W Jezusowym Kazaniu na Górze na przemian dochodzą do głosu wskazania dotyczące miłości Boga i bliźniego. Elementy formacji duchowej ustępują miejsca pouczeniom etycznym i odwrotnie. Wniosek nasuwa się samowolnie: Jezus pragnie całościowo ukształtować tych, którym głosi królestwo Boże i którym pragnie zlecić odpowiedzialność za jego rozwój na ziemi. Tym razem Nauczyciel podejmuje kwestię wzajemnego osądzania się, ale nie jest to jedyny temat w tej perykopie. Na scenę wkraczają również obłuda, zadufanie i chyba głupota, raczej tak bowiem należałoby rozumieć zachowania ludzkie wyrażone na końcu wypowiedzi naszego Pana.

Jezus zabrania swoim uczniom osądzać, posługując się dosyć dziwną argumentacją. Może się ona wydawać mało wzniosła. Pan odwołuje się do miłości własnej człowieka, żeby nie powiedzieć, że wykorzystuje jego egoizm. Nie osądzać, aby samemu nie zostać sądzonym. Dawać szczodrze, ponieważ wtedy samemu tyle samo będzie można otrzymać. Należy jednak pamiętać, że ciągle chodzi o królestwo Boże i panujące w nim reguły życia. Tam nie obowiązują zasady tego świata: wyrachowanie, chłodna kalkulacja, zysk. W kontekście nauki o królestwie Bożym można rozumieć wypowiedź Jezusa horyzontalnie. Biorąc pod uwagę fakt, że relacje międzyludzkie, w sposób naturalny, kierują się zasadą wzajemności, należy je tak budować, aby zawsze czynić dobro i również w zamian otrzymywać dobro. Osądzając, można sprowokować reakcję zwrotną, co może zdarzyć się również wśród należących do Pana, nawet jeśli nie powinno tak być. W królestwie Bożym chodzi o budowanie relacji wzajemnej miłości. Przestroga Jezusa posiada także kierunek wertykalny. Bóg jest Tym, od którego pochodzi sprawiedliwość, i wiele razy pokazał, jak drogi jest Mu człowiek skrzywdzony przez innych. Również tym razem stanie po stronie osądzonego, a przeciw sądzącemu.

W dalszym wywodzie Jezus odwołuje się do konkretnego, choć nierealnego przykładu. O ile bowiem czymś możliwym i często spotykanym jest drzazga w oku, o tyle, nawet przy najlepszej fantazji, nie można wyobrazić sobie belki utkwionej w gałce ocznej. Nie pierwszy i nie ostatni raz Jezus posługuje się hiperbolą. Jest to prowokujący i przez to bardzo skuteczny środek wyrazu. Tego rodzaju wypowiedzi są łatwe do zapamiętania, ale nie tylko o to chodzi. Jezus w ironiczny sposób demaskuje wady ludzi, których oni sami nijak nie potrafią u siebie dostrzec. Rzeczywiście, obłuda, zadufanie, snobizm są najtrudniejszymi do pokonania niedostatkami człowieka.

Wreszcie wypowiedź o psach i świniach, której interpretacja nie należy do łatwych. Po raz kolejny Jezus wypowiada się w sposób przesadny. Normalnie nikt przecież nie rzuca pereł przed świnie. Czyni to jednak celowo, dla uwypuklenia ważnych prawd dla wspólnoty wierzących. W świecie biblijnym świnia i pies były zwierzętami nieczystymi, budzącymi obrzydzenie. Perła z kolei jest obrazem królestwa Bożego. Można zatem widzieć w tych zwierzętach nieczystych symbol ludzi wrogo nastawionych do Jezusa i Jego Kościoła. Są niebezpieczni, dlatego należy być bardzo mądrym i roztropnym w relacjach z nimi. Wariantywnie chodzi o ludzi zupełnie obojętnych na sprawy Boże. Wtedy trafne wydają się być słowa biblijnego mędrca: „Nie mów do uszu głupca, bo wzgardzi roztropnością twoich słów” (Prz 23,9). Być może w świniach i psach niektórzy uczniowie Jezusa powinni zobaczyć samych siebie. Szczególnie jeśli poprzez swoją nieodpowiedzialność niszczą perły Bożego życia w sobie bądź we wspólnocie. Tacy ludzie nie są godni królestwa Bożego. Słowa Jezusa zawsze pozwalają na szerokie rozumienie ich treści, nigdy nie tracąc przy tym swojego radykalizmu. Dotyczy to w również kwestii poruszonych w analizowanym fragmencie.

Panie, nasz Boże! Twojemu sądowi oddajemy wszystkie okoliczności naszego życia, licząc na miłosierdzie, ponieważ tylko w nim jest nasza nadzieja i ratunek. Amen.