Chociaż Ewangelia Mateusza jest bardzo usystematyzowana, najbardziej ze wszystkich, to jednak nie można powiedzieć, że panujące w niej podziały na tematyczne bloki czy sekcje tworzą wrażenie sztuczności, sztywności lub toporności. Świadczy o tym rozważana perykopa, w której ewangelista umieścił relację o rozmowie Jezusa z kandydatami na Jego uczniów. Podobne opowiadanie przekazał również Łukasz, tyle że rozbudowane o dodatkowego rozmówcę Jezusa (zob. Łk 9,57-60).

Zwróćmy uwagę na szczegóły występujące w tekście. Jezus robi wrażenie, jakoby unikał spotkania z ludźmi. Jego zachowanie może budzić zdziwienie. Dotychczas tłumy Mu nie przeszkadzały. Przemawiał do nich i uzdrawiał z różnorakich chorób. Dlaczego więc chce odpłynąć na drugi brzeg jeziora w sytuacji, kiedy zobaczył gromadzący się wokół Niego tłum? Wydaje się, że odpowiedzi należy szukać w kontekście poprzedzającym. Nauka, którą głosił, i cuda, których dokonywał, zaczęły przysparzać Mu popularności. Ludzie licznie gromadzili się wokół Nauczyciela z Nazaretu. Byli nimi Izraelici pielęgnujący w sobie polityczne idee mesjańskie i przez taki pryzmat zaczęli postrzegać Jezusa. Ich wizja mesjanizmu była jednak zupełnie obca Jezusowi, który wypełniał misję duchową, złączoną z posługą miłosierdzia. Nie chciał być politycznym liderem, wodzem, imperatorem. Nieco dalej w tej samej Ewangelii nazwie siebie łagodnym i pokornego serca (zob. Mt 11,29). Najprawdopodobniej to było przyczyną chwilowego przynajmniej oddalenia się od tłumu.

W związku z Jezusowym rozumieniem swojego posłannictwa należy zwrócić uwagę na występujący w tym fragmencie tytuł Syn Człowieczy. W Ewangelii Mateusza spotykamy się z nim po raz pierwszy, ale w sumie funkcjonuje w niej aż trzydzieści jeden razy i zawsze w wypowiedziach Jezusa. On sam postanowił siebie tak nazywać. W opinii wielu egzegetów tytuł Syn Człowieczy nawiązuje do wizji opisanej w Księdze Daniela (Dn 7,13-14). Jezus, nazywając się w ten sposób, połączył starotestamentalne pojęcie Syna Człowieczego, który przyjdzie na świat jako sędzia, z obrazem cierpiącego i pokornego Sługi Bożego. Inni sądzą, że tytuł ten po prostu wskazuje na ludzką naturę Syna Bożego i niesie znaczenie człowiek. Nie brakuje i takich głosów, że Jezus nigdy tak siebie nie nazywał, a określenie Syn Człowieczy zostało Mu przypisane przez pierwotne chrześcijaństwo. Pomijając dyskusję uczonych, przyjmujemy tekst Ewangelii taki, jaki został nam przekazany. Jezus sam siebie tak nazywa i jest to przede wszystkim wyraz Jego pokory. Można w tym widzieć również pewną roztropność. Takie określenie, choć bogate teologicznie, posiadało pewną neutralność, zarówno od strony religijnej, jak też od strony politycznej. Chęć oddalenia się od tłumu rzuca pewne światło na użycie w tym miejscu tego tytułu i na jego właściwe rozumienie.

Pierwszy rozmówca Jezusa to nauczyciel Pisma. Okazuje, że nie wszyscy z tej grupy społecznej byli wrogami Jezusa. Fakt ten ostrzega przed łatwym wydawaniem arbitralnych sądów nie tylko w interpretacji słowa Bożego, ale też w codziennym życiu. Entuzjazm pójścia za Jezusem nie był w tym wypadku czysty. Był naznaczony pewną tradycją, a dziś powiedzielibyśmy, że skrzywieniem zawodowym. Nauczyciele Pisma prowadzili raczej osiadły tryb życia, co pomagało im w studiowaniu Biblii. Jezus nawiąże do tego, krytykując uczonych w Piśmie: Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie (Mt 23,2). Taki styl życia zakładał ów uczony w swoich relacjach z Jezusem, na co otrzymał wyraźną ripostę. Pójście za Jezusem to dynamizm świadectwa, to dar z siebie, to życie w ubóstwie i poświęceniu dla Królestwa Bożego.

Drugi rozmówca Jezusa, wyraźnie nazwany Jego uczniem, pragnie pogrzebać zmarłego ojca. Pobieżna lektura tekstu ukazuje Jezusa sprzeciwiającego się temu. Jego postawa może wzbudzać zdziwienie, wręcz oburzenie. Taka reakcja świadczyłaby jednak o nieuważnym przeczytaniu ewangelicznego tekstu. Zwróćmy uwagę na występujące tutaj słowo najpierw, które – bardziej niż kategoriach chronologicznych (teraz, w tej chwili) – należy rozumieć jako wskazanie na priorytet, na coś ważniejszego w życiu. Dla ucznia Jezusa nie ma nic ważniejszego od całkowitego związania się z Mistrzem. Jeżeli tak jest, Pan nie zabroni mu udziału w pogrzebie nawet wszystkich członków rodziny.

Obydwa dialogi pozostają otwarte, nie mają zakończenia. Nie wiemy, jak zareagowali na słowa Jezusa Jego rozmówcy: poszli za Nim czy zrezygnowali. Ewangelista nie wspomina o tym. Należy raczej przyjąć optymistyczną wersję. Ewangelia nie lubi czarnych scenariuszy, ona wzywa do nadziei i tę nadzieję nam przynosi. Wielokrotnie w życiu znajdujemy się w sytuacji tych dwóch ewangelicznych postaci. Męczą nas podobne, a nawet większe rozterki na drodze chrześcijańskiego życia. Przykłady z Ewangelii uczą nas jak należy i jak nie należy postąpić. Oprócz tego Dobra Nowina ożywia w nas przekonanie, że dla Boga nie ma spraw zamkniętych, definitywnie zaprzepaszczonych. Jezus nieustannie wzywa: Pójdź za mną.

Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego (J 6,68).

41. Nie tylko teściowa Mt 8,14-17
43. Z Jezusem w łodzi Kościoła Mt 8,23-27