Komentarze do czytań XXV Tydzień Zwykły

(21-27 września 2014 r.)

 

Niedziela, 21.09.2014

 

Pierwsze czytanie:  Iz 55,6–9

 

 „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go” mówi mi dzisiaj Księga Izajasza. Te słowa mogą wywołać bunt, bo przecież, ile już razy wołałem do Boga, a On mnie nie wysłuchał! I wcale nie prosiłem dla siebie o jakieś dobra materialne, bogactwo, sukces… Błagałem Go o uzdrowienie umierającej na raka w okrutnych cierpieniach siostry, o miłość w rodzinie, o nawrócenie mojego dziecka. Przecież tak żarliwie wołałem, tyle modlitw odmówiłem, mszy świętych temu ofiarowałem. Dlaczego milczałeś, Panie, gdy Cię wzywałem?!

Może problem leży nie w – rzekomo okrutnym – Bogu, ale w bezbożnym i nieprawym człowieku, który wymaga nawrócenia? W innej księdze Starego Testamentu Ozeasz zwraca uwagę, że pycha Izraelitów i ich niewierność sprawiają, że nie potrafią wykorzystać bliskości Boga (por. Oz 5). Zaś prorok Amos wyjaśnia, że „szukanie Boga” nie oznacza tylko uczęszczania do miejsc kultu, jak myślało wielu Izraelitów. Prorok mówi, że jedynym autentycznym działaniem w kierunku zbliżenia do Boga jest poszukiwanie dobra, a unikanie zła (por. Am 5). Czy mam pewność, że jestem wolny od wyżej opisanych postaw? Co zatem robić? Nawracać się, każdego dnia nawracać się, a Bóg, który „hojny jest w przebaczaniu” na pewno nas wysłucha – zgodnie ze Swoją wolą…

 

Psalm responsoryjny: Ps 145, 2-3. 8-9. 17-18

 

Nawiązując do pierwszego czytania z Księgi Izajasza, można dopowiedzieć, że kluczem do tego, by Bóg nas usłyszał, jest, by wzywać Go szczerze. Bo „Pan jest blisko tych wszystkich, co wzywają Go, wszystkich wzywających szczerze”. Ale zwróćmy uwagę, że obietnica Boga nie mówi nic na temat wysłuchania próśb człowieka. Pan zapewnia tylko i aż – Swoją bliskość. On zawsze jest blisko mnie – jako dobry, łagodny i miłosierny Ojciec. I to wystarczy, wystarczy na wszelkie moje problemy, bóle i rozterki. Tak jak dziecku wystarcza bliskość mamy czy taty, by przestać płakać i poczuć się bezpiecznie, ukochanej wystarcza przytulenie się bez słów do wybranka serca, by doświadczyć szczęścia i miłości. Wtulmy się zatem w Jego miłosierne serce i z ufnością oddajmy się Mu.

 

Drugie czytanie: Flp 1, 20c-24. 27a

 

Według niektórych poglądów obecnych w greckiej filozofii i powtarzanych później w okresie średniowiecza ciało było przeciwstawiane duszy, traktowano je jako jej więzienie. Stąd śmierć miała stanowić oczekiwane wyzwolenie z cielesności, którą utożsamiano z cierpieniem, uważano za siedlisko grzechu i pożądliwości. Nie tak należy rozumieć słowa św. Pawła skierowane do bliskiej jego sercu wspólnocie wiernych z Filippi. W ujęciu Pawłowym nasze ciała są świątyniami Ducha Św., cały człowiek jest powołany do zbawienia, a śmierć stanowi pogłębienie jedności z Jezusem, który jako pierwszy przeszedł już ze śmierci do nowego życia. Zmartwychwstanie pozostaje celem ostatecznym życia wiernego ucznia Chrystusa.

Czy ja rzeczywiście wierzę w życie wieczne w jedności z kochającym Bogiem? Czy jego osiągnięcie jest naprawdę najważniejszym celem mego życia? Jeśli tak, to jestem wolny – i zarówno długie życie, jak i bliska śmierć powinny mi być tak samo miłe. Czy tak jest?

 

Ewangelia: Mt 20, 1-16a

 

Dzisiejsza ewangelia to opowieść o Bożej hojności. Jak często bywa w przypowieściach, Bóg i tym razem zachowuje się niestandardowo. Otóż jako właściciel winnicy o różnych porach dnia wychodzi na rynek i nie patrząc na zegarek zatrudnia robotników, nie rejestruje ich czasu pracy, nie pyta o referencje. On „zatrudnia” do pracy takich „pracowników”, jak: jawnogrzesznice, celnicy, złodzieje. Chce zatrudnić także i mnie. Bez względu na porę dnia mojego życia, w której Go spotkam. Jestem przez Niego oczekiwany. Na każdym etapie mojego życia jest dobry czas, by powierzyć się dobroci, hojności i miłosierdziu Boga.

Z pozoru zapłata właściciela winnicy jest niesprawiedliwa, bo jednakowa dla wszystkich. Na pierwszy rzut oka zachowanie Pana jest równie trudne do zrozumienia, jak postępowanie miłosiernego ojca wobec marnotrawnego syna i jego brata. Nie pojmiemy tego, dopóki nie dotrze do nas, że tą zapłatą jest bezwarunkowa i uprzedzająca miłość Boga do każdego człowieka. Miłość, która nie dzieli na lepszych i gorszych, jak rodzic nie kocha jednego dziecka bardziej, a drugiego mniej. By zrozumieć to absolutnie bezinteresowne i nieskończone miłosierdzie Boże, trzeba mieć „dobre” i „czyste” oko.

A ja? Ile jest we mnie niewdzięczności, chciwości, zawiści, skąpstwa – i to niekoniecznie materialnego, ale tego w dawaniu miłości, dobroci i wybaczenia. Czy naprawdę ucieszyłbym się widząc w Królestwie Niebieskim: Hitlera, Stalina, znienawidzonego sąsiada, teścia, szwagra… Czy nie patrzę „złym okiem” na Boga i bliźnich? A może łudzę się, że jestem w stanie „zapracować” na Niebo, że na nie zasłużyłem, że mi się należy, a przynajmniej bardziej niż Iksińskiemu? Oby Jego miłosierdzie ogarnęło też i nas, obłudników…

 

Poniedziałek, 22.09.2014

 

Pierwsze czytanie: Prz 3, 27-35)

 

Księga Przysłów to nieoceniona skarbnica mądrości, z której może zaczerpnąć każdy spragniony. Spragnionym mądrości może być jednak tylko ten, kto potrafi przyznać się przed samym sobą, że czegoś nie wie i potrzebuje pomocy. Słowo Boże niejednokrotnie przypomina nam, że Bóg inaczej rozumie mądrość niż ludzie. Daje nam możliwość wyboru drogi życia: według Bożych zasad lub według ludzkich kryteriów. Mądrość Boża kieruje się miłością do każdego człowieka, dlatego nakazuje: „nie spiskuj”, „nie sprzeczaj się z bliźnim”, „nie zazdrość”, „nie odmawiaj należnej zapłaty” (Prz. 3, 27-35) itp. Bez Bożej łaski trudno być zawsze wiernym takiej logice, gdyż świat współczesny narzuca się człowiekowi z bardziej brutalną rzeczywistością. Spiski, intrygi, większe i mniejsze oszustwa oraz konflikty, porównywanie się z innymi czy nieczysta rywalizacja – to dziś „chleb powszedni” i problemy, z którymi boryka się prawie każdy.

Pan dziś zaprasza do zaufania Jego miłości bardziej niż sobie i własnej mądrości, gdyż to On jest źródłem wszelkiego dobra w naszym życiu. A temu, kto zaufa Bogu, żadnego dobra nie zabraknie, gdyż „Pan (…) z wiernymi obcuje przyjaźnie” (Prz. 3, 32) i „pokornym udziela swej łaski” (Prz. 3, 35).

 

Psalm responsoryjny: Ps 15, 1-2. 3-4. 5

 

Psalm 15 głosi pochwałę ludzi prawego serca, w których Bóg ma szczególne upodobanie. Może dlatego, że pośród pokus tego świata niełatwo jest stawać zawsze po stronie dobra. Wymaga to często zaparcia się siebie ze względu na Boga i Jego prawo miłości. Psalmista jest jednak bezkompromisowy i jednoznacznie odróżnia postawy „prawe” od złych. Dzisiejszy psalm może nam dziś posłużyć za swoisty rachunek sumienia, gdy staniemy przed Bogiem na Eucharystii.

 

Ewangelia Łk: 8, 16-18

 

Jezus często przemawiał do tłumów w sposób symboliczny i obrazowy, nawiązując do ich własnych, codziennych doświadczeń. Zapalanie lampy czy świecznika to przecież zwyczajna czynność w każdym domu. Czyni się to w określonym celu, aby oświetlić pomieszczenie, w którym się przebywa, gdy zapada zmrok. Pod wpływem światła widocznym staje się to, co do tej pory zakrywał mrok. Można też łatwiej odnaleźć drogę do celu.

Te same zasady można przełożyć na życie wewnętrzne naszej duszy. Światło i ciemności to również symbole rzeczywistości duchowej, w jakiej żyjemy. Warto dziś zadać sobie pytanie, czego jest więcej we mnie i dlaczego tak jest? Jezus wskazuje, że okłamywanie samego siebie na nic się nie przyda. „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.” (Łk. 8, 17) Warto dbać o to, aby w naszym sercu ciągle paliła się lampa Bożej łaski i Bożego Życia. Jej światło podtrzymuje się wierną, codzienną modlitwą oraz poprzez spożywanie pokarmu duchowego, jakim jest Ciało Chrystusa przyjmowane podczas Eucharystii.

 

 

Wtorek,23.09.2014

Wspomnienie obowiązkowe św. o. Pio z Pietrelciny, prezbitera

 

Pierwsze czytanie:  Ga 2, 19-20

 

Nie ma nic wspanialszego, co moglibyśmy tu – na ziemi zdobyć, osiągnąć, czego moglibyśmy sobie życzyć, jak właśnie tego, by „żyć dla Boga”. Żyć całym sobą – całym sercem, duszą i umysłem, całą swoją wolą i we wszystkich wyborach, momentach naszej doczesnej wędrówki. Dlaczego? Bo wtedy „żyje we mnie Chrystus”! Nie – „żyje ze mną”: tak, jak moi kochani rodzice, dzieci, mąż, żona…, ale WE MNIE. On Odwieczny Stwórca świata zniża się do mojej małości, grzeszności i słabości, by we mnie zamieszkać. Nie stawia żadnych warunków wstępnych, nie czeka aż na to zasłużę, ale pierwszy „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie”. Nigdy nie doświadczymy tego w relacji z jakimkolwiek człowiekiem. Chrystus umarł za mnie – nie za bliżej nieokreślony świat czy jakichś tam ludzi, ale umarł ZA MNIE. Zatrzymaj się na chwilę i wejdź sercem w tę prawdę, w te słowa, których może wiele razy słuchałeś, ale czy je usłyszałeś, zrozumiałeś, poczułeś, co znaczą, jaką niesamowitą perspektywę otwierają przed tobą – Twój Ukochany, Najwspanialszy, Niezawodny, Najdelikatniejszy Bóg chce zamieszkać w Tobie na zawsze, bo ukochał cię takim, jakim jesteś. Tylko w to uwierz, proszę!

 

Psalm responsoryjny:  Ps 128, 1-2. 3. 4-5

 

Psalm 128 w zestawieniu z pierwszym czytaniem można odczytać jako listę różnego rodzaju darów, które czekają na tego, kto pozwoli, by zamieszkał w nim Bóg. Spotka wtedy człowieka prawdziwe szczęście i błogosławieństwo Boże w postaci: możliwości utrzymania się z pracy własnych rąk, pomyślności materialnej, udanego życia rodzinnego oraz licznego potomstwa. Warunkiem szczęścia, jak podaje psalmista, jest „bojaźń Pana” i kroczenie drogami Jego przykazań.

Pamiętajmy tylko, że „bojaźń Pańska” różni się całkowicie od tego, co ludzie zazwyczaj łączą z pojęciem bojaźni – jako strachu człowieka przed tym. Taki lęk w nas powstaje i nas ogarnia, gdy mamy świadomość popełnionego zła, kiedy się boimy o nasze zdrowie, życie i w ogóle odczuwamy lęk przed wszystkim, co nam zagraża. Tego rodzaju bojaźń jest nam wrodzona, zaś Pismo Święte mówi, że bojaźni Boga należy się uczyć, bo nie polega ona na przestrachu, lecz rodzi się z zachowania przykazań, cnotliwego życia, poznania prawdy i zawierzeniu obietnicom. Nasza bojaźń Boga powinna być zatem cała przepojona miłością, a w miłości nie ma lęku.

 

Ewangelia: Mt 16, 24-27

 

„Cóż, bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” Te wstrząsające słowa powinny głęboko zapaść w moje serce. Ta porażająca prawda o bezcennej duszy człowieka jest szczególnie warta przypominania w dzisiejszych czasach, gdy tak łatwo roztrwonić swoją świętość, zadowalając się substytutami rodem z tego świata. Każdy grzech, niewykorzystana okazja do czynienia dobra, dzień przeżyty w oddaleniu od Boga, w obojętności względem Niego i bliźnich, to zatrata swojej duszy, a więc i życia wiecznego. Rzucając się w wir tego, co oferuje świat, zatracając się w pracy, obowiązkach, krótkotrwałych, ulotnych przyjemnościach, gubię coś – dosłownie i w przenośni – o niebo lepszego. To ode mnie zależy, czy będę podążał za wewnętrznym głosem wiary i miłości, pragnął życia głębią, życia inaczej, nie tak płytko i bezmyślnie, jak proponuje świat, ale prawdziwie. Tą prawdą, jaką pokazuje mi Jezus.

„Jeśli kto chce pójść za Mną…” Jezus więc  daje mi wolność, Stwórca szanuje mój wybór, choć tak bardzo cierpi, gdy wybieram drogę zatracenia swej duszy i czeka przede wszystkim na akt mojej woli, na moje: „tak, przyjmuję”. To oczywiste, że moja ludzka natura będzie się buntowała, lękała, drżała przed wzięciem krzyża. Z pozoru może się to nawet wydawać okrutne, że Bóg pragnie dla mnie cierpienia, „straty swego życia”, ale to przecież nie Jego krzyż mam dźwigać, ale „krzyż swój” – swój los, powołanie, wyzwania, które stają przede mną. Jezus oczekuje, że nie ucieknę w beztroskę egoizmu, w taki styl życia, w którym liczy się wyłącznie moja miłość własna. On chce bym oddał Mu siebie, żyjąc pełnią życia, to znaczy z radością, ochotą, uśmiechem, życzliwością w stosunku do innych, z miłością i przebaczeniem. Bo właśnie taka postawa oznacza naśladowanie Jezusa. Tak jak Go naśladował w sposób doskonały św. o. Pio, którego dziś wspominamy. Jezus oczekuje głównie mojej gotowości, woli pójścia za Nim, a resztę będzie czynił On sam – jeśli tylko Mu na to pozwolę.

 

Środa, 24.09.2014

 

Pierwsze czytanie: Prz 30, 5-9

 

Słowo z Księgi Przysłów wskazuje dziś na ważny aspekt życia: umiar we wszystkim. Święty Ignacy z Loyoli nazwał tę ważną mądrość życiową zasadą tantum quantum, czyli „o tyle, o ile”. To dla współczesnego człowieka niepopularna zasada, gdy zewsząd słyszy, że trzeba spróbować wszystkiego, że ma prawo robić, co mu się żywnie podoba w imię wolności i liberalizmu.

Tymczasem Bóg uczy czegoś innego, a to przecież Jego Słowo jest „w ogniu wypróbowane” (Prz. 30, 5), czyli wiarygodne. Dla człowieka wierzącego powinno być jedynym wyznacznikiem Prawdy, do którego nie należy dodawać własnych prawd- bardziej dla nas wygodnych w danej chwili. Słowo Boże wskazuje prostą drogę, jasno odróżniając dobro od zła, prawdę od kłamstwa i przynagla, aby nie iść na łatwiznę. A święty Ignacy przychodzi nam z pomocą, aby nauczyć nas, jak to zrobić. Zasada tantum quantum uczy, że o tyle korzystam z dóbr stworzonych, o ile mnie przybliżają do Boga- Stwórcy, a o tyle z nich rezygnuję, o ile mnie od Boga oddalają. Prośba wyrażona w dzisiejszym fragmencie Słowa Bożego: „żyw mnie chlebem niezbędnym” (Prz. 30, 8), aby sytość i bogactwa nie doprowadziły do niewierności i pychy, a bieda- do złodziejstwa, to pełna mądrości i bojaźni Bożej prośba do Boga, aby to On chronił przed wszelkimi pułapkami chciwości i udzielał łaski poprzestawania na tym, co wystarczające do życia.

 

Psalm responsoryjny: Ps 119, 29. 72. 89. 101. 104. 163

 

Psalm 119 to przepiękna pochwała Bożej mądrości ukrytej w danych przez Boga przykazaniach. Prawo Boże może oświecać drogę życia każdego człowieka, jeśli człowiek na to Bogu pozwoli. Dając Stwórcy pierwsze miejsce i uznając Go za swojego Ojca, człowiek otwiera się na Miłość, która zawsze poprowadzi go po właściwych ścieżkach i będzie oświecała wszystkie jego drogi. Zamykając drzwi swego serca przed Bogiem Ojcem, człowiek sam siebie skazuje na przeraźliwie samotną wędrówkę przez życie i wszelkie możliwe błędy, za które też sam będzie musiał zapłacić. Wybór należy do każdego z nas.

 

Ewangelia:  Łk 9, 1-6

 

Jezus stawia przed swoimi uczniami trudne zadanie. Dotąd towarzyszyli swemu Mistrzowi i Nauczycielowi w Jego misji. Widzieli, jak głosił Królestwo Boże i uzdrawiał chorych. Nawet przez myśl im nie przeszło, że poprzez te wszystkie doświadczenia Pan uczy ich tego, co kiedyś i oni będą czynić.

Gdy nadchodzi czas pierwszego wysłania apostołów na samodzielną misję, otrzymują jeszcze kilka dodatkowych wskazówek i z niedowierzaniem oraz niepewnością w sercu ruszają w drogę. Idą tam, gdzie im Pan nakazał. Są posłuszni woli swego Mistrza, choć obawiają się, jak sobie poradzą z tak odpowiedzialnym zadaniem.

Dziś Jezus staje również przed każdym z nas, aby pokazać nam naszą misję. Każdy człowiek na swój niepowtarzalny, wyznaczony przez Boga sposób ma „wyjść, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie”. Bóg ma wobec nas określony plan miłości. Pragnie, aby nasze życie było drogą głoszenia Ewangelii tam, gdzie nas postawił oraz uzdrawiania tych, których pozwala nam spotkać.  Mamy naszymi słowami i czynami świadczyć, że istnieje Miłość, która kocha wszystkich bez wyjątku. Bóg przez lata doświadczeń nas do tej misji przygotowuje, abyśmy- gdy nadejdzie pora wybrana przez Niego- „wyszli, głosząc i uzdrawiając”. Czy będziemy posłuszni jak apostołowie woli Pana?

 

 

Czwartek, 25.09.2014

Wspomnienie obowiązkowe Bł. Władysława z Gielniowa, prezbitera

 

Pierwsze czytanie: 1 Kor 1, 18-25

 

Wielu ludzi szuka szczęścia w zdobytej wiedzy czy bogactwach. Inni szukają Boga w różnych religiach i światopoglądach. Jakże różnymi drogami ludzkie serce próbuje zaspokoić ciągle ten sam głód- głód Miłości, jaką jest On sam. Bóg pokazał już ludziom drogę do Siebie i prawdę o Jego Miłości do nas: dał nam Swego Syna, który przyszedł na ten świat i oddał za nas Swoje życie. Mesjasz nie używał siły, nie prowadził wojen, aby zmusić ludzi do posłuszeństwa.  Szedł przez miasta i wsie, nauczając o Bogu i uzdrawiając. Żył ubogo, nie gromadził bogactw, nie robił kariery, nie dorabiał się na swojej popularności. Dzielił się wszystkim, co miał. Uczył pokory, cierpliwości, przebaczania innym. Na drzewie Krzyża przebaczył swoim oprawcom każdą krzywdę.

Taka koncepcja Miłości i logika Mądrości Bożej od czasów Jezusa aż do dziś jest dla wielu nie do przyjęcia. Nauka krzyża nadal jest „głupstwem”  lub przesadnym idealizmem, którego nie da się dziś wcielić w życie. Ciągle uważana jest za „nieżyciową”, niezgodną z duchem czasu. I tak pewnie pozostanie do końca czasów, gdyż do zrozumienia Bożych tajemnic nie wystarczy sam rozum. Potrzeba też serca oświeconego łaską. A o tę łaskę zawsze możemy prosić, gdyż Bóg hojnie rozdaje swe dary tym, którzy ich łakną i pragną Go poznać.

 

Psalm responsoryjny: Ps 96, 1-2. 3. 7. 8a.10

                                                                 

Słowa Psalmu 96 przynaglają nas dziś do uwielbiania Boga. Aby serce mogło to uczynić, trzeba zejść z  swego serca i przestać się kręcić wokół siebie, i  przenieść swój wzrok na Boga. Wtedy zaczyna się wielka przygoda odkrywania wokół siebie Bożych darów i Bożych uśmiechów, którymi jesteśmy obdarowywani każdego dnia. Nie zauważamy ich, bo skupiamy się tylko na tym, czego nam brak. Może już czas na to, abyśmy zaczęli dostrzegać to, co już posiadamy, a wtedy spontanicznie popłynie z serca pieśń wdzięczności i uwielbienia.

 

Ewangelia Mt 16, 24-27 

 

Zysk i strata są inaczej interpretowane przez Boga i przez człowieka. Jezus niejednokrotnie nauczał, że to, co jest naszym bogactwem doczesnym, może zaszkodzić naszej duszy. Dlatego ponad wszystkim stawiał bogactwo duchowe, czyli kochającą Boga, wierną duszę, a nie przywiązywał wagi do dobrobytu materialnego czy pozycji społecznej.  Uczył też, że wybór Boga – to wybór Jego logiki życia. Sam żył tak, jak nauczał, aby pokazać, że Bóg powinien być na pierwszym miejscu, a wtedy wszystkie inne dobra nie będą szkodzić naszej duszy.

Prośmy dobrego Boga, aby udzielił nam światła wewnętrznego potrzebnego do zrozumienia, gdzie w naszym życiu brakuje Boga. Zaprośmy Go właśnie tam, gdzie nasza dusza ponosi szkodę, a my tego nie zauważamy. Tylko On potrafi zło zamienić w dobro i przez to objawić Swą chwałę w naszym życiu.

 

 

Piątek, 26.09.2014

 

Pierwsze czytanie: Koh 3, 1-11

 

Gdy Bóg stworzył człowieka, ucieszył się, że to, co uczynił, było bardzo dobre. Kiedy pierwsi ludzie odrzucili Jego miłość, skazali samych siebie na życie w trudzie i znoju, z dala od dobrego Stwórcy. I tak w ich życie podstępnie wkradła się nieprzewidywalność, która zburzyła pierwotny stan harmonii i bezpieczeństwa przy boku Ojca Niebieskiego. Człowiek wystawił się na różne doświadczenia, w których musi zmagać się ze słabością swoją i innych ludzi. Jednak dzięki łasce i miłosiernemu sercu Boga zło w życiu człowieka nie ma na nie wyłącznego wpływu. Choć pierwsi rodzice naiwnie mu uwierzyli, to łaska Pana sprawia, że po czasie cierpienia, smutku, płaczu, trudów czy przeciwności życiowych w końcu zawsze pojawia się dobro: nowa radość, nadzieja, pokój czy miłość.

Prośmy dobrego Boga, aby przyjął od nas to, co nas zabija i niszczy, aby czas trudny przemienił w nowe dobro. Tylko On potrafi dokonać takiej przemiany, jeśli Mu się z ufnością powierzymy.

 

Psalm responsoryjny:  Ps 144, 1a.2abc. 3-4

 

Ulotne i przemijające jest życie ludzkie, a jednak wielu ludzi żyje tak, jakby mieli żyć wiecznie i do tego sami sobie ustalają kryteria dobra i zła. Mimo to, Bóg nie zapomina o żadnym swoim dziecku. Nie rezygnuje z nikogo, choćby ten o Nim zapomniał lub wyrzekł się Go. To Boża logika miłości, która wbrew ludzkiej mądrości chce nam ciągle błogosławić. Bóg jest Tym, który dziś pragnie udzielić każdemu swego błogosławieństwa. A Boże błogosławieństwo to warownia i opoka, osłona i tarcza wobec zła tego świata, które nade wszystko chce człowieka oddzielić od tej łaski i osamotnionego – zniszczyć.

Wołajmy z wiarą o błogosławieństwo Ojca w niebie, a On z radością nam go udzieli.

 

Ewangelia:  Łk 9, 18-22 

 

Jezus zadaje dziś uczniom ważne pytanie, zmuszając ich przy tej okazji do  refleksji nad własnym stosunkiem do Mistrza. Usłyszał od nich różne odpowiedzi, ale nie zadowolił się nimi. Chciał usłyszeć, jak opinie innych wpływają na serca Jego uczniów, czyli tych szczególnie umiłowanych i kształtowanych przez Niego. Wiedział, że także w ich sercach było wiele pytań i wątpliwości. Każdy nowy cud zmuszał apostołów do zmiany ich optyki i stosunku do Jezusa. Każde uzdrowienie ukazywało Jego Boskie pochodzenie, a przecież w chwili próby nie wytrwali przy Mistrzu.

Każdy z nas jest bombardowany różnymi opiniami na temat Boga, Kościoła, księży i wiary. Pada wiele słów – nie zawsze życzliwych. Jednak Jezusowi nie zależy na ogólnych opiniach tłumu. Dziś zadaje każdemu z nas osobiste pytanie: kim jestem dla ciebie? Jaka będzie odpowiedź twego serca? Nie obawiaj się szczerości wobec Boga. On rozumie ciebie i twoje wątpliwości, ale chce ci pomóc je przekroczyć. A Jezus- ukrzyżowany za nasze grzechy- staje przy każdym z nas przed tronem Boga jako najlepszy Orędownik. Zaufaj Bogu, a On sam będzie działać.

 

 

Sobota,27.09.2014

 

Pierwsze czytanie:  Koh 11, 9-12.8 

 

Autor natchniony snując swoje rozważanie nad życiem człowieka i jego najgłębszym sensem zwraca się do ludzi młodych. Zachęca ich, aby potrafili cieszyć się swoja młodością i umieli podążać w życiu za pragnieniami swojego serca. Przestrzega jednak, aby nie szli za wszystkimi. Przypomina ludziom, aby pamiętali o swoim Stwórcy i o tym, że przed Nim będą musieli zdać sprawę z tego, jak przeżyli swoje życie, a szczególnie swoją młodość. Nie jest i nie może być osoba wierząca zwolennikiem hasła oferowanego ludziom młodym w naszych czasach: „róbta, co chceta”. Boże przesłanie przez Słowo Natchnione ma zachęcić ludzi młodych do refleksji, aby nie szli za pragnieniami, które mogą obrażać Boga, ale jednocześnie, aby nie zmarnowali danego im czasu, by cieszyć się swoją młodością i żyć pełnią życia wybierając pozytywne wartości. Młodość bowiem szybko przemija i przyjdą lata starszego wieku naznaczone chorobami, cierpieniem, samotnością, aż do dnia śmierci, kiedy ciało w proch się obróci, a dusza wróci do Boga.

 

Psalm responsoryjny: Ps 90, 3-4.5.6.12-13.14.17

 

Psalm wyraża prośbę człowieka, który w obliczu przemijalności swojego życia szuka pomocy u Boga – swego Stwórcy, którego boskim przymiotem jest nieśmiertelność i wieczność. Człowiek pragnie takiego zjednoczenia ze swym Stwórcą, by dzięki łasce Bożej mógł prawdziwie cieszyć się każdym dniem i pracą, którą wykonuje, aby dobroć Boga autentycznie opromieniała jego życie. Nadzieje człowieka na udział
w nieśmiertelności Bożej znajdują swoje spełnienie w Jezusie Chrystusie, który jako odwieczny Syn Boży przez Wcielenie jednoczy się z naszą ludzką naturą, dając nam udział w nieśmiertelnym życiu Boga. Prawdę tę wyraża werset przed Ewangelią „Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię”.

 

Ewangelia:  Łk 9, 43b-45

 

Naturalną postawą człowieka wobec swojego życia jest pragnienie, aby było ono szczęśliwe tj. abyśmy byli zdrowi, bogaci, mieli dobrą rodzinę, byli sławni, podziwiani przez innych. Również publiczna działalność Jezusa znaki i cuda, których dokonywał np. wskrzeszenie córki Jaira, rozmnożenie chleba, przemienienie na górze Tabor, uzdrowienie epileptyka, wzbudzały podziw i radość wśród Jego uczniów. Cieszyli się, że Jezus jest wśród nich, że są jego uczniami –Osoby tak niezwykłej i potężnej. Lecz Jezus nie gonił za sławą, nie podzielał radości z tego powodu. On próbuje im wskazać na inną stronę swojego życia, tą prawdziwie wartościową, tą dla której przyszedł na ziemię stając się człowiekiem. Mówi, że mają sobie brać do serca nie Jego cuda i sławę, ale to, że ma być wydany w ręce ludzi, aby w rękach ludzi móc się stać ofiarą przebłagalną za ich ocalenie – odkupienie od grzechów. To Bóg Ojciec daje nam Swojego Jednorodzonego Syna Bożego w nasze ręce, abyśmy przez Niego mogli otrzymać przebaczenie i pojednanie z Nim. To jest trudna, ale przecież najbardziej wartościowa strona życia Jezusa: nie Jego cuda, nie Jego sława, ale dobrowolne oddanie swego życia w nasze ręce wyraża najpełniej Jego miłość do nas. Jezus czyni ze swojego życia i cierpienia prawdziwy dar dla nas. W ten sposób uczy nas innego spojrzenia na nasze życie, byśmy je szczęśliwie i właściwie przeżyli. Mamy nie upatrywać go w powodzeniu, bogactwie, sławie, ale odkrywać w byciu darem miłości dla innych. Tę Chrystusową naukę, dotyczącą naszego ludzkiego życia, pięknie wyraził św. Jan Paweł II w słowach: „człowiek nie zrealizuje swojego życia inaczej jak tylko przez dar z samego siebie uczyniony dla innych”. To jest echo słów, które Pana Jezus mówi do nas w Ewangelii: ”kto chce zachować swoje życie straci je,a kto straci swe życie z Mego powodu, ten je zachowa”. W świetle życia Jezusa i Jego nauczania odkrywamy, że życie człowieka postrzegane jako marność i przemijanie staje się wartościowe i prowadzące do wieczności, jeśli w zjednoczeniu z Chrystusem przeżywamy je jako dar miłości ofiarowany innym. Przykładem takiej postawy jest dzisiejszy patron św. Wincenty a Paulo, który uczynił ze swego życia dar miłości dla Chrystusa cierpiącego w ubogich. Również i my starajmy się patrzeć na nasze życie i powołanie w Chrystusowym rozumieniu szczęścia i realizować je tylko jako dar miłości uczyniony z samych siebie.

 

Zespół Warsztatów biblijnych

pod kierunkiem o. Artura Kiliszka CP

Komentarze do czytań XXIV Tydzień Zwykły (14-20 września 2014 r.) - dr hab. Marek Kita
XXVI Niedziela Zwykła (rok A) - komentarz ś. dr Judyta Pudełko PDDM