„Całe życie Kościoła opiera się na słowie Bożym, które jest przekazywane w Piśmie świętym, czyli w księgach Starego i Nowego Testamentu. Kościół wierzy, że wszystkie te księgi są natchnione, czyli ich autorem jest Bóg […]”[1]. Tę prawdę, jako dogmatyczną, Kościół zatwierdził stosunkowo późno, bo dopiero na IV sesji Soboru Trydenckiego 8 kwietnia 1546 roku. Za natchnione uważa się księgi w języku oryginalnym, czyli w tym, w jakim zostały spisane. Dla Starego Testamentu są to języki: hebrajski, aramejski oraz grecki; Nowy Testament zapisano w całości po grecku. Określanie kanonu i stwierdzanie natchnienia pewnych ksiąg związane jest z jednoczesnym odrzuceniem innych ksiąg. Wspomniany Sobór ustalił jednocześnie, że autentycznym tekstem Pisma Świętego, z którego w Kościele Rzymskokatolickim należy korzystać, jest Wulgata[2]. Zwrot w stronę korzystania z Pisma Świętego w językach oryginalnych nastąpił w Kościele Katolickim dopiero pod koniec wieku XIX za sprawą Papieża Leona XIII[3]. Pamiętać należy jednak, że u swoich początków wspólnota chrześcijańska korzystała, w wypadku Starego Testamentu,  przede wszystkim z greckiego tłumaczenia, które powszechnie znane jest pod nazwą: Septuaginta (skrót: LXX). Właśnie nad nią chcemy się pochylić w kontekście jej (nie)możliwego natchnienia. Najpierw zobaczymy czym Septuaginta jest i jak była wykorzystywana w pierwotnym chrześcijaństwie. Dalej omówimy problem jej natchnienia, który aktualny jest aż do dziś.

Septuaginta

Historię, a bardziej legendę, na temat powstania Septuaginty przekazuje nam tzw. List Arysteasza[4]. W tymże dziele autor podał, że niejaki Ptolemeusz II Filadelfos (panował w latach 285-246 przed Chr. w Egipcie) podjął decyzję o przetłumaczeniu Prawa żydowskiego, czyli pierwszych pięciu ksiąg Starego Testamentu, aby wzbogacić księgozbiory Biblioteki aleksandryjskiej. W tym celu poprosił arcykapłana Eleazara o przysłanie z Jerozolimy do Aleksandrii tłumaczy. Przybyć miało po sześciu tłumaczy z każdego plemienia izraelskiego, co daje 72 translatorów. Liczba ta była jednak w różnych przekazach zmieniana na 70 lub 75. Generalnie od tych liczb przyjęła się nazwa Septuaginta, tzn. „siedemdziesiąt”. Co więcej, przekład Pięcioksięgu miał zająć 72 dni, a każdy z tłumaczy miał oddać identyczny tekst. Wydaje się, iż List Arysteasza miał na celu przede wszystkim uwierzytelnienie i nadanie autorytetu greckiemu tłumaczeniu tekstu hebrajskiego. Choć List zawiera elementy historyczne, to jednak całość domaga się uzupełnień.

Wszelkie liczby przyjmuje się raczej jako symboliczne. Tłumaczenie niewątpliwie było niezbędne Żydom mieszkającym w diasporze. Po pewnym czasie przebywania w otoczeniu wyłącznie świata greckiego, Żydzi zapominali zupełnie hebrajski lub też jego znajomość nie była wystarczająca do owocnej lektury Tory. Przyjmuje się, iż to właśnie Pięcioksiąg został przetłumaczony jako pierwszy ok. 300-250 r. przed Chr. Przekład pozostałych ksiąg trwał jeszcze przez kolejne dwa lub nawet trzy wieki. Septuaginta nie jest więc dziełem jednego tłumacza czy też grupy tłumaczy. W jej skład nie wchodzą wyłącznie przekłady ksiąg hebrajskich Starego Testamentu. Zawiera ona również te od razu spisane po grecku, np.: 2 Księga Machabejska czy Księga Mądrości. Znajdują się w niej także utwory nieuznawane przez katolików za natchnione: 3-4 Księga Machabejska, Psalm 151[5]. Dzisiejszy kształt kanonowi (w znaczeniu zbioru takich, a nie innych ksiąg) Septuaginty nadało dopiero chrześcijaństwo.

Użytkowanie Septuaginty

Judaizm dzielił się na dwa odłamy: palestyński oraz hellenistyczny (ten w diasporach). Żaden z nich nie był uważany za lepszy lub gorszy, każdy był po prostu inny[6]. O ile w wypadku tego pierwszego powszechnie stosowano w synagogach Biblię Hebrajską, o tyle Żydzi znajdujący się w rozproszeniu, na swoich zgromadzeniach odczytywali Słowo Boże po grecku. Wiele wskazuje na to, że każda z wersji cieszyła się tym samym autorytetem w środowisku, w którym była stosowana.

W czasie prac archeologicznych w Qumran, odnaleziono greckie odpisy ksiąg Starego Testamentu. Mogłoby to świadczyć, iż były znane również w Palestynie i cieszyły się tam pewnym szacunkiem. Szacunek Żydów do tłumaczenia Siedemdziesięciu potwierdzałby również fakt, iż Paweł w czasie swoich misji posługiwał się w synagogach właśnie Septuagintą, a Żydzi, którzy przechodzili na chrześcijaństwo, uznawali LXX za tekst normatywny.

Do odrzucenia LXX przez judaizm doszło dopiero w wyniku jego konfrontacji z chrześcijaństwem. Jeden z rabinów, Gamaliel II, tak mocno zacieśnił więzy między diasporami a judaizmem palestyńskim, że Żydzi zjeżdżali z całego Cesarstwa Rzymskiego do Jamnii po wskazówki dotyczące praktykowania wiary. Najczęściej wiąże się kwestię określenia żydowskiego kanonu pism natchnionych ze środowiskiem rabinów działających we wspomnianym mieście. To tam miałoby dojść do odrzucenia tłumaczeń ksiąg Starego Testamentu, a także wszystkich tych, które od razu powstały po grecku.

Odmiennie wyglądała sytuacja LXX w użyciu pierwszych chrześcijan. Została ona przejęta od judaizmu hellenistycznego i wykorzystana w głoszeniu osoby i posłannictwa Jezusa Chrystusa jako Mesjasza wśród członków żydowskiej diaspory. Autorzy ksiąg nowotestamentalnych (dotyczy to zwłaszcza czterech Ewangelii i listów św. Pawła), kiedy cytują Stary Testament, czynią to w przeważającej większości w wersji greckiej, a nie hebrajskiej. Normatywną wersją Pisma Świętego była LXX również dla Ojców Kościoła. Po nią właśnie najczęściej sięgali komentując starotestamentalne fragmenty i odnosząc Nowy Testament do Starego. Ojcowie doceniali tendencje, myśli, wątki i motywy teologiczne zawarte w greckim tekście. W ich odczuciu pomagał on lepiej odczytywać posłannictwo Jezusa Chrystusa. Sytuacja zmieniła się wraz z Hieronimowym tłumaczeniem Starego i Nowego Testamentu z języków oryginalnych na łacinę. Do tego doszła jeszcze wyraźniej narastająca konfrontacja chrześcijaństwa z judaizmem, która spowodowała, iż Ojcowie Kościoła, chcąc dyskutować z rabinami, musieli sięgać po Biblię w oryginale. Podsumowując można powiedzieć, iż LXX była normatywną księgą chrześcijan przez cztery pierwsze wieki po Chr., a do momentu konfrontacji z chrześcijanami, również Żydzi darzyli Septuagintę szacunkiem i autorytetem.

Kanon i natchnienie

Skoro LXX była tak szeroko stosowana i cieszyła się autorytetem, to czy nie jest ona natchniona? Takie pytanie niewątpliwie z całego powyższego rozważania ma prawo się zrodzić. Jeden z podręczników natchnienie definiuje w następujący sposób: „Bóg jest źródłem natchnienia, człowiek – jego bezpośrednim adresatem, księga Biblii zaś jego owocem”[7]. Dotyczy więc ono człowieka. Człowiekowi spisującemu daną księgę towarzyszy specjalna asystencja Ducha Świętego (podlegają jej również późniejsi redaktorzy, aż do ostatecznego zamknięcia Pism nowotestamentalnych ok. 100 r. po Chr.). Co ważne, uznanie redaktorów za natchnionych, było wynikiem przesunięcia rozumienia natchnienia z człowieka na tekst. Kościół powszechnie przyjmuje, iż tłumaczom oraz tłumaczeniom nie przysługuje charyzmat natchnienia. Okazuje się jednak, że nie jest to do końca tak oczywiste. Uznajemy bowiem za natchnioną Księgę Syracydesa. Pierwotnie spisana po hebrajsku, do kanonu jednak przyjęta w wersji greckiego tłumaczenia. Podobnym przypadkiem jest 1 Księga Machabejska. Jej pierwowzór był hebrajski – zachowała się jednak i do kanonu została przyjęta w tłumaczeniu greckim. Czy oznaczałoby to, iż również tłumaczom przysługuje pewien rodzaj natchnienia? Wielu proponuje zmianę sposobu patrzenia na natchnienie. Chcą zerwania z prostym jego rozumieniem, na rzecz przypisania większej roli wspólnocie wierzących. W tym kontekście zostałaby utorowana droga refleksji nad możliwością przypisania charyzmatu natchnienia również tłumaczom i tłumaczeniom.

Kanoniczność natomiast polega na zewnętrznym uznaniu za autorytetem Kościoła określonego zbioru ksiąg za regułę postępowania i normę wiary. W tym miejscu warto od razu odnotować istotną kwestię: kanoniczność jest konsekwencją natchnienia. Mogły więc istnieć księgi natchnione, a niekanoniczne (ale nigdy odwrotnie).

Septuaginta w świetle obecnego kanonu

W momencie, gdy wspólnota Kościoła dokonywała wyboru ksiąg natchnionych, które następnie zostały kanonizowane, nie dysponowała wypracowanymi kryteriami, zgodnie z którymi ustalano powyższą kwestię. Procesowi wyboru towarzyszyła jednak refleksja, a z zapisanych dyskusji można wyłuskać pewne kryteria, jakimi się kierowano przy rozeznawaniu natchnienia jednych ksiąg, a braku takowego w wypadku drugich. Do czterech podstawowych i najbardziej znanych zaliczyć należy: apostolskość, prawowierność, starożytność i powszechne użycie.

Kryterium apostolskości, w odniesieniu do Starego Testamentu, sprowadza się bardziej do stopnia autorytetu, jakim dana księga cieszyła się w kręgach apostolskich, aniżeli do kwestii jej pochodzenia od konkretnego Apostoła czy czasów apostolskich. To kryterium Septuaginta spełnia. Wystarczy przypomnieć, że w ewangeliach, kiedy pojawia się cytat ze Starego Testamentu, najczęściej jest przywoływany właśnie w wersji LXX lub jest pod jej wpływem zmodyfikowany. Niektórzy zwracają jeszcze uwagę, że cytaty ze Starego Testamentu, które w ewangeliach wypowiada Jezus są w wersji Septuaginty. Czy jest to tylko zabieg literacki ewangelistów jako redaktorów? A może Jezus rzeczywiście cytował Prawo po grecku? Jaki był stosunek Jezusa do Biblii Greckiej? Kwestia wydaje się ciekawa, ale nierozstrzygalna, przynajmniej nie w całości.

Kolejne kryterium: prawowierność, również przemawia na korzyść LXX. Jej zastosowanie przez pisarzy w Nowym Testamencie, a także powszechne cytowanie przez Ojców Kościoła są mocnymi argumentami. Kościół nigdy nie stwierdził jakichkolwiek odstępstw od ortodoksji w tekstach Septuaginty. W zasadzie można by się nawet pokusić o pytanie:  Czy  ortodoksja Kościoła była budowana w jakimś stopniu   na greckiej wersji  Nowego   i Starego  Testamentu ? To pytanie pozostaje otwarte, ale wszelkie odpowiedzi na nie, muszą zostać poprzedzone badaniami.

Równie prostym do pozytywnego zweryfikowania wydaje się być kryterium starożytności poszczególnych ksiąg kanonu Septuaginty. Pierwsze tłumaczenia (Pięcioksięgu, o czym mówiliśmy wcześniej) należy datować na początek III w. przed Chr. Za księgę napisaną najpóźniej ze zbioru, można by uznać Księgę Mądrości. Komentatorzy najczęściej szacują jej powstanie na I w. przed Chr. Są jednak i tacy, którzy przesuwają jej spisanie na 38 r.  po Chr.[8] – oznaczałoby to, iż byłaby współczesna rodzącemu się Kościołowi. Tak czy inaczej, Księgę Mądrości należy uznać za starożytną i spisaną jako ostatnią ze zbioru Septuaginty.

Ostatnim z zaproponowanych kryteriów jest powszechne użycie danej księgi. W pierwszych czterech wiekach Septuaginta była pismem autorytatywnym dla Kościoła i jego członków. Taki jej status wyraźnie podkreśla użytkowanie jej przez ewangelistów i Pawła z Tarsu. Również jej stosowanie w ramach liturgii pierwotnego Kościoła wydaje się być oczywiste. Ojcowie Kościoła Septuagintą posługiwali się dla obrony wiary w Jezusa Chrystusa, na jej podstawie wyjaśniali Jego mesjańskie posłannictwo. W końcu to na niej oparła się tworzona przez nich  teologia. Co warte podkreślenia, Ojcowie uważali ją za natchnioną, a obcowanie z tłumaczeniem Siedemdziesięciu dawało im pewność kontaktu ze Słowem Bożym. Ich wszelkie refleksje nad Nowym Testamentem były snute według wersji greckiej Starego Testamentu.

Choć cztery powyższe kryteria nie wyczerpują tematu, bo ich liczbę i zakres można by uszczegółowić, to jednak ramy niniejszego przedłożenia nie pozwalają na to. Niemniej jednak należy wspomnieć jeszcze o dwóch kwestiach, które mogą się przyczynić do pogłębienia zagadnienia natchnienia Septuaginty. W 2014 r. Papieska Komisja Biblijna opublikowała dokument pt.: Natchnienie i prawda Pisma świętego. Interesujące nas stwierdzenia znajdują się w punkcie 10 powyższego dokumentu. Pierwsze z nich wymienia kryteria, którymi członkowie Papieskiej Komisji Biblijnej posługiwali się, analizując pochodzenie od Boga ksiąg innych niż ewangelie: „jaka wiara osobowa w Boga (stosownie do konkretnej fazy «ekonomii» objawienia) i jaka forma jego objawienia się w [tych księgach] ujawniają” [9]. Niewątpliwe, aby wypełnić te dwie reguły weryfikacyjne treścią, konieczne są badania nad Septuagintą jako taką, a także studia komparatystyczne nad Biblią Grecką i Hebrajską.

Drugie stwierdzenie brzmi następująco: „Nie należy do rzadkości, to, że jakiś tekst biblijny opiera się na innym, wcześniejszym tekście natchnionym i partycypuje w ten sposób w jego pochodzeniu od Boga”[10]. To sformułowanie pozwala na otwarcie dyskusji na temat natchnienia LXX na dwóch polach. Jedno dotyczy kwestii tzw. ksiąg apokryficznych (z punktu widzenia Kościoła Rzymskokatolickiego). Drugie zaś dotyczy poruszanego już zagadnienia translatoryki. Kluczem do całości jest zastosowane w dokumencie wyrażenie „opiera się”. Owo „opieranie się” danego apokryfu na księdze z całą pewnością natchnionej oraz tłumaczenia na jego hebrajskim pierwowzorze (mającym status natchnionego) mogłoby prowadzić do „partycypowania” w charyzmacie natchnienia. Całość wymaga jeszcze dogłębnego studium, ale te kilka uwag stanowi przyczynek do ciekawego spojrzenia na omawiany problem.

Problematyczność uznania Sapetuaginty za natchnioną

Z dotychczasowych rozważań wyłania się raczej przychylnie zarysowana możliwość uznania Septuaginty za natchnioną. Sprawa ta jednak nie jest aż tak prosta i oczywista. Rzetelność intelektualna domaga się od nas, aby po pozytywnym zaprezentowaniu kwestii natchnienia Septuaginty, nadmienić o problemach/zagrożeniach, które wiązać by się mogły z uznaniem LXX za rzeczywiście natchnioną.

Jeśliby kanon Siedemdziesięciu uznać za inspirowany przez Ducha Świętego, to jak wyglądałaby jego relacja do tekstu już uznanego przez Kościół za natchniony i autorytatywny na Soborze Trydenckim? Czy drugi byłby bardziej natchniony od pierwszego? A może odwrotnie? Te i wiele innych pytań związanych z tym zagadnieniem wymaga odpowiedzi. Wydaje się, iż obecnie nie jesteśmy w stanie udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na te pytania, a nawet sobie wyobrazić sytuacji, w której mamy natchnione dwa (a może jednak tylko jeden?) Stare Testamenty, zwłaszcza przy obecnym rozumieniu natchnienia.

Z kolei przyjęcie, że LXX pogłębia objawienie zawarte w Biblii Hebrajskiej, czy nie sugerowałoby, że ta druga się zdezaktualizowała? Należałoby wtedy znieść status natchnienia dotychczasowego kanonu na rzecz nowego. Z tym, że spowodowałoby to popadnięcie w herezję, gdyż Kościół zobowiązał nas dogmatycznym orzeczeniem do uznania natchnienia obecnego kanonu i ksiąg w obecnej ich wersji językowej. Podobny efekt mogłoby  dać  przyjęcie stanowiska, jak chcieliby niektórzy, że Septuaginta pogłębia chrystologię Starego Testamentu, a więc pogłębia Objawienie. Stworzyłoby to warunki do odrzucenia obecnego nauczania Kościoła na temat Pisma Świętego.

Mało prawdopodobne wydaje się także istnienie dwóch kanonów w Kościele. Niemożliwością jest koegzystowanie na jednym poziomie dwóch tekstów autorytatywnych i normatywnych. Przy tej okazji warto nadmienić jeszcze jedną ważną rzecz: Kościół nigdy nie zakwestionował natchnionego charakteru Septuaginty. Choć nigdy też oficjalnie swą powagą tego nie stwierdził.

Wyzwania na przyszłość

Przyjęcie zasady veritas hebraica spowodowało zatracenie przynajmniej szacunku (nie mówiąc już o autorytecie), jakim cieszyła się LXX w Kościele pierwotnym. Zadaniem jest z całą pewnością próba przywrócenia chrześcijanom świadomości, czym Septuaginta jest i jaką rolę odegrała w wierze i teologii. Łączy się  z tym również odstereotypizowanie poglądu, że jest ona  wyłącznie  tłumaczeniem. Konieczne jest także ukazanie jej novitas, które niewątpliwie posiada.

W Polsce ramach studiów akademickich zajmujemy się dość szczegółowo księgami, które już są przez Kościół uznane za natchnione. Mało miejsca poświęcamy jednak zgłębianiu orędzia pozostałych ksiąg wchodzących w skład kanonu Biblii Greckiej. Zadaniem jest także prowadzenie analiz Septuaginty jako takiej, a nie tylko skupianie się na komparatystyce z tekstem hebrajskim.

Jak łatwo zauważyć problem natchnienia Septuaginty rzeczywiście jest problemem, i to dość sporym. Nasze dość pobieżne spojrzenie (gdzie tylko zasygnalizowaliśmy pewne kwestie bez głębszych dociekań) spowodowało, że możemy czuć się jak wędrowiec na rozdrożu. Wiele elementów omówionych powyżej pozawalałoby nam się opowiedzieć za natchnionym charakterem LXX. Niemniej jednak dostrzegamy też trudności. Z jednej strony leżą one w kwestiach dogmatycznych (które tutaj dość mocno wysunęliśmy na plan pierwszy), a z drugiej dotyczą praktyki Kościoła, tego że jednak obecnie teologia, wiara budowane są na tekście oryginalnym, a doświadczenie milionów członków Kościoła pozwala stwierdzić, iż przez ten tekst rzeczywiście przemawia Bóg.

W tym kontekście może konieczne byłoby odwołanie się do czegoś co nazywamy sensus fidei („wyczucie wierzących”). Być może należałoby właśnie zrzucić na karb instynktownego wyczucia wiernych w sprawach wiary, kwestię tego, że jednak natchniona jest Biblia Hebrajska, a nie Grecka?  W takim wypadku charakter Septuaginty należałoby określić jako swoiste praeparatio evangelica, ale tylko jako przygotowanie do Ewangelii Jezusa Chrystusa, nic więcej (choć i to jest niewątpliwe wielką sprawą). Być może. Pozostaje to kwestią otwartą i nierozstrzygalną na dziś.

 


[1] G. Müller, Przedmowa, [w:] Papieska Komisja Biblijna, Natchnienie i prawda Pisma świętego. Słowo, które od Boga pochodzi i mówi o Bogu, aby zbawić świat, Kielce 2014, s. 5.

[2] Czyli łacińskie tłumaczenie Starego i Nowego Testamentu z języków hebrajskiego i greckiego, dokonane przez św. Hieronima na przełomie wieków IV i V po Chr.

[3] Konieczność odwołania się do „pierwotnego języka” uważał Leon XIII za niezbędna w wypadku, kiedy tłumaczenie łacińskie jest niejasne (por. Leon XIII, Providentissimus Deus, 106).

[4] Polskie tłumaczenie tego utworu oraz wprowadzenie do niego wraz w wybraną bibliografią na jego temat znajduje się w: M. Wojciechowski, List Pseudo-Arysteasza, STV 40 (2002) nr 1, ss. 121-167.

[5] Więcej na temat charakteru, treści oraz użytkowania tych ksiąg w różnych wspólnotach wierzących por. M. Wojciechowski, Apokryfy z Biblii Greckiej (RSB 8), Warszawa 2001.

[6] Por. W. Chrostowski, Wokół kwestii natchnienia Biblii Greckiej, [w:] Asyryjska diaspora Izraelitów i inne studia (RSB 10), red. W. Chrostowski, Warszawa 2003, s. 328.

[7] Wstęp ogólny do Pisma Świętego, red. J. Szlag, Poznań – Warszawa 1986, s. 46.

[8] Przegląd poglądów dotyczących daty powstania Księgi Mądrości w: B. Poniży, Kiedy powstała Księga Mądrości, [w:] „Słowo Twoje jest prawdą”. Księga Pamiątkowa dla Księdza profesora Stanisława Mędali CM w 65. Rocznicę urodzin, red. W. Chrostowski, Warszawa 2000, s. 264-277.

[9] Papieska Komisja Biblijna, Natchnienie i prawda Pisma świętego. Słowo, które od Boga pochodzi i mówi o Bogu, aby zbawić świat, Kielce 2014, s. 23.

[10] Ibidem.

Ewangelia miłosierdzia według Rembrandta | Dr Joanna Jaromin - 8 października 2016 r.