Komentarze do czytań – XIX TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 9 do 15 sierpnia 2026 r. – s. Ewa Maria od Męki Pańskiej OCD

Dzisiejsza Liturgia Słowa

 

 

 

 

XIX Niedziela Zwykła, 9.08.2026

Pierwsze czytanie: 1 Krl 19, 9a. 11-13a

Teofania na górze Horeb, której stajemy się świadkami w dzisiejszym pierwszym czytaniu mszalnym, skłania nas do zastanowienia się nad naszym obrazem Boga. Eliasz zostaje wezwany, by stanąć wobec Pana. Wychodzi z groty, w której przenocował i przed jego oczami przesuwają się różne obrazy. Prorok wie, że to Pan przechodzi. Jego wrażliwość, jego świadomość, znajomość Boga pozwala mu dostrzec Jedynego Władcę w cichym szmerze łagodnego powiewu. Eliasz nie daje się zwieść pozorom. Gwałtowna wichura, trzęsienie ziemi, ogień, być może bliskie jego postrzeganiu ziemskiej rzeczywistości, nie zniewalają go. On patrzy głębiej – patrzy w serce Boga. A jak my spoglądamy na Pana? We wspomnianych kataklizmach prorok widzi przygotowanie na spotkanie z Bogiem. A my, czy pośród trudnych doświadczeń wystawiających na próbę naszą wiarę, nadzieję, dotykających naszego serca, naszych uczuć, myśli, umiemy obronić się przed pokusą dostrzegania w nich wrogiego nam działania Boga? Czy może wraz z Eliaszem widzimy w nich oczyszczające działanie Pana, który pragnie udzielić się nam w cichości i łagodności? Prośmy Objawiającego się, byśmy potrafili i chcieli dostrzegać w naszym życiu miłość Boskiego Wychowawcy.

Psalm responsoryjny: Ps 85, 9ab-10. 11-12. 13-14 

O ile pierwsze czytanie mszalne zwracało naszą uwagę na to, jak postrzegamy Boga, o tyle psalm responsoryjny wzywa do konkretnych odpowiedzi człowieka na Boże działanie. Zaprasza zatem do słuchania Pana, oddawania należnej Mu czci. Znamienny jest w tym względzie obraz ukazany w drugiej zwrotce naszego psalmu. Jeśli we właściwy sposób zachowujemy tę postawę, będziemy mogli stać się świadkami spotykających się ze sobą łaski Boga i wierności człowieka. Wierność wyrastająca z ziemi wskazuje na wierność człowieka – wierność w przyjmowaniu łaski Bożej, w uleganiu jej, w stosowaniu się w życiu do jej wymogów. Wtedy prawdziwie zawładnie nami głęboki pokój. Wizja sprawiedliwości spoglądającej z nieba upewnia nas, że Pan ma ostatnie słowo na przestrzeni historii stworzenia, ludzkości. Bóg odpowiada, niewspółmiernie do naszych wysiłków, pełnią łask, ponadczasowym szczęściem, obfitością duchowych owoców, które choć może niejednokrotnie ukryte przed naszymi oczyma, to jednak prawdziwie zbliżają do Pana. Jego spojrzenie skierowane na nas, Jego obecność pośród nas, Jego przechadzanie się po ogrodzie naszych serc (por. Rdz 3, 8) są wynikiem zbawczego działania Boga. To zbawienie dane jako dar sprawiedliwości i łaskawości Stwórcy i Zbawiciela, godne jest uwielbienia i napełnia serca wdzięcznością. Czy z psalmistą opiewamy je naszym życiem?

Drugie czytanie: Rz 9, 1-5

O ile pierwsze czytanie skłaniało do rewizji obrazu Boga, jaki nosimy w sobie, o tyle drugie zachęca do refleksji nad spojrzeniem na bliźniego. Święty Paweł mówi Rzymianom o swoim smutku, odczuwanym wewnętrznym bólu z powodu oddalenia od Boga jego rodaków. Wejrzyjmy w siebie i spytajmy co w odniesieniu do drugiego człowieka jest przyczyną naszego smutku, naszego cierpienia. Apostoł mówiąc o Izraelitach – dostrzega ich obdarowanie, łaski, jakie otrzymali od Boga. A jak jest z nami? Czy potrafimy dostrzec skarby złożone przez Pana w sercach, umysłach tych, którzy myślą inaczej niż my?

Drugi temat, jaki nasuwa nam przytaczany dziś fragment listu świętego Pawła to owoce nawrócenia, które dokonało się w nim. Zanim przeżył doświadczenie pod Damaszkiem, jego stosunek do ludzi myślących inaczej niż on, skłaniał go do prześladowania tych ostatnich. Po spotkaniu z Jezusem w mistycznej wizji gotów jest wziąć na siebie cierpienia, by doprowadzić do wiary nieprzyjaciół. Czy i my jesteśmy gotowi zająć taką postawę wobec sprzeciwiającym się nam? Czy nasze trwanie przy Chrystusie owocuje podobną miłością?

Ewangelia: Mt 14, 22-33

Ewangelia ukazuje nam znaną scenę, w której Pan Jezus krocząc po wodzie przychodzi do uczniów borykających się w łodzi ze wzburzonymi falami i przeciwnym wiatrem. Widzimy reakcję zalęknionych uczniów, Jezusa umacniającego ich swoim słowem i Piotra, który ufny w wezwanie Mistrza, na przekór ludzkiemu doświadczeniu, wychodzi na taflę rozszalałego jeziora. Tak przedstawia się obraz dostępny naszym zmysłom. A co dokonało się w duszy doświadczonego rybaka? Piotr musiał wyjść z łodzi swej wiedzy o rzeczywistości. To właśnie odrzucenie tego, co tak oczywiste: człowiek nie może chodzić po falach, umożliwiło mu dojście do Jezusa. W naszym życiu niejednokrotnie atakują nas wzburzone fale różnych „żywiołów”. Przywiązania, namiętności, trudne okoliczności, relacje z innymi. Nie zawsze przyznajemy się do lęku związanego z tymi sytuacjami. Jednak to nie przynosi ukojenia. Może tak jak Piotr trzeba zaufać bliskości Boga. Trzeba się wyzbyć ziemskiego sposobu myślenia, by odnaleźć Go pośród swoich dni. I trwać przy Nim mimo porywów silnego wiatru różnorakich prądów tego świata. A w razie potrzeby umieć wołać: Panie, ratuj mnie. Tylko w oparciu o Jego moc uciszymy nasze wnętrze i spokojnie będziemy mogli patrzeć na zewnętrzne burze tego świata.

 

Poniedziałek, 10.08.2026 – Święto Św. Wawrzyńca, diakona i męczennika

Pierwsze czytanie: Mdr 3, 1-9

Odczytany fragment Księgi Mądrości skłania do refleksji nad rozumieniem spraw tego i przyszłego świata. Los sprawiedliwych spoczywających w rękach Boga inaczej jest postrzegany przez ludzi zanurzonych w doczesności nie potrafiących oderwać się od niej, a inaczej przez tych, co spoglądają na rzeczywistość oczyma samego Stwórcy. Zatopieni w Panu odnajdują pokój, niezawodną nadzieję nieśmiertelności nawet w zdarzeniach trudnych. Skąd sprawiedliwi czerpią tę niezwyciężoną moc? Na pewno fakt spoczywania w dłoniach najlepszego Ojca daje im poczucie bezpieczeństwa przezwyciężającego wszelkie ziemskie zagrożenia. Gdyż doświadczenia zsyłane przez Boga mają na celu nasze udoskonalenie. Pomagają stopniowo pozbyć się wszystkiego, co uniemożliwia poruszanie się po wąskiej ścieżce wiodącej do prawdziwego, niekończącego się życia; usposabiają nas do przejścia przez ciasną bramę prowadzącą do krainy szczęścia przed obliczem Władcy całego stworzenia. Takie spojrzenie na życie i to, co nas otacza będzie naszym udziałem, o ile zaufamy, całkowicie i bezwarunkowo Temu, od którego otrzymaliśmy życie, oddech i wszystko (por. Dz 17, 25). Tylko w promieniach takiej ufności możemy pojąć sens Bożego działania, odkryć Bożą prawdę o naszym istnieniu przeznaczonym do niezmąconego szczęścia i pełni życia. Czy rozwijamy w sobie nadzieję, która nie może zawieść?

Psalm responsoryjny: Ps 112, 1b-2. 5-6. 7-8. 9 

Dzisiejszy psalm responsoryjny objaśnia tajemnicę szczęścia, świętej radości, poczucia bezpieczeństwa. Błogosławieństwo, które obwieszcza psalmista w przejrzysty sposób dostrzegamy w postaci patrona dnia dzisiejszego, bo znamionuje ono postawę człowieka żyjącego zgodnie z zasadami wskazanymi przez Boga. I właśnie taka postawa daje odwagę w obliczu przeciwności. Ten, kto jest mocno zakorzeniony w Bogu, w Jego woli, jego planach nie zostaje zwyciężony przez lęk nawet wobec niebezpieczeństwa utraty życia doczesnego. Wyraźny tego przykład dał Kościołowi św. Wawrzyniec – męczennik, którego zwycięstwo wspominamy. On wyraźnie pokazał, że w każdej sytuacji może dokonać wyboru, może opowiedzieć się za Panem, gdyż jego życie jest cenne w oczach Stwórcy. Ufność złożona w Panu umacnia serce każdego, kto pragnie trwać przy Nim. Miłość pobudza takiego człowieka do działania, usuwa lęk (1 J 4, 18). Taka miłość zwycięża wszelkie zło. Z jej wysokości można patrzeć na swych przeciwników nie pogrążając się w ich niegodziwości. Taka postawa czyni ludzi miłosiernymi, potężnymi w działaniu. Czy pragniemy takiego szczęścia, które rodzi się z wyboru dokonanego w Bożej światłości? Czy przygotowujemy własne serce do podejmowania takich decyzji?

Drugie czytanie: 2 Kor 9, 6-10

Święty Paweł w rozważanym fragmencie Drugiego Listu do Koryntian zwraca uwagę na znaną zasadę, że sknerstwo nie jest opłacalne, a roztropna hojność jest źródłem obfitości. Uwypukla też myśl, nad którą warto się zastanowić, by właściwie służyć osobistym bogactwem. Mówi, że nasze działanie ma być zgodne z tym, co każdemu nakazuje jego własne serce. Mamy wszystko czynić nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. Jak osiągnąć taką postawę? Czy wystarczy zaufać obietnicy, że Pan może zaopatrzyć nas we wszystko pod dostatkiem? Zwróćmy uwagę na wspomnienie o „własnym sercu”. Serce jest w powszechnym rozumieniu siedliskiem uczuć, jest źródłem miłości. W tym kontekście możemy dojrzeć, że nasza hojność jest zależna od stopnia miłości, jaką posiadamy tak w stosunku do Boga, jak i ludzi. Zatem dbałość o rozwijanie w sobie miłości, wzrastanie w niej uczyni z nas radosnych dawców. Ogarnięci płomieniem miłości nie będziemy rachować naszych trudów, ale wpatrzeni w Umiłowanego zostaniemy uzdolnieni do udziału w Jego hojności, której nikt z ludzi nie jest w stanie przekroczyć. Bóg zawsze przewyższa w szczodrobliwości wszelkie ludzkie działanie. Czy wierzymy w to? Czy jesteśmy Mu za to wdzięczni?

Ewangelia: J 12, 24-26

Jezus przypomina nam dzisiaj o konieczności obumierania – dodajmy świętego obumierania, by zyskać prawdziwe życie. Zachętą do podjęcia trudu, by nie tylko zgodzić się na wewnętrzną śmierć, ale i podjąć konkretne starania, dla podporządkowania się temu prawidłu jest ukazanie plonów, jakie przynosi takie postępowanie. Chronienie siebie za wszelką cenę według słów Chrystusa pozostawia nas samotnymi, w izolacji. Sprawia więc duchową śmierć nieprzydatności w dziele Bożym. Pan nasz nie ukrywa przed nami, że pozytywne odpowiedzenie na Jego wezwanie pociąga za sobą konieczność służby. To ona, o ile jest prawdziwą służbą, a nie narzucaniem własnej woli innym, nie służeniem na własnych warunkach, ale bezwarunkowym oddaniem się w ręce bliźnich, jest rzeczywistym i owocnym obumieraniem sobie. Tak stajemy w bliskości Mistrza, który nie przyszedł, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Go posłał. Tylko naśladując ten sposób postępowania Pana, możemy upodobnić się do Jezusa i uczestniczyć w Jego chwale, którą otoczył Go Ojciec i którą pragnie otoczyć i nas jeśli wytrwamy do końca w Jego miłości.

 

Wtorek, 11.08.2026

Pierwsze czytanie: Ez 2, 8 – 3, 4

Wizja spożywanej przez Ezechiela księgi, jest nieco szokująca. Niemniej może stać się dla nas pożyteczna. Bóg mówi w niej: synu człowieczy, słuchaj tego co ci powiem. To jest pierwsze wezwanie, jakie dziś słyszymy. Dalej Pan wyjaśnia: Nie opieraj się, jak ten lud zbuntowany. Prorok znajdował się pośród ludu nieposłusznego Bogu. Wezwanie Stwórcy jakże aktualne jest i dzisiaj. Po której stronie stajemy? Za czym, za Kim się opowiadamy? Pośród chaosu ludzkich myśli, wzorców ukazywanych przez sługi tego świata, czy umiemy stanąć wyraźnie po stronie Boga? Czy nasze opowiedzenie się za Panem ogranicza się do samych słów, tradycyjnie podejmowanych praktyk? Bóg z wizji Ezechiela nakazuje mu zrobić rzecz dziwną. Czy jesteśmy gotowi, jak prorok, przeciwstawić się czynem temu co „świat” uważa za normalne, właściwe? Prorok widział w podanej mu księdze narzekania, wzdychania i biadania. A więc trud, coś co nie jest przyjemne. Czy oceniając wymagania Boga jako trudne, wyrywające nas z otoczenia, chcemy mimo wszystko odpowiedzieć Panu „tak”. Prorok zjadł podaną mu księgę. A w jego ustach stała się słodka jak miód. Wymagania Boga na pozór uciążliwe, przyjęte z całym oddaniem stają się radością, siłą, umocnieniem. Tak przygotowany Ezechiel miał przemawiać słowami Boga do Izraela. Czy nasza postawa może być głosem Boga pośród naszego pokolenia, naszej codzienności?

Psalm responsoryjny: Ps 119, 14 i 24. 72 i 103. 111 i 131 

Psalm responsoryjny, który z założenia jest odpowiedzią na słowo Boga zawarte w pierwszym czytaniu mszalnym, dziś jest pieśnią pochwalną Bożego prawa, dziękczynieniem za jego obfitość. Bogactwo ukryte w słowach Pana jest dla psalmisty rozkoszą, słodyczą, radością. Ono również staje się doradcą pośród życiowych dróg. Doniosłość Bożych wezwań przewyższa w jego oczach wszystko, co ofiaruje świat. Bogactwo, złoto, srebro tracą w porównaniu z napomnieniami Pana swą wartość. Tak przedstawia się dla psalmisty ważność, wartość przykazań Pańskich. A jak jest z nami? Czy są one dla nas jedynie ciężarem? Czy unoszą nas na swoich skrzydłach do radości spoczywania w Bogu? Psalmista mówi: zaczerpnę powietrza otwartymi ustami, bo pragnę Twoich przykazań. Czy my również chcemy wchłaniać je w siebie i rozkoszować się spoczywaniem w Bożym Prawie, Bożej Prawdzie dającej nam pełnię życia?

Ewangelia: Mt 18,1-5.10.12-14

W postawie Apostołów zachwyca ich zainteresowanie królestwem niebieskim. Od razu budzi się pytanie, czy my pośród dzisiejszego świata w ogóle interesujemy się wiecznością, czy jesteśmy świadkami tego życia, które ma nastąpić, w którym już mamy udział. Wiemy przecież, że nasze istnienie rozpoczęte w chwili poczęcia nie skończy się już nigdy i od nas zależy jaki będzie jego kształt w przyszłym świecie. Uczniowie pytają kto jest największy. Jezus prostuje ich myślenie uświadamiając im, że najważniejsze jest to, byśmy w ogóle znaleźli się w tym królestwie. Pan ukazuje paradoksalną wielkość uniżenia, które otwiera drzwi do niebieskiej ojczyzny. W domu Jedynego Ojca wszyscy będą dziećmi. Jeśli już tu nie nauczymy się takiej postawy, nie będziemy potrafili odnaleźć się, tam gdzie podstawą naszego trwania w szczęśliwości przed obliczem Ojca będzie dziecięca ufność i poddanie się Temu, który naprawdę jest wielki i potężny, w którego ręku jest nasze życie, bezpieczeństwo, odpoczynek. Czyż nie warto uczyć się tych zasad działania już na tym – doczesnym świecie, by w niebieskich mieszkaniach wraz z naszymi Aniołami Stróżami i wszystkimi mieszkańcami niebios wpatrywać się w oblicze Ojca naszego, który jest w niebie i przygarnia nas jako swoje umiłowane dzieci?

Środa, 12.08.2026

Pierwsze czytanie: Ez 9, 1-7;10, 18-22

Pierwsze czytanie mszalne ukazuje naszym oczom obraz zniszczenia niewiernej Jerozolimy. Unicestwienia będącego konsekwencją grzechów ludu. Pośród tragicznego obrazu zabijania wszystkich żyjących jaśnieje jednak znak nadziei – litera „Taw”, która w hebrajskim alfabecie miała kształt krzyża. Jeśli przez pryzmat prorockiego opisu spojrzymy na naszą codzienność, dostrzeżemy ponadczasową prawdę o Bożym miłosierdziu i stanowczości. Bóg bowiem, jak mówi św. Paweł w liście do Galatów (Ga 6,8), nie dozwoli z siebie szydzić. Mimo to znak krzyża jest dla wszystkich znakiem ocalenia. Dla wszystkich? Dla tych, co wzdychają i biadają nad popełnianymi obrzydliwościami. Krzyż nakreślony na czole świadczy o zakorzenionym głęboko w umyśle i sercu pragnieniu trwania w prawdzie Bożego przymierza, a więc o wierności wobec zobowiązań podjętych przed Bogiem. Taka postawa jest dla nas źródłem ufności, że Pan nas nie opuści, że pozostanie z nami do końca naszych dni. Wtedy nie będziemy musieli obawiać się wizji odejścia chwały – obecności Boga od świątyni naszego ciała (zgodnie z określeniem św. Pawła – 1 Kor 3,16n).

Psalm responsoryjny:  Ps 113, 1-2. 3-4. 5-6

Jakże przejmująco, w kontekście pierwszego czytania z Księgi Ezechiela, brzmią słowa psalmu responsoryjnego. Tym jaśniej jednak możemy dostrzec chwałę Boga, opiewaną przez psalmistę. Ukazuje on wspaniałość Boga i należną Mu cześć jaka ogarnia cały świat od jednego do drugiego krańca ziemi. Ukazuje wielkość Pan przewyższającą wszystkie stworzenia: ziemskie – ludzi i niebieskie – nie nazwane po imieniu. Psalmista uświadamia nam, że Bóg przebywający w niebiosach nie jest daleki od mieszkańców ziemi. Spogląda na wszystkie swoje stworzenia, na całe dzieło rąk swoich. Dlatego tym mocniej winniśmy uświadomić sobie, że żaden z naszych czynów nie jest zakryty przed Stwórcą. Stąd obraz z wizji Ezechiela jest czymś możliwym o ile nie przejmiemy się wezwaniem psalmisty, by wychwalać, błogosławić Boga. Jednak jak przypomina święty Jan Apostoł mamy to czynić nie tylko słowami, ale czynem i w prawdzie. Wtedy wielkość Boga nas nie przytłoczy, a stanie się dla nas radością tu i w wieczności.

Ewangelia: Mt 18,15-20

Dziś pragnę zatrzymać się na ostatnim akapicie przywołanej Ewangelii.

Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.

Jezus obiecuje, że Ojciec spełni każdą prośbę, jaką zgodnie zaniosą do Niego dwie osoby. Praktyka naszego życia nie zawsze potwierdza to zapewnienie. Warto zastanowić się dlaczego tak się dzieje. Co stanowi wartość, siłę wspólnej modlitwy? Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich  podpowiada Jezus. To Jego obecność nadaje moc naszym błaganiom, bowiem sam Chrystus modli się z nami. Zatem gdy przystępujemy do wspólnej modlitwy, zadajmy sobie pytanie czy Pan chce z nami prosić Ojca w tej konkretnej intencji? Inaczej mówiąc: czy rozpoczynając naszą modlitwę jednoczymy się z Jezusem z Jego wolą, planem który On w swojej mądrości ustanowił w danej sprawie, czy trwamy w jedności z braćmi, czy prosimy o dobro – o to, co Bóg nazwie dobrem? Tylko wtedy gdy możemy na te pytania odpowiedzieć „Tak” możemy ufać, że Pan spełni daną obietnicę. Tylko wtedy Jego miłość zatriumfuje w nas i w naszym życiu.

 

Czwartek, 13.08.2026

Pierwsze czytanie: Ez 12, 1-12

Znamienną cechą dzisiejszego pierwszego czytania mszalnego jest wielokrotne powtarzanie stwierdzenia na ich oczach. Ten zwrot powtarza się aż siedem razy. Liczba siedem – w Piśmie Świętym jest symboliczna. Dlatego pozwala, by ponad historycznym aspektem przywołanego fragmentu Księgi Ezechiela przejść na poziom ponadczasowy i rozważyć, czego dziś uczy nas wspomniana fraza. W ramach swego powołania prorok miał z woli Boga stać się znakiem dla Izraelitów – znakiem czytelnym i jasnym. Stąd każda jego czynność miała być widziana, miała wyraźnie objawiać nadchodzącą przyszłość. Dzisiejsze czasy pokazują, że serca ludzkie nie uległy radykalnej przemianie. Często jesteśmy oporni, mając oczy nie widzimy, a uszami swymi nie słyszymy i nie chcemy zrozumieć, jaka jest wola Boża względem nas. Dlatego sam Bóg na naszych oczach objawił, jak rozumieć plany Ojca Niebieskiego, jak podążać za Tym, którego On ustanowił naszym Przewodnikiem na drogach zbawienia. Czy chcemy w taki właśnie sposób kształtować osobiste życie? Czy chcemy być świadkami Jezusa – Prawdy pośród zakłamanego świata? Czy pragniemy świadczyć o Jezusie, który jest drogą na bezdrożach zagubionego świata? Czy chcemy dawać świadectwo o życiu, jakie pragnie darować nam Bóg przez Jezusa w promowanej kulturze śmierci?

Psalm responsoryjny: Ps 78, 56-57. 58-59. 61-62 

W kontekście treści dzisiejszego psalmu responsoryjnego znamienny jest jego refren, nawołujący do pamiętania o wielkich dziełach Boga. To wezwanie wobec ukazanego przez psalmistę Bożego gniewu, który zazdrośnie strzeże swojej godności pokazuje nam, że poprzez trudne doświadczenia Pan upomina się o cześć Jemu należną. Takie przypomnienie pozwala lepiej uświadomić sobie naszą powinność względem Stwórcy. Jednocześnie zwraca naszą uwagę na osobistą postawę wobec Pan, który dał nam życie i swoją miłość. Jak odpowiadamy na te dary? Czy w naszej codzienności nie wystawiamy Boga na próbę? Czy nie zawodzimy nadziei, jaką Bóg w nas złożył wszczepiając w nas zdolność miłowania Go, oddawania Mu należnej Jemu czci? Słowami psalmisty Pan pyta nas czy nie oddajemy się swoistemu bałwochwalstwu stawiając na pierwszym miejscu w naszym życiu własną wygodę przyjemność, pracę a zapominając o Bożej obecności, miłości, łasce? Oby te pytania stały się dla nas tematem refleksji nad własnym postępowaniem wobec Najwyższego Władcy, przemiany naszych serc i ustrzegły nas przed gwałtownością gniewu Boga, który dla naszego dobra posuwa się nawet do ostateczności, by tylko sprowadzić nas na drogę wiodącą do Jego królestwa.

Ewangelia: Mt 18, 21 – 19, 1

Fragment Ewangelii, który dziś Kościół proponuje nam do rozważenia zawiera w sobie zarówno naukę o konieczności przebaczenia (co podkreślił wyraźnie sam Chrystus) jak i wezwanie do refleksji nad tematem osobistego odnoszenia się do drugiego człowieka. Jak patrzę na innych, jak osądzam ich postępowanie? Czy przykładam tę samą miarę do własnych czynów jak i działania tych, z którymi się spotykam, z którymi przyszło mi żyć, pracować? Niezaprzeczalnie sługa z przypowieści Jezusa stosował inny sposób oceniania wobec siebie, a inny w stosunku do współsługi. Konsekwencją takiego stanu rzeczy była utrata wolności i to – wobec wielkości długu – bez możliwości jej odzyskania. Przenieśmy to na grunt duchowego życia. Czy dostrzegam wielkość łaski ofiarowanej mi przez Boga w Jego darze Odkupienia, Zbawienia? Innymi słowy: czy dostrzegam wielkość mojego długu, jaki zaciągam niemal każdego dnia przed obliczem Stwórcy i Zbawiciela? A jak postrzegam winy tych, z którymi żyję? Czy daję innym to, czego oczekuję, co pragnę otrzymać od Boga? A jeśli nie, to czy nie dostrzegam, że tracę – być może nieodwracalnie – tę wolność, którą ofiarował mi Pan w swoim Synu – wolność, za którą zapłacił tak wysoką cenę sam Jezus? Czy moja wdzięczność wobec Zbawcy objawia się w miłosierdziu świadczonym bliźnim?

 

Piątek, 14.08.2026

Pierwsze czytanie: Ez 16, 1-15. 60. 63

Symboliczne ukazanie losu Jerozolimy, jaką za pośrednictwem proroka Ezechiela przedstawia Bóg skłania nas, by na swoje istnienie spojrzeć przez pryzmat pierwszego czytania mszalnego. Dzięki temu możemy dostrzec wielki kontrast między odwieczną czystością Stwórcy a naszą naturą skażoną grzechem pierworodnym. Przyglądając się działaniu Boga, rodzi się w nas ogromna wdzięczność za dary, jakich nam udziela. On we chrzcie świętym pochylił się nad nami i rzekł: Żyj, rośnij. Oczyścił nas, przyozdobił pełnią swej łaski i strzegł naszego dojrzewania. I tu rodzi się pytanie: co zrobiliśmy z Bożymi darami tak obficie na nas zlanymi? Piękność naszej duszy stała się doskonała dzięki darom Pana. Jak je wykorzystaliśmy? Spojrzenie na własne życie uświadamia nam jak bardzo, jak często odtrącamy Bożą łaskę. W języku biblijnym stajemy się cudzołożnymi, zapominamy o przymierzu z Panem. A On?… nie wypiera się nas. Pamięta o swoim przymierzu, odnawia naszą przyjaźń. W sakramencie pojednania i pokuty przywraca nam utracone piękno. Jakaż wdzięczność winna zrodzić się w naszym sercu za tak niezgłębioną miłość Stwórcy i Pana. Czy pamiętamy o niej na co dzień?

Psalm responsoryjny: Iz 12,2.3 i 4bcd.5-6 

Izajaszowy tekst, jaki stanowi dzisiejszą odpowiedź na pierwsze czytanie mszalne jest wspaniałą pieśnią na cześć Boga przebaczającego, Tego, który stał się naszym zbawieniem. Jakże ogromna radość, jak wielka otucha przebija przez słowa proroka. Izajasz ukazuje nam źródło naszej ufności, przyczynę, dla której możemy nie poddawać się lękowi. Tym źródłem jest fakt zbawczego dzieła Pana. Czy na cały paschalny plan Ojca dokonany przez Jezusa umiemy patrzeć oczyma proroka? Czy potrafimy dostrzec jego wspaniałość, wzniosłość i dzielić się nimi z całym światem? Czy wyrabiamy w sobie umiejętność zauważania wielkich czynów, jakich Bóg dokonał w naszym życiu? Czy każdego dnia uwrażliwiamy się na ich obecność w naszej codzienności i płynącą z tego radość tak wielką, że niemal domaga się od nas wypowiadania jej wobec całej ziemi? Oby Pan udzielił nam pośród wszystkich wielkich łask i tę, która uczyni nas prawdziwymi, radosnymi świadkami Boga obecnego wśród nas, aby rzeczywiście cała ziemia dowiedziała się, że wielki jest wśród nas Święty Izraela – Trzykroć Święty Pan Bóg Zastępów.

Ewangelia: Mt 19,3-12

Dzisiejszy fragment Ewangelii skłania do refleksji nie tylko nad samym małżeństwem, ale i nad naszymi decyzjami. Jezus mówi o ludziach niezdolnych do małżeństwa z urodzenia. I nie chodzi tu tylko o niezdolność do prokreacji ale i o zdolność podjęcia nieodwołalnych wyborów. „Ślubuję ci wierność aż do śmierci”. Ktoś kto nie dotrzymuje danej obietnicy sam o sobie wydaje świadectwo: nie można mu zaufać.

Chrystus mówi, że także ludzie mogą uczynić innych niezdolnymi do podjęcia trwałej decyzji. W obecnym czasie, gdy podkreśla się głównie osobistą przyjemność, wygodę dobrze zastanowić się nad własną odpowiedzialnością za wyrobienie w sobie i innych umiejętności bycia stałym, konsekwentnym w podejmowanych decyzjach. Czy jestem osobą, która pomaga, czy raczej utrudnia przyjmowanie niezmiennych postaw? To ważne pytanie wskazujące na moją odpowiedzialność za kształt życia mojego, moich najbliższych ale i tych, na których nawet mimowolnie mam wpływ.

Wyrobienie umiejętności podejmowania dozgonnych decyzji to początek. Później dochodzi cel, dla którego żyję. Królestwo niebieskie czy ziemskie. Wieczność dla Boga kształtowana z Nim już tu na ziemi czy doczesność wiodąca do wieczności bez Boga. Jezus był wierny aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. Swoim życiem pokazał, jakimi chce nas mieć. I skłania do refleksji: Kto może pojąć, niech pojmuje.

Sobota, 15.08.2026 – Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Pierwsze czytanie: Ap 11,19a;12,1-6a.10ab

Apokaliptyczna wizja świętego Jana Apostoła ukazuje nam dziś Niewiastę obleczoną w słońce. Zatrzymam się nad końcowym fragmentem danego nam przez Kościół tekstu. Syn Niewiasty – Władca, Pasterz narodów zostaje uniesiony do nieba – do tronu Boga. Niewiasta udaje się na pustynię i właśnie wtedy ogłoszone zostaje zbawienie, potęga i królowanie samego Boga. Do czego wzywa nas Pan, stawiając przed naszymi oczami ten konkretny fragment Pisma? Niewiasta, która jest zarazem ikoną Maryi i Kościoła chroni się przed smokiem w miejscu niedostępnym dla świata. Jak dziś możemy wcielić w nasze życie ten obraz? Oto świat przytłacza nas wielością bodźców, gwarem słów. Ogarniający nas zewsząd hałas odbiera nam zdolność słuchania Boga, który przemawia w ciszy. Stąd tak ważną wydaje się umiejętność ucieczki od otaczającego nas ze wszystkich stron zgiełku. Zatem udanie się na pustynię, gdzie nie będzie nas zagłuszać wrzawa świata, stanowi ratunek dla naszego życia ziemskiego. Jednocześnie wprowadza nas w milczenie Boga, w objawianie prawdy o Nim i o nas, o powołaniu do czystej miłości i prawdziwego szczęścia. Podążajmy tam z Maryją, która najlepiej potrafiła zachowywać w sercu i rozważać głębokości bogactw samego Boga.

Psalm responsoryjny: Ps 45, 7 i 10. 11-12. 14-15

Psalm responsoryjny jest jakby kontynuacją pierwszego czytania. Jest pięknym wezwaniem do oblubienicy, by pozostawiła za sobą wszystko i zbliżyła się do Króla. Każdy z nas może w tej pieśni usłyszeć wołanie skierowane wprost do siebie. Bóg sprawiedliwy, trwający na wieki pragnie się nam dać w królestwie wieczystego szczęścia. Co więcej objawia swoje pragnienie, by ujrzeć nas pięknymi Jego pięknością. On chce być naszym Panem, chce nas wywyższyć w nieprzemijającej chwale. Czy odmówimy Mu tego jednego, by zapomnieć o tym, co w sposób nieuporządkowany przywiązuje nas do tej ziemi? Maryja oddała w ręce Stwórcy wszystko: osobiste życie, ludzki honor, bezpieczeństwo swoje i poczętego Dziecka. Zaufała i przez to pozwoliła Bogu przyozdobić się pięknem nie z tej ziemi, pięknem, które Go zachwyciło. Oddała Mu pokłon całkowitego, bezwarunkowego zawierzenia, a On Ją wywyższył. Czy zechcemy naśladować Matkę Pana w tym oddaniu nie tylko dziś, ale w całym naszym życiu?

Drugie czytanie: 1 Kor 15, 20-26

Drugie czytanie dzisiejszej uroczystości przypomina nam o wieczności, o ostatecznym spotkaniu z Panem, o Jego końcowym zwycięstwie nad śmiercią, wreszcie o początku Jego królowania. Przebija w nim pewność Apostoła, że w bliższej lub dalszej przyszłości spotkanie z Bogiem nastąpi. Ta pewność przepromieniona pokojem i radością kwitła w sercu świętego Pawła poprzez miłość, którą żywił dla Chrystusa, któremu służył z całkowitym poświęceniem. Rozważane czytanie mszalne wzywa nas do zastanowienia się nad osobistym stosunkiem do Pana. Czy widzę w Nim Tego, przez którego dokona się i moje zmartwychwstanie? Do której grupy ludzi wymienionych przez Apostoła mogę siebie zaliczyć? Czy wreszcie raduję się na myśl o spotkaniu z Jezusem moim Panem? Jakość wyczekiwania na owo ostateczne spotkanie zdradza to, co dzieje się w moim sercu. Jego intensywność nie jest niezależna od mojej troski o rozwijanie takiej tęsknoty, pragnienia ujrzenia Boga twarzą w twarz w krainie wieczystego szczęścia i miłości. Czy kształtuję, wychowuję w sobie pragnienie trwania przy Panu od tej chwili aż na wieki?

Ewangelia: Łk 1, 39-56

Ewangelia dzisiejszego święta pozwala nam uczestniczyć w oddawaniu czci Maryi. Naszą przewodniczką i nauczycielką jest Elżbieta – żona Zachariasza, matka św. Jana Chrzciciela. Jest ona tą, która dostrzega, namacalnie odczuwa działanie Matki Pana w jej życiu. Napełniona Duchem Świętym wychwala Tę, która uwierzyła i stała się skutecznym narzędziem w rękach Boga. A Maryja?… kieruje myśli jej i nasze na Sprawcę wszelkiego ludzkiego chcenia i działania. Pokorny hymn uwielbienia Boga nie zamyka Jej na dostrzeganie własnej wielkości, ale postrzega ją w świetle niezasłużonych, hojnych darów Najwyższego. Takie otwarcie na Boga jest jednocześnie otwarciem na drugiego człowieka. Maryja pozostała u Elżbiety około trzech miesięcy, a więc w czasie bezpośrednio poprzedzającym i najprawdopodobniej następującym po narodzinach Jana Chrzciciela.

Słuchając tego znanego opisu ewangelicznego możemy zadać sobie pytania: Czy potrafimy tak, jak Elżbieta dostrzec macierzyńską obecność Maryi w naszym życiu uwielbić Ją i Boga, który pozostawił nam swoją Matkę? Czy potrafimy jak Maryja zwracać oczy wszystkich, z którymi się spotykamy na Pana, który każdemu z nas czyni wielkie rzeczy?