobro – jest priorytetem dla Syna Bożego, który przyszedł na świat.

Jezu, który chcesz miłosierdzia, a nie ofiary, zmiłuj się nad nami.

45. Uzdrowienie paralityka Mt 9, 1-8
47. Stare i nowe z Jezusem Mt 9,14-17