Niedziela Palmowa – 14.04.2019 r.

Ewangelia Procesji z palmami: Łk 19, 28-40

 

            Uczniowie odnoszą do Jezusa fragment świątecznego Psalmu 118, dodając słowo „Król” do wersetu „Błogosławiony, który przychodzi w imię Pana”. A Chrystus, świadomy przecież tego, co Go czeka, jedzie na śmierć jak na święto. W gruncie rzeczy jedzie na święto swoich zaślubin z nami, choć zaślubiny będą dramatyczne. Zgodnie z proroctwem Zachariasza (Za 9, 9) Jezus przybywa do bram Jerozolimy na osiołku, ponieważ jest Królem Łagodnym (por. Mt 21, 5) – zdobywa swe królestwo pokorą, a nie przemocą, przelewa w walce własną krew zamiast cudzej. Król królów wybiera ubogie środki i duchową broń, Słowo Boga przemawia z prostotą. I ten przychodzący w imię swego Ojca Pan (por. J 5, 43) zostaje rozpoznany przez ubogich duchem, słabych i prostolinijnych, podczas gdy silni, pewni siebie i sprytni życiowo przyglądają Mu się z dystansem podszytym dezaprobatą. Na szczęście świadectwa Boga (por. J 5, 37) nie da się tak do końca zagłuszyć. Nawet kamienie na drodze są pełne Jego chwały (por. Iz 6, 3).

Pierwsze czytanie: Iz 50, 4-7

            Zapowiedziany w proroctwie Jezus, „przewodnik naszej wiary” (Hbr 12, 2), miał „język uczniów” – to dosłownie znaczy leszon limmudim, termin, który Biblia Tysiąclecia tłumaczy, jako „język wymowny”. Z pewnością także „słuchał jak uczniowie”, skoro mógł oświadczyć: „To mówię, czego Mnie Ojciec nauczył” (J 8, 28). Również dla nas nie ma innej drogi niż codziennie na nowo dać się uczyć Słowu Bożemu i zgodnie z nim zmieniać swoje myśli, słowa, postawy (por. Rz 12, 2).

Słowo ucznia Boga niesie pokrzepienie ludziom znużonym życiem, zmęczonym dźwiganiem grzechów. Taka była mowa Jezusa: „Chodźcie do Mnie wszyscy trudzący się i obciążeni, a Ja wam dam odpocząć. Weźcie Moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie (…) a znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz” (Mt 11, 28-29). Jarzmo Jego nauki uwalnia nas i uskrzydla. On nie jest – i Jego uczeń nie ma być – tropicielem zła, oskarżycielem, krytykiem. Słowa Jezusa do upadłych brzmiały łagodnie, a jeśli (jak mówi prorok w innym miejscu) uderzał „rózgą swoich ust” (Iz 11, 4), to zwracał się do zakłamanych świętoszków bez serca (por. Mt 23, 13-36).

            Drogą Jezusa i jego ucznia jest nieagresywna konfrontacja ze złem, spokojne stawianie czoła atakom. To walka nie o to, by uznano nasze racje, lecz o to, by pozyskać serca błądzących (por. Mt 18, 15b). Uczeń Boga ignoruje obelgi pod swym adresem, bo poczucie wartości czerpie ze słów Ojca: „W tobie mam upodobanie” (Mk 1, 11).

Psalm responsoryjny: Ps 22 (21), 8-9.17-18a.19-20.23-24

 

            Przygotowując się do medytacji Męki Pana, śpiewamy kilka wersetów psalmu, którym modlił się wiszący na krzyżu Jezus (por. Mt 22, 46). Te fragmenty starej pieśni zdumiewająco pasują do wydarzenia z Golgoty. Są prorocze, a więc nie mówią o nieubłaganym losie, tylko podpowiadają zawczasu, jak rozpoznać walczącego ze złem Mesjasza. Są także wsparciem dla samego Chrystusa – Jezus mógł przelać swe cierpienia w przygotowane Mu przez Ducha Świętego słowa i trzymać się nadziei, jaką daje zakończenie psalmu. My również możemy się uczyć, że po skargach (do których mamy prawo w chwilach udręki) przychodzi ukojenie i dziękczynienie, jeśli cierpiąc oddaliśmy się Ojcu z nieba. Ostatnie słowo należy do Łaski.

Drugie czytanie: Flp 2, 6-11

 

            Wcielona Prawda demaskuje kłamstwo węża z raju (por. Rdz 3, 5): przejście Jezusa przez nasz świat dowodzi, że Bóg nie konkuruje z człowiekiem, nie żałuje nam wielkości,  przeciwnie – tylko On nam ją daje. Syn Boży, wierne odbicie Ojca, staje się sługą (dosłownie: „niewolnikiem”, doulos) dźwigającym ciężar przekierowania świata na „drogę pokoju” (por. Łk 1, 79). Bóg – Syn pozwala się sponiewierać, żeby niewolnicy upadku stali się królewskimi dziećmi (por. J 8, 34-36; 12, 32; 1 J 3, 1). Poniżenie Ukrzyżowanego pokazuje, jak głęboko trzeba było po nas zejść, jakie piekło tworzymy dla siebie i innych. Chwała Zmartwychwstałego pokazuje, dokąd jesteśmy zaproszeni przez Boga. Jedno i drugie mówi, ile dla Niego znaczymy, całkiem niezasłużenie.

Do prawdziwej wielkości prowadzi pokora, zgoda na bycie stwarzanym z niczego, uznanie, że wszystko jest łaską. Kto składa Bogu niski pokłon, ten zagląda Mu w twarz, bo Pan właśnie się zniżył do naszej małości i zasiewa niebo w prochu ziemi.

Ewangelia o Męce Pańskiej: Łk 22, 14 – 23, 56 (krótsza wersja: Łk 23, 1-49)

 

            Dłuższa wersja dzisiejszej Ewangelii o Męce Pana zaczyna się Łukaszowym opisem Ostatniej Wieczerzy, gdzie Jezus mówi, że ogromnie pragnął tego spotkania przy stole. Głęboko pragnął świętować z nimi (i z nami) swą Paschę – błogosławione, choć dramatyczne Przejście przez morze własnej krwi, żeby nas wyprowadzić z domu śmierci do domu Ojca. Zanim wyjdzie naprzeciw ciemnościom, pragnął położyć się (zgodnie z ówczesnym zwyczajem) na biesiadnym posłaniu, obok przyjaciół. W tekście greckim wybrzmiewa semityzm: „z upragnieniem pragnąłem (epithymia epethymēsa) jeść tę Paschę z wami” (Łk 22, 15). Możemy wczuwać się w ogrom pragnienia Boga, żeby się z nami jednoczyć. To istotne, że najważniejszym obrzędem chrześcijańskiego kultu jest Wieczerza Pańska, wspólny mistyczny posiłek. Pan gromadzi nas przy stole, bo zaprasza do prawdziwego domu, bo tworzy duchową rodzinę.

Ofiara Chrystusa, obecna w Eucharystii, jednoczy nas z Ojcem, któremu Jezus ofiarował się w pełni, będąc zarazem w pełni oddany nam. Osoba Ukrzyżowanego stanowi ogniwo łączące Boga z ludźmi, Jezusowy dar życia (którego nośnikiem jest krew, por. Kpł 17, 11) to nasze Nowe Przymierze ze Stwórcą (por. Łk 22, 20). A karmienie się Chrystusem, przyjmowanie Go jako treści mojego życia, jednoczy mnie również z tymi, z którymi dzielę święty Posiłek. Komunia nie jest pełna, jeśli przyjmując Pana nie przyjmuję jednocześnie sióstr i braci. Wspólnota stołu Bożego zobowiązuje, domaga się przedłużenia w codziennych relacjach. A skoro przy stole Pana jesteśmy obsługiwani przez Niego samego, to również nasza wspólnota ma być wspólnotą wzajemnej służby. Wypada się gorąco modlić o łaskę naśladowania Chrystusa-Sługi, bo tak samo jak pierwsi uczniowie mamy skłonność do „sporów o to, kto z nas zdaje się być największy” (por. Łk 22, 24).

Słowo Boże, wcielone w świadectwo pierwotnego Kościoła, mówi o kompromitującej słabości uczniów. Judasz, powołany przez Boga do tego samego apostolstwa, co pozostali (por. Dz 1, 25), wyhodował w sobie zdradę. Piotr, wybrany, żeby być skałą oparcia dla sióstr i braci, okazał się kruchą trzciną. Ale Jezus przyszedł ratować nadłamane trzciny i ledwie tlące się iskierki dobra (por. Iz 42, 3). Czytamy, że gdy zgodnie z przepowiednią zapiał kogut, Jezus, nad którym właśnie znęcali się strażnicy, spojrzał przez dziedziniec na apostoła wypierającego się znajomości z Nim (por. Łk 22, 61). Co zobaczył wtedy Piotr w oczach Mistrza? Wcześniej Jezus zapewnił go o swej modlitwie. Być może teraz ogląda się na Piotra, bo się o niego martwi, bo nie chce, żeby się załamał, widząc, że zawiódł…

            To niezwykłe, że Duch Święty i Kościół pierwotny (por. Dz 15, 28) zostawili nam do ciągłego rozpamiętywania ten upadek pierwszego z apostołów. Dzięki temu możemy pamiętać, że duszpasterze nie są nadludźmi, ale mają umacniać siostry i braci „nawróciwszy się” (pote epistrepsas, Łk 22, 32). Cały Kościół jest wspólnotą ułaskawionych grzeszników, niosących skarb łaski w kruchych naczyniach wierności (por. 2 Kor 4, 7).

Widzimy więc, że w chwili decydującego starcia Chrystusa z siłami ciemności Jego uczniowie, powiernicy tajemnic Królestwa Bożego (por. Mt 13, 11), nic nie rozumieją. Gdy On symbolicznie opisuje zmianę sytuacji, zapowiada konfrontację z wrogością otoczenia, oni chwalą się dwoma mieczami (por. Łk 22, 38). Tymczasem Chrystus konsekwentnie odżegnuje się od użycia przemocy, co pokaże w momencie aresztowania (por. Łk 22, 51).

Zanim nastąpi uwięzienie, Jezus, udręczony świadomością makabry, która nadciąga, modli się o uniknięcie krzyża, ale na przekór własnym emocjom zdaje się na wolę Ojca. Być może warto spytać, o co prosił wtedy Pana ten ukryty Ojciec. (por. Mt 6, 6) Czy On, który „chce miłosierdzia, a nie ofiary” (eleos thelō kai ou thysian, Mt 9, 13) naprawdę życzył sobie, żeby Mu zmasakrowano Syna dla zmazania grzechów świata? Czy może prosił Jezusa o wytrwanie przy ludziach, o bliskość wobec nich, niezależnie od tego, co zamierzają zrobić i zrobią? Ojciec chciał, żeby Syn „do końca kochał” (por. J 13, 1). Bo przecież Pan naprawdę mógł posłuchać szyderczej propozycji i zejść z krzyża (por. Łk 23, 35-37; Mt 27, 42), ale wtedy zostalibyśmy sami z naszą wrogością wobec „Dawcy życia” (Dz 3, 15). Udusilibyśmy się tą wrogością. Ratuje nas obecność Pana w piekle, które urządzamy, przytulenie przez Dobrego Pasterza (por. Łk 15, 4) owcy zarażonej wścieklizną i kąsającej. Wcielone Miłosierdzie przyjmuje w siebie nasz cios i „w sobie zadaje śmierć naszej wrogości” (por. Ef 2, 16).

            Mesjasz został odrzucony przez religijną elitę, Król królów stał się pionkiem w grze między arcykapłanami, Herodem i Piłatem. Przy tym ciekawe, że więzień, którego uwolnienia zamiast Jezusa zażądali oskarżyciele, miał na imię Bar Abbas, co znaczy „Syn Ojca”… W ten sposób jedyny Syn Ojca z nieba został skazany na śmierć, a dzięki temu wyszedł na wolność zabójca reprezentujący nas wszystkich, zabójców Bożego Słowa Miłości, które ogłasza nas córkami i synami Boga. Następuje wstrząsająca wymiana: w miejscu naszego grzechu rozlewa się łaska. Ukrzyżowany modli się za własnych oprawców: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą, co robią” (Łk 23, 34a). Zanim to nastąpi, prowadzony na miejsce kaźni Jezus zwraca się do opłakujących Go kobiet z upomnieniem – pocieszeniem. Tak, Boże upomnienia są pocieszeniami, bo mają na celu „przywrócenie nam radości zbawienia” (por. Ps 51, 14). Słowa, że zamiast użalać się nad Nim, mieszkanki Jerozolimy powinny zapłakać nad sobą i swymi dziećmi, nie są mściwą zapowiedzią: „Zobaczycie, co będzie z wami!” Jezus „gdy Mu złorzeczono nie złorzeczył, kiedy cierpiał, nie groził”, bo poczucie własnej godności czerpał ze spojrzenia Ojca „oceniającego sprawiedliwie” (por. 1 P 2, 23). Upokorzenia nie wytrącały Go zatem z równowagi. Pan mówi, żeby Go nie żałować, bo właśnie walczy o nasze wybawienie od znacznie gorszego losu. Zaprasza, żeby zamiast użalać się nad Nim, przyjąć łaskę skruchy: niech cierpienia Chrystusa wywołują w nas wdzięczność i żal za grzechy.

Łaskę skruchy, płynącą z odkrycia, że Święty dzieli z grzesznikami konsekwencje ich upadku, przyjął skazaniec ukrzyżowany obok Jezusa. To uderzające, że dostrzegł potęgę Króla w słabości i poniżeniu, ale też zadziwia, że do rozpoznanego Władcy zwraca się tak po prostu, po imieniu. Ten człowiek przeczuł, że ma przy sobie Króla Miłosierdzia i wezwał imienia, które oznacza Ratunek (Jeszua). Tak, naszym ratunkiem jest obecność „Boga z nami” (por. Mt 1, 21-23), Jego bliskość na dobre i na złe. Zejście Syna Bożego na samo dno ludzkiej biedy, w odrzucenie, upokorzenie i śmierć w męczarniach, to przypieczętowanie takiej bliskości. Dlatego rozdziera się zasłona przed sanktuarium, znika przegroda między sacrumprofanum, świętość rozlewa się po grzesznym świecie jako zmiłowanie.

Być może to rozdarcie zasłony, okrycia Bożej Obecności, ma też dodatkowe znaczenie. Może stanowi również gest bólu Ojca towarzyszącego męce Syna, żałobne rozdarcie szaty według zwyczajów Izraela…

Słowom o złożeniu Jezusa do grobu towarzyszy wzmianka, że właśnie „szabat się rozjaśniał” (Łk 23, 54), po domach zaczynały płonąć na stołach świąteczne lampki. W chwili, gdy rozpoczynało się święto Boskiego Odpoczynku, Syn Boży odpoczął po trudzie „nowego stworzenia” (por. Rdz 2, 2; 2 Kor 5, 17-18). Świat tego jeszcze nie wie, ale „wszystko stało się nowe”. Kończąc lekturę Pasji, możemy pozostać w poczuciu głębokiej wdzięczności.

Wielki Poniedziałek – 15.04.2019 r.

Pierwsze czytanie: Iz 42, 1-7

 

            To ważne, w jaki sposób Mesjasz przynosi i utrwala Prawo Boże. Zarówno proroctwo Izajasza, jak i później Ewangelie, pokazują nam Kogoś, kto leczy dusze zamiast „zaprowadzać porządek”, odzyskuje serca zamiast egzekwować zasady. Łączy stanowczość z łagodnością, jest wymagający, lecz wyrozumiały. Prawo w Jego wydaniu to sposób życia ludzi wolnych i odpowiedzialnych za miłość, której zaufali.

Taki jest nasz Mistrz, którego pokochali grzesznicy, a znienawidzili pobożni. Ten, który nie podnosił głosu na upadłych, natomiast kierował ostre słowa pod adresem gorliwców, co zgubili Boga, głosząc zasady i wartości. Jednak również gniew był u Niego wyrazem miłości – dobijaniem się do opancerzonych sumień, budzeniem człowieczeństwa. Na różne sposoby, nie zniechęcając się żadną przeszkodą, Chrystus walczy nie z nami, tylko o nas.

I taki właśnie stoi przed nami na początku Wielkiego Tygodnia. Moc lwa, ukryta w pokorze baranka. Światło dla tych, co rozumieją, że są ubodzy.

 

Psalm responsoryjny: Ps 27 (26), 1bcde.2.3.13-14

 

            Psalm, który śpiewamy, wyraża nadzieję, będącą zakotwiczeniem wierzącego w Bogu,  a w szczególny sposób mówi nam o nadziei Jezusa, polegającego na niebiańskim Ojcu. To dlatego zdołał przejść przez makabrę, którą Mu zgotował świat ludzkiej podłości: w najczarniejszych godzinach Ojciec był Jego światłem. Brnąc przez mękę, ufał dobroci Tego, który Go posłał, żeby nas wyprowadził z ciemności.

Ewangelia: J 12, 1-11

 

            Przed wejściem w paszczę lwa, którą stało się dla Niego święte miasto, Jezus odpoczywa w domu przyjaciół niedaleko Jerozolimy. Zanim przyjmie swój „chrzest krwi” (por. Łk 12, 50), zanurza się w atmosferze serdeczności, jak w kojącej kąpieli. Gest siostry gospodarza wyraża tę serdeczność, wręcz uwielbienie dla Mistrza, niezwykle mocno, na granicy przyzwoitości. Maria nie boi się skompromitować, idąc za porywem serca, podobnie jak niegdyś Dawid tańczący przed Arką Przymierza (por. 2 Sm 6, 14-16.20-22). A dialog Jezusa z Judaszem na temat „marnotrawstwa” cennego olejku może nam przypomnieć, że chrześcijaństwo jest najpierw zasmakowaniem i odwzajemnieniem miłości, a nie szkołą dobrych uczynków (choć potem nimi owocuje).

Natomiast podjęta przez wrogów Chrystusa decyzja zabicia również Łazarza pokazuje, że przyjaźń z Panem to nie zabawa. Ten, kto przyjmuje życie od Jezusa, zawsze w jakiś sposób traci życie na tym świecie, doświadcza ucisku w rzeczywistości odstającej od Bożych standardów (por. J 16, 33). Jednak kto ma wewnętrzne doświadczenie relacji z Panem, ten wie, że warto płacić wszystkim (i całym sobą) za darmową Łaskę. Udział w królestwie Miłości to perła tak ogromna, że trzeba wszystko wypuścić z rąk, żeby ją przyjąć (por. Mt 13, 45-46).

 Wielki Wtorek – 16.04.2019 r.

Pierwsze czytanie: Iz 49, 1-6

            W proroctwie mowa o „ostrym mieczu”, którym będą usta Mesjasza. Później okaże się, że będą to usta wcielonego Słowa Bożego, porównanego w Nowym Testamencie do „obosiecznego miecza” – gdyż mającego zdolność rozcinania mroków duszy, wnikania w głąb ludzkich myśli i oddzielania dobra od zła (Hbr 4, 12). Usta Chrystusa z całą ostrością nazywają nasze problemy, ale ich „miecz” jest w gruncie rzeczy skalpelem chirurga i nie służy ranieniu nas, tylko wycinaniu duchowego nowotworu. Upomnieniom Pana zawsze towarzyszy naświetlanie Jego miłością oraz balsam miłosierdzia. To jest coś, czego my wciąż musimy się od Niego uczyć. Mam być strzałą w kołczanie Bożej miłości i tylko nią trafiać w ludzkie serca.

            Uczeń Chrystusa doświadcza tej samej pokusy zwątpienia, o której mówi prorok. Bywa, że wszystko, co robimy w służbie Słowu Bożemu, wydaje się daremne. Rzeczywistość sprawia wrażenie odpornej na Ewangelię, a nasza siła przebicia okazuje się żadna. Ale również Jezus doświadczył pozornej klęski, gdy w odpowiedzi na całe dobro, jakie zdziałał, usłyszał krzyk: „Precz! Ukrzyżuj Go!” Nasz Pan zdał się wtedy na Ojca, na Jego ocenę swojej Osoby i misji, oraz zaufał logice zasianego ziarna, które umiera, by przynieść wielki plon (por. J 12, 24).

Proroctwo mówi też o rozciągnięciu misji Mesjasza na wszystkie narody. Czerpiąc duchowe życie od Jezusa dziękujmy Bogu za to, że (jak to ujął sam Pan) „zbawienie przyszło od Żydów” (J 4, 22).

Psalm responsoryjny: Ps 71 (70), 1-2.3-4a.5-6b.15.17

 

            Modląc się Księgą Psalmów, wchodzimy w modlitwę Jezusa z Jego ziemskiego życia, podobnie jak On, Syn Boży, wszedł wtedy w nasze ludzkie doświadczenia. Rozpamiętując Mękę Pana, możemy karmić się tymi samymi, co On, słowami ufności pokładanej w Ojcu z nieba. Możemy stosować te słowa zaufania w naszych własnych doświadczeniach krzyża. W chwilach, gdy bombarduje nas zło, możemy znajdować wewnątrz siebie twierdzę schronienia, Obecność Boga. Naszym pocieszeniem może być pamięć o doznanych wcześniej łaskach. Dobrze jest, na przekór pokusie zwątpienia, stawiać sobie przed oczy Bożą prawość, ukazaną nam wcześniej. Być może droga jest ciernista, ale Przewodnik dał nam kiedyś powody, by na Nim polegać.

Ewangelia: J 13, 21-33.36-38

 

            Scena, którą liturgia Słowa daje nam do kontemplacji, jest pełna napięcia, jej nastrój faluje wobec naporu sprzeczności. Zebrani, połączeni trzyletnią zażyłością, leżą (starożytnym zwyczajem) wokół stołu. Ale ten posiłek w gronie bliskich osób stanowi wstęp do męki. Za chwilę z ust Jezusa padną serdeczne zwierzenia, lecz w tym momencie mowa o dojrzewającej w czyimś sercu zdradzie, o kruchości oddania, jakie deklaruje Piotr… W dalszym ciągu wieczerzy Pan będzie się otwierał, a uczniowie nie będą z tego zbyt wiele rozumieć. To porażające i wspaniałe, że Syn Boży celebruje bliskość z niepojętnymi i chwiejnymi, że Bóg przechodzi ponad naszym upośledzeniem i chce mieć takie dzieci. Grecki tekst mówi, że ukochany uczeń spoczywa dosłownie „na łonie” (en tō kolpō, J 13, 23) Jezusa, podobnie jak Pan pozostaje duchowo „w łonie (eis ton kolpon) Ojca” (J 1, 18). Syn Boży dzieli się z nami tym, czym sam jest, przygarnia nas na łono Trójcy, daje nam „moc stania się dziećmi Bożymi” (J 1, 12) w Duchu Świętym (por. J 3, 5-8).

Kontemplujemy święto podszyte grozą. Ciało Jezusa, spoczywające na biesiadnym posłaniu, już niedługo będzie zmasakrowane. Dopiero co Pan umył uczniom nogi, objawił sekret królestwa, w którym wszyscy służą sobie nawzajem – na wzór Boga zniżają się do poziomu obolałych, zakurzonych stóp bliźniego, niosąc im ulgę, a teraz Judasz wychodzi w mrok. Ciemność osacza izbę pełną migotania lampek, gdzie Mądrość Miłości dzieli się swoim chlebem i winem z głuptasami (por. Prz 9, 5). Za moment opuszczą krąg światła i ruszą naprzeciw katastrofie, którą Jezus nazywa momentem swej chwały. Tak, zderzenie Baranka z grzechem świata będzie triumfem, bo ostrze śmierci stopi się w Jego przebitym Sercu. W piekle Golgoty Syn uwielbi Miłość, z której jest zrodzony i którą w pełni wyraża, da świadectwo o bezmiarze tej Miłości, po czym Ojciec, podnosząc Go z martwych, zaświadczy ze swej strony, że Jezus jest „odbiciem Jego istoty” i Jego radością (por. Hbr 1, 3; Mt 3, 17).

 Wielka Środa – 17.04.2019 r.

Pierwsze czytanie: Iz 50, 4-9a

         Powracamy do słowa o naszym Mistrzu, który jest wzorem ucznia – jest pilnym uczniem Ojca z nieba. Wsłuchany w Jego pragnienie odzyskania naszej miłości godzi się wyjść naprzeciw wrogości ludzi, przyjąć na siebie impet agresji i wygasić go na sobie. Jak powie apostoł, na krzyżu Jezus „zadał w sobie śmierć wrogości” (Ef 2, 16). Posłaniec miłosierdzia płaci krwią za bliskość z własnymi nieprzyjaciółmi, za przygarnięcie tych, którzy Go odpychają. Nie zwalnia serdecznego uścisku, mimo że Go ranimy w samo serce.

Stać Go na to, żeby pozwolić się nam obrażać, bo czerpie poczucie godności ze spojrzenia Ojca, pełnego afirmacji (por. Mk 1, 11). Znosi mękę, bo ufa bliskości Ojca – tej bliskości, którą przyszedł się z nami podzielić. W samym środku piekła, jakie zgotowaliśmy Sprawiedliwemu, objawia się królestwo Boże, królowanie miłości. Serce przebite naszą wrogością okazuje się furtką do nieba.

Czy pozwolimy, żeby nasza pycha i egoizm stopniały w zetknięciu z Nim? Jeśli nie, zabije nas własna podłość. Ale czy naprawdę nie widzimy, że „tocząc z Nim spór”, walczymy z własnym szczęściem?

Psalm responsoryjny: Ps 69 (68), 8-10.21-22.31.33-34

 

            Znów dostajemy do modlitewnej medytacji (do wypełnienia własną zgodą i własnym uczuciem) wersety, które dobrze pasują do męki Jezusa i stanowią pokrzepiające proroctwo dla nas. Ktoś, kogo pochłonie gorliwość o Boży dom, oddanie Bogu i troska o poznanie Bożego serca przez bliźnich, spotka się też z reakcją ze strony ludzi ukąszonych przez ciemność i przywykłych do niej. Ten, kto jest wierny Ojcu z nieba, może doznać piekła na ziemi, zgotowanego przez zawistnych. Ale na końcu każdej takiej walki czeka radość, bo Bóg nie pozostaje dłużny w wierności, jest przy nas w naszej biedzie i zawsze w końcu wyciąga swe dziecko z kłopotów, ociera łzy, leczy rany.

Ewangelia: Mt 26, 14-25

 

            Słowo Boże zwraca nam uwagę na dramat Judasza, choć nie podaje wielu szczegółów jego historii. Nie za bardzo wiemy, czemu właściwie zdradził Jezusa i wbrew pozorom nie znamy też jego ostatecznego losu. Przeżył wstrząs, żałował swego czynu, a samobójstwo niekoniecznie oznacza rezygnację z miłosierdzia. Być może odbierając sobie życie, on też, podobnie jak oprawcy na Golgocie, „nie wiedział, co robi” (por. Łk 23, 34a)…

Mocne słowa Jezusa o tym, że „byłoby lepiej, gdyby ten człowiek się nie narodził” (Mt 26, 24) nie są wyrokiem potępienia, bo Jezus według własnych słów „nie został posłany, żeby potępić” (por. J 3, 17). Pan opisuje powagę czynu, na który zdecydował się Judasz. Biada człowiekowi, który wpuszcza do swojej duszy demona (por. J 13, 27), lepiej się nie urodzić, niż zdradzić przyjaciela i dobroczyńcę, niż spiskować z ludźmi zdeprawowanymi przeciw komuś dobremu. Lepiej nie przyjść na świat, niż sprzedać swoje Zbawienie. A przecież zdarza nam się sprzedawać miłość Boga, Jego Słowo, przyjaźń Jezusa, za różne pozorne korzyści. Historię Judasza spisano nie po to, żebyśmy go sądzili, tylko żebyśmy przestraszyli się naszych własnych zdrad. Bo w Ewangelii Jezus daje Judaszowi do zrozumienia, że wie o Jego zamiarze, po to, żeby zdrajca się opamiętał.

Nie odczytujmy słów „odchodzi, jak o Nim jest napisane” (Mt 26, 24) tak, jakby oznaczały nieubłagane przeznaczenie. Bóg zna przyszłość, bo spogląda na czas „od zewnątrz”, ze swej wieczności, ale nie programuje niczyich myśli ani uczynków. Podobnie jak w Pierwszym Testamencie, gdzie czytamy o „uczynieniu twardym serca faraona”, chodzi tutaj o Boski dopust, pozwolenie na bunt przeciwko własnej wszechmocy, smutną zgodę na podążenie przez grzesznika własną drogą (por. Ps 81, 13). Zarazem Boskie przewidywanie uporu faraona, perfidii arcykapłanów, przewrotności Judasza, oznacza, że wydarzenia, chociaż niepożądane przez Pana, nie wymknęły się spod Jego kontroli. Bóg je przewidział i wie, jak sobie poradzić z ich skutkami.

Ludzka perfidia nie pokrzyżuje Boskich planów, ale ludzie perfidni sami sobie szkodzą. Taki jest sens przestrogi po adresem apostoła ukąszonego przez ciemność.

 Wielki Czwartek – 18.04.2019 r.

Pierwsze czytanie: Wj 12, 1-8.11-14

            Osnuta na kanwie plemiennych tradycji opowieść o wyjściu Żydów z Egiptu kreśli wizję wybawienia z krainy śmierci. Bóg, traktujący swój lud jak pierworodne dziecko, uderzy prześladowców w ich najczulsze miejsce. Wspomnienie migracji z imperium dotkniętego klęskami żywiołowymi – oraz, być może epidemią – zinterpretowano zgodnie z mentalnością epoki. Jednak możemy zaufać podstawowej intuicji towarzyszącej doświadczeniu Exodusu i pochodzącej od Boga: On walczy o swych podopiecznych.

Kraina śmierci dozna tego, co sama szykowała innym, a ufających Bogu uratuje krew baranka złożonego w ofierze. W Biblii wybawienie łączy się z przelaniem krwi (por. Hbr 9, 22) – nie dlatego, żeby Bóg to lubił, lecz dlatego, że wyrwanie z zagłady wymaga walki na śmierć i życie. Wyzwolenie ludzkości z duchowego Egiptu, z niewoli grzechu, kosztowało krew Chrystusa. Sługa naszego pojednania z Ojcem został zabity przez tych, których ratował, lecz umierał kochając napastników i zmienił swe zabójstwo w przymierze krwi.

Wyprowadzani z niewoli są karmieni ofiarą, którą złożyli. Każda nasza ofiara dla Boga jest w istocie przyjęciem daru od Niego. Również przedstawiając Ojcu jednorazową, lecz wiecznie aktualną ofiarę Jezusa-Baranka (por. Hbr 9, 12), jesteśmy karmieni Nim samym. Dlatego Wieczerza Pańska to z naszej strony pełne oddania dziękczynienie, po grecku eucharistia.

Psalm responsoryjny: Ps 116 B (115), 12-13.15.16bc.17-18

 

            Modlimy się z Jezusem, wchodzącym w ciemność męki i patrzącym w światło dobroci Ojca, ofiarującym tę walkę z mrokiem na Jego chwałę. Tak, nasz Pan dozna przemocy, ale w wymiarze duchowym to będzie Jego zwycięski szturm na okopy Złego. A ofiarność Chrystusa oddającego życie, stanowi wyraz uwielbienia Ojca, Źródła Dobra.

Pan wchodzi w „ciemną dolinę” (por. Ps 23, 4) ufając w czekające Go u kresu męki wybawienie. Kajdany śmierci, w które pozwoli się zakuć, zostaną rozerwane. Opadną jednocześnie z naszymi więzami. Czym odpłacimy się Wybawcy? Podnieśmy w górę serca pełne wdzięczności, jak kielichy zbawienia.

Drugie czytanie: 1 Kor 11, 23-26

 

            Celebrując Eucharystię i przystępując do komunii głosimy życiodajną śmierć Baranka Bożego, o którym wiemy, że zmartwychwstał i przyjdzie w chwale na końcu historii. Nie tylko głosimy, ale przeżywamy ofiarę miłości Syna Bożego, ponieważ chodzi o „pamiątkę”, która uobecnia to, co wspominamy. Pan mówi, że JEST w tym znaku, dając siebie. Sakrament Jego Ciała i Krwi stanowi szczególny dar przekazany nam przez pierwszych uczniów i przekazywany kolejnym pokoleniom.

Mamy do czynienia z prostym znakiem spotkania przy stole, dzielenia posiłku, a jednocześnie z czymś absolutnie wielkim. Zmartwychwstały Chrystus, Baranek zabity, ale żyjący (por. Ap 1, 18; 5, 6), karmi nas sobą, daje chłonąć swoją obecność i charakter, „ducha i życie” (por. J 6, 63). Przyswajamy Jezusa, żeby On nas sobie przyswoił, żebyśmy byli Jego. Przy tym słowa „to czyńcie na Moją pamiątkę” nie są adresowane wyłącznie do duszpasterzy, ani nie oznaczają tylko powtarzania obrzędu. Pamiętając o Panu, obecnym wśród nas „aż do skończenia świata” (Mt 28, 20), mamy wszyscy ofiarowywać się, tak jak On, Bogu i ludziom,  codziennie oddawać swoje ciało i pulsowanie krwi na służbę Bożej miłości.

Ewangelia: J 13, 1-15

 

            Po umyciu nóg uczniom Jezus oświadcza, że dał przykład, jak mamy służyć sobie nawzajem, jak się wzajemnie traktować. Ale nie myślmy, że Pan odegrał przedstawienie z morałem. Ten gest był absolutnie szczery i wyrażał symbolicznie całe Jego życie, oraz śmierć, którą miał wkrótce ponieść, „kochając do końca” (por. J 13, 1). Jak sam powiedział, „przyszedł, żeby służyć” (Mt 20, 28) i teraz zupełnie serio „przyjmuje postać niewolnika” (morphēn doulou, Flp 2, 7), a za kilka godzin, posłuszny nakazowi miłosierdzia, „odda życie na okup”, zapłaci śmiercią za zniżenie się do poziomu tego, co w nas najniższe. Da się zdeptać zabłąkanym, zmywając brudy i niosąc ulgę tam, gdzie najbardziej dotknęli śmietnisk życia.

Oto wielka tajemnica wiary: Syn Boży, któremu Ojciec „oddał wszystko w ręce” (J 13, 3), klęczy przede mną, u stóp grzesznika. Speszony Piotr ma rację, to żenujące i przerażające zarazem. Żywa Prawda o Najwyższym (por. J 14, 6.9) miażdży moją pychę swoją pokorą. Prawdziwa moc i godność są gdzie indziej, niż nam się zdawało.

 Wielki Piątek – 19.04.2019 r.

Pierwsze czytanie: Iz 52, 13 – 53, 12

            Mówiąc o swym Wybrańcu, Bóg uderza w ton gorzkiej ironii. Kariera Mesjasza to odrzucenie, zniesławienie, tortury i śmierć. Jednak w sponiewieranym Słudze zbawienia odzywa się do nas miłość Ojca – pod warunkiem, że rozumiemy, co się naprawdę stało.

Uznaliśmy Go za „chłostanego przez Boga”… Są tacy, co widzą w Ojcu reżysera Męki, bo sądzą, że Boska sprawiedliwość żądała krwi. Tymczasem, choć Jezus na prośbę Ojca poniósł ciężar pojednania z buntownikami – i w tym sensie odczuł na sobie skutki naszych win – to jednak wcale nie chodziło o ukaranie Jego zamiast nas. Sam powtarzał za prorokiem Ozeaszem, że Bóg „chce miłosierdzia, a nie ofiary” (Mt 9, 13; 12, 7) i w przypowieści o synu marnotrawnym nie wspomniał ani słowem o „spłacaniu długu”. Boża sprawiedliwość nie domaga się ukarania grzesznika, tylko odzyskania jego serca, zwrócenia Ojcu utraconego dziecka (por. Ez 18, 23; Łk 15, 23-24.32). Jezus realizuje tę sprawiedliwość „kochając do końca” (J 13, 1) i przygarniając swych zabójców („przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”, Łk 23, 34a). Ofiarą pojednania jest przytulenie oprawców.

Zdanie, które w Biblii Tysiąclecia brzmi: „Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem”, da się też przełożyć inaczej: „Pan ma upodobanie w zdruzgotanym cierpieniem”. Świetny komentarz do takiej wersji znajdziemy u św. Bernarda: „Nie śmierć podoba się Bogu, lecz miłość Tego, który umiera”.

Psalm responsoryjny: Ps 31 (30), 2.6.12ab.13.15-16.17.25

 

            Możemy rozważać i przyswajać sekret zwycięstwa Jezusa – bo Jego męka jest zwycięską bitwą. Posłaniec Ojca, odepchnięty przez nas i strącony w otchłań udręki (por. Mt 21, 37-39), zatonął jeszcze głębiej w miłości Tego, który Go posłał i „jest w ukryciu” (Mt 6, 6). Wydany w ręce zabójców, oddał się wewnętrznie w ręce „Tego, który wskrzesza umarłych i ożywia” (por. J 5, 21). Zakotwiczony w Ojcu i oddany nam, stał się ogniwem łączącym niebo z upadłą ziemią. Wybawiony ze śmierci, da się z niej podnieść z nami w objęciach.

Drugie czytanie: Hbr 4, 14-16; 5, 7-9

 

            Jezus, jedyny w gruncie rzeczy kapłan ludzkości, przewyższa wszystkich kapłanów świata tym, że łączy absolutną niewinność z absolutną empatią wobec upadłych. To może zakrawać na paradoks, ale ostatecznie jest logiczne: tylko Ktoś w pełni święty może się całkowicie wczuć w ból grzesznika, bo nie ma w sobie ani odrobiny egoizmu. A żeby to nie brzmiało abstrakcyjnie, Jezus przyjął w pełni kruchość człowieczeństwa i dał się dotknąć skutkom naszego upadku. Przyjął od nas wyrok, pozwolił się zmiażdżyć strachowi, upokorzeniu, cierpieniu i śmierci, mając za jedyne oparcie nadzieję pokładaną w Ojcu. Dlatego Jego tron jest tronem łaski – Król Miłosierdzia nie wytwarza dystansu, nie spogląda z góry. Spojrzenie Pana z krzyża jest spojrzeniem z głębi mego zagubionego serca, w które zanurkował Ratownik. Jezus ukrzyżowany jest dokładnie tam, skąd Go wyrzuciliśmy, jest z nami właśnie wtedy, gdy my nie jesteśmy z Nim. Jest przy nas uparcie, choć nienachalnie, odrzucony nie daje się odepchnąć, choć do niczego nie zmusza. Nie ma nic wspólnego z mrokiem we mnie, ale wchłania go i odchorowuje za mnie. Z najgłębszego dna mogę Go zawołać, choćby szeptem. Mój ratunek jest bliżej, niż moja zguba.

            Czytamy o Jezusie dziwne słowa, że modlił się „do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci i został wysłuchany…” (Hbr 5, 7). Jak to rozumieć, skoro po modlitwie w Getsemani okrutna śmierć jednak przyszła? Jezus został w nią wprowadzony, ale w niej nie pozostał. Będąc uległy Miłości (kochając krzywdzicieli wbrew wszystkiemu), trwał w dłoniach Ojca nawet na dnie zgotowanego Mu piekła. Dlatego Jego doświadczenie śmierci nie było zgubą, tylko Przejściem, Paschą. Tonąc w śmierci, był jeszcze głębiej zatopiony w Miłości, więc śmierć rozstąpiła się przed nim jak morze przed Mojżeszem – a On przeszedł środkiem, zabierając po drodze „mieszkańców mroku” (por. Łk 1, 79), którzy Mu zaufali.

Przechodzi też środkiem moich i Twoich ciemności, tutaj i teraz. Sam przećwiczywszy posłuszeństwo w warunkach bycia człowiekiem, uczy nas posłuszeństwa wobec Ojca w niesprzyjających okolicznościach, gdy zło przytłacza. Również my, gdy się modlimy w obliczu próby, nie będziemy zabrani z „ciemnej doliny” (por. Ps 23, 4), lecz ustrzeżeni od ukąszenia przez zło (por. J 17, 15). Okoliczności być może się nie zmienią, ale nie utkniemy w nich, przejdziemy przez nie ku światłu.

Ewangelia: J 18, 1 – 19, 42

 

            Podczas Liturgii Męki Pańskiej czytamy jej opis w wersji Jana, bo tam świadectwo o faktach jest najmocniej przesycone medytacją ich sensu. Dzięki temu Janowy tekst najdobitniej przedstawia Ukrzyżowanego, jako Tego, kim jest naprawdę – Króla, choć nie z tej ziemi (por. J 18, 36), Władcę, choć panującego w innym stylu, niż ziemscy przywódcy.

Inaczej niż w realistycznym przekazie Marka (por. Mk 14, 43-52), scena pojmania Jezusa wyraża tu raczej kontemplację wolnej decyzji Syna Bożego o męczeństwie: „Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (J 10, 17-18). Wizja powalenia napastników na ziemię samym wyznaniem: „Ja jestem” (J 18, 6) ukazuje rzeczywistość duchową. Majestat Chrystusa czyni Go nietykalnym, aresztowanie jest możliwe tylko dzięki Jego zgodzie. Natomiast zewnętrzną warstwę zdarzeń relacjonuje wspomniany Marek, u którego czytamy o zamieszaniu, rzuceniu się napastników na Jezusa, czyjejś ucieczce nago…

Oczywiście Jan także pisze o przemocy wobec Pana, policzkowaniu Go, biczowaniu, koronowaniu cierniem. Ale pisze też o słowach Piłata na widok zmaltretowanego Jezusa: „Oto Człowiek!” (J 19, 5). Prefekt Judei nie był sentymentalny, historyczne przekazy mówią o jego twardej polityce wobec Żydów. Widząc efekt okrutnej zabawy żołnierzy, raczej nie użalał się nad tym, co zrobili z człowiekiem – co najwyżej podkreślił, że ma przed sobą tylko człowieka, kogoś zwyczajnego i nieszkodliwego. Z drugiej strony ewangeliści sugerują, że Piłat był pod wrażeniem Jezusa. Także u Jana, choć Rzymianin bagatelizuje słowa Pana o prawdzie (por. J 18, 37-38), to przecież dyktując dwuznaczne określenie winy Skazańca (por. J 19, 19-22), jak gdyby oddaje hołd dziwnemu Królowi… Być może stwierdzenie „Oto człowiek!”, włożone w usta Piłata tylko w tej Ewangelii, ma podobne znaczenie jak upadek napastników w Getsemani. Być może chodzi o głębszy wymiar całej sceny.

Piłat nie wierzy w duchową prawdę, żołnierze drwią z królewskości wymykającej się ich horyzontom, a przed tłumem na dziedzińcu staje strzęp człowieka. I tak właśnie wygląda objawienie wcielonej Prawdy życia, autentycznego Króla rzeczywistości oraz rzeczywistej sytuacji ludzi. Pan staje przed nami jako zwierciadło naszego upadku, dźwiga na sobie sponiewierane człowieczeństwo i okrywa je płaszczem swojej krwi. Oto, jak wygląda człowiek wychłostany i wydrwiony przez demony. Oto jak dalece jest z nami solidarny Syn Człowieczy, który zszedł z nieba na ziemię, żeby je połączyć jak anielska drabina Jakuba (por. J 1, 51).

Gdy człowiek pokaleczył w sobie obraz Boga, wtedy Bóg – Syn przyjął obraz poranionego człowieka, spotkał się z nami w naszej biedzie. Nasze zbawienie weszło w naszą klęskę i pochłonęło ją, tak jak miedziany wąż Mojżesza odebrał moc jadowi węży, których był odwzorowaniem (por. Lb 21, 4-9; J 3, 14-15). Bóg przygotował antidotum, „dla nas uczynił grzechem Tego, który nie znał grzechu, żebyśmy się stali w Nim Bożą prawością” (2 Kor 5, 21). Pan bierze na siebie naszą śmierć i daje nam swoje życie.

Opisując moment skonania Jezusa Jan posługuje się specyficznym wyrażeniem. Podczas gdy u Łukasza możemy przeczytać, że Ukrzyżowany „oddał ducha” (eksepneusen, Łk 23, 46), to w wersji Janowej Jezus ducha „wydał” (paredōken to pneuma, J 19, 30). Ewangelista użył terminu oznaczającego „przekazywanie”, przez co jego wypowiedź da się zrozumieć w taki sposób, że w chwili śmierci Chrystus „przekazał Ducha”, zapoczątkował wylanie Ducha Świętego „na wszelkie ciało” (por. Jl 3, 1; Dz 2, 17). Innymi słowy, dzięki Jego całkowitemu darowi z siebie udziela się nam Duch Bożej Miłości, Tchnienie życia wiecznego.

Średniowieczny Kościół śpiewał: „Z tej śmierci życie tryska”. Kontemplujemy mękę Jezusa ze wzruszeniem, ale bez użalania się nad Nim. Chcemy obudzić w sobie zrozumienie Bożego daru (por. J 4, 10) oraz wdzięczność, bliźniaczą siostrę łaski.

 Wielka Sobota – 20.04.2019 r.

Pierwsze czytanie z Ciemnej Jutrzni: Oz 6, 1-2

            W jakim sensie to Bóg nas „pobił” oraz „zranił” w momentach kryzysów, klęsk, nieszczęść? Być może upieraliśmy się przy błędach i zgodnie ze słowami Psalmisty Pan „pozostawił nas twardości naszego serca” (Ps 81, 13) – pozwolił, żeby zło, którym ciskamy wokół siebie, „spadło nam na ciemię” (por. Ps 7, 17). Innymi słowy, dopuścił do poniesienia przez nas konsekwencji chaosu, jaki wprowadziliśmy w stworzony przez Niego ład. Ale Pismo pokazuje też inną możliwość. Być może w jakiejś sprawie nie chodziło o skutki naszych grzechów, tylko Bóg prosił o wypicie kielicha cierpienia przygotowanego przez innych ludzi lub złego ducha – jak w przypadku biblijnego Hioba (por. Hi 1, 8-12; 2, 3-6) oraz Jezusa na krzyżu (por. Mt 26, 39.42).

Tak czy inaczej, nieszczęście nie pochodziło od Boga, ale On położył na nim rękę i kontrolował sytuację. Ściśle rzecz biorąc pobiło nas zło, lecz Bóg był obecny w tym doświadczeniu. Poturbowani przez życie, możemy nadal ufać Stwórcy; pokaleczeni skutkami własnych win, możemy wracać do Ojca. On nie każe długo czekać na uzdrowienie, pocieszenie, przedsmak zmartwychwstania…

Pierwsze czytanie: Rdz 1, 1 – 2, 2

 

            Podczas Wielkiego Czuwania, gdy świętujemy zwycięstwo Boga nad ludzką śmiercią, liturgia Słowa prowadzi nas przez retrospekcję. Przyglądamy się kluczowym momentom historii zbawienia, karmimy naszą miłość wdzięcznością, a wdzięczność – rozpamiętywaniem łaski. Postępujemy zgodnie z natchnioną podpowiedzią: „Błogosław, duszo moja, Pana i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach!” (Ps 103, 2). Możemy przy tej okazji wychwalać Boga również za nasze osobiste historie zbawienia.

Rozpoczynamy od lektury poematu o stworzeniu, od medytacji nad darem istnienia oraz powołaniem do życia i miłości. Czytamy o tym, że na początku „wszystko było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Świąteczna lektura nie obejmuje opowieści o upadku, chociaż (a może właśnie dlatego, że) ma służyć pogłębianiu świadomości „nowego stworzenia” (por. 2 Kor 5, 17-18), uzdrowienia rzeczywistości. W tym aspekcie Kościół idzie za inną wskazówką Pisma: „Nie wspominajcie wydarzeń minionych (…) Oto Ja dokonuję rzeczy nowej” (Iz 43, 18-19), a także za Bożą obietnicą: „o ich grzechach nie będę już wspominał” (Jr 31, 34). Bóg nie wypomina niechlubnej przeszłości, tylko wciąga nas we własną radość z odzyskania relacji (por. Łk 15, 21-24). Dajmy się zachwycić dobrocią Boga, który tworzy i odradza

Pierwszy psalm responsoryjny: Ps 104 (103), 1-2a.5-6.10.12.13-14b.24.35c

 

            Jesteśmy zaproszeni do wyśpiewania zachwytu naszym Stwórcą. Wychwalajmy Go i prośmy o uzdrowienie całej stworzonej rzeczywistości. Niech to będzie „błaganie z dziękczynieniem” (por. Flp 4, 6), także za nasze światy wewnętrzne. Czy nie możemy sparafrazować przedostatniego wersetu i wyznać Bogu: „Ty dobrze uczyniłeś wszystko, moje życie jest pełne Twych cudów”?

Drugie czytanie: Rdz 22, 1-18

 

            Co nam mówi opowieść o ofiarowaniu Izaaka w kontekście rozważania Paschy Chrystusa? Bóg nie pozwolił Abrahamowi zabić syna, pokazując w ten sposób, że nie chce ludzkiej krwi, choć ofiary z dzieci funkcjonowały w starożytnych kultach. Wieki później Pan pozwoli ludziom zabić własnego Syna, Posłańca miłości, która „chce miłosierdzia, a nie ofiary” (eleos thelō kai ou thysian, Mt 9, 13; 12, 7). Bóg wziął na siebie to, czego oszczędził człowiekowi, sam poniósł ciężar naprawienia relacji z buntownikami, przyjmując cios w „źrenicę oka” (por. Ps 17, 8), najczulsze miejsce. Ofiarował nam swego Najdroższego jako Pośrednika zgody („myśląc: Uszanują Mojego Syna”, Mt 21, 37) i prosił Go, żeby wytrwał w tej roli nawet na krzyżu. Krew Jezusa „przemawia mocniej niż krew Abla” (Hbr 12, 24), bo tamta wołała o sprawiedliwość (por. Rdz 4, 10), a ta krzyczy o miłosierdziu.

Bóg nie oszczędził sobie (por. Rz 8, 32) tego, że Jego Syn przyjął śmierć od zarażonych śmiercią, żeby ich w zamian zarazić życiem. W ten sposób spełnił także heroiczną i proroczą nadzieję Abrahama. Ten ostatni, zgodnie z interpretacją autora Listu do Hebrajczyków, ufał, że Pan da mu obiecane potomstwo z Izaaka mimo złożenia syna w ofierze: „Pomyślał bowiem, że Bóg ma moc wskrzesić także umarłych” (Hbr 11, 19). Nie oszczędziwszy sobie ofiary oszczędzonej Abrahamowi, Ojciec z nieba przywrócił następnie do życia zarówno Pierworodnego, jak i Jego przybrane rodzeństwo (duchowo już teraz, a cieleśnie na końcu historii, por. Rz 8, 10-11.29; Ef 2, 5-6).

Drugi psalm responsoryjny: Ps 16 (15), 5.8-11

 

            Gdy Ojciec z nieba jest rozpoznany i uznany jako najdroższy Skarb, wtedy ludzkie serce jest dobrze ulokowane (por. Mt 6, 21). Wtedy jesteśmy bezpieczni, niezachwiani i wewnętrznie radośni, choćby przyszło iść „ciemną doliną” (Ps 23, 4)). Nawet w doświadczeniu śmierci otworzy się przed nami „ścieżka życia”, szlak ku wiecznemu spełnieniu.

Trzecie czytanie: Wj 14, 15 – 15, 1a

 

            Czytamy o Bożej interwencji w sytuacji po ludzku beznadziejnej, gdy uciekinierzy z egipskiej niewoli zostali zapędzeni w pułapkę. Przed sobą mieli morze, za sobą wrogów. Bóg ofiaruje im zaskakujące wyjście, otwiera niemożliwą drogę. Przeprowadza suchą nogą przez środek topieli, zmienia przestrzeń zguby w ścieżkę wybawienia.

Wrogów gubi własna zaciekłość – zdanie, że Pan „uczynił upartymi serca Egipcjan” znaczy tyle, że Bóg pozwolił im być upartymi, skoro chcieli. Możemy się z tego uczyć, że zło zawsze w końcu potknie się o własną siłę („własna przemoc spadnie mu na ciemię”, Ps 7, 17), a my w konfrontacji z nim mamy się powierzyć Zbawcy. Nikt nie oczekuje, że sami damy sobie radę z tym, co jest od nas silniejsze i nas osacza.

Bóg zwycięża naszą beznadzieję. W momencie Paschy Chrystusa sprawił, że z odmętów zagłady wyciągnął nas Ratownik, którego zabiliśmy. Przeprowadził Jezusa przez śmierć ku życiu i otwiera tę drogę również nam, prosząc, żebyśmy przyjęli łaskę chrztu, dali umrzeć starej egzystencji i przeszli (Pascha to przejście) do Jego królestwa (por. Kol 1, 13).

Trzeci psalm responsoryjny: Wj 15, 1b-2.4-5.17ab-18

 

            Nigdy dość uwielbiania Boga, który dla ufających Mu staje się „mocą i źródłem męstwa”. Nigdy dosyć wdzięczności za Jego wierność, za wyprowadzenie ze wszystkich ślepych zaułków, w które zabrnąłem, w które się dałem zapędzić rydwanom ciemnego faraona, ducha mroku. Boże zwycięstwo pochłania moją śmierć (por. 1 Kor 15, 54).

Czwarte czytanie: Iz 54, 4a.5-14

 

            Właśnie to się dzieje ze sponiewieranym Ludem Bożym, który odtrącając Pana okaleczył sam siebie. Właśnie to dzieje się z upadłą ludzkością. Odkrywamy Bożą wierność, Pan pamięta o swych zaślubinach z nami. Pragnie nas przytulić i uszczęśliwiać, bo Jego gniew, „trwający tylko chwilę” (Ps 30, 6), był jedynie postawieniem granic naszym samobójczym działaniom. Pasją Boga nie jest karanie, tylko odzyskiwanie miłości, uzdrawianie relacji. Śmierć Chrystusa, wcielenia Prawdy, którą odrzuciliśmy budując swój świat (por. Ps 118, 22), stała się zaślubinami Boga z ludźmi na jeszcze głębszym poziomie. A zmartwychwstanie Chrystusa to początek wielkiego i ostatecznego odrodzenia. Miłosierdzie Boga przywraca nam godność i siły, z głębi Wielkiej Nocy dobiega nas wyznanie miłości naszego Stwórcy.

Czwarty psalm responsoryjny: Ps 30 (29), 2.4-6.11-12a.13b

 

            Tak, jeśli Boski gniew stopuje mój obłęd, to jest mignięciem błyskawicy. Tak, gdy objawia mi się Boska życzliwość, dobroć i przyjaźń (czyli łaska), to okazuje się powietrzem, którym oddycham, gruntem, po którym stąpam, źródłem ukrytym pod powierzchnią codzienności. Ileż to razy mój żałobny lament zmieniał się w taniec…

Piąte czytanie: Iz 55, 1-11

 

            Możemy dać się zachwycić niezasłużoną Łaską, kaskadą bezinteresownej życzliwości Pana. Jego miłość jest jak nurt świeżej, źródlanej wody. Możemy chłonąć wyznania tej miłości, przyjmować zaproszenie do relacji, po prostu ufać afirmacji i oddaniu, jakie okazuje Pan oraz je odwzajemniać. My, ludzie po przejściach, grzesznicy, którym wybaczono. Tu, gdzie jesteśmy, właśnie w tym momencie, możemy dać się nakarmić sensem życia i napoić trzeźwym entuzjazmem. Teraz jest moment zbawienia (por. 2 Kor 6, 2), Bóg pozwala się znaleźć, bo to On znalazł nas pierwszy. Nie marnujmy życia, nie traćmy energii na krzątaninę wokół złudzeń. Prawda jest piękniejsza, niż nam się wydaje. Jesteśmy kochani, jesteśmy szczęśliwcami. Dajmy się zdobyć i ze wszystkich sił biegnijmy zdobywać (por. Flp 3, 12),  bo ceną darmowej łaski jest zanurzenie w nią całkowicie, zaangażowanie bez reszty w wymianę serc. Słyszymy oświadczyny, czy wejdziemy w związek?

Kontemplujemy objawienie Miłosierdzia. Często cytowane zdanie „myśli Moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi Moimi drogami”, odnosi się właśnie do niego. Człowiek by nie wybaczył, nie miałby cierpliwości, nie przeszedłby ponad urazami. Nasze zrozumienie i współczucie mają swoje granice. Bóg jest inny, jest „hojny w przebaczaniu”. Nie ustaje w walce o człowieka, nie o zasady. Nie chce pokonać buntownika, tylko odzyskać ukochaną istotę. Niech w nas pracuje słowo Jego miłości, niech słowo krzyża i zmartwychwstania nasączy nam świadomość, przemieni umysł, odnowi sumienie, przekształci życie.

Piąty psalm responsoryjny: Iz 12, 2-5

 

            To Bóg jest Źródłem mojego spełnienia, a moje spełnienie to wielbić, czcić i odwzajemniać Jego Miłość. Serce Jezusa, otwarte duchowo i fizycznie – afirmujące, oddane i przebite włócznią na krzyżu, stanowi objawienie tego Źródła. Idąc przez życie za mym ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Panem, jestem „jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą” (por. Ps 1, 3a).

Szóste czytanie: Ba 3, 9-15.32 – 4, 4

 

            Wczytujemy się w pochwałę Bożej mądrości objawionej ludziom, czyli reguł życia zawartych w Słowie Bożym. Stosować się do nich to okazywać posłuszeństwo własnemu szczęściu, dać się prowadzić do spełnienia. Zachowywać przykazania Boga to „trwać w Jego miłości” (J 15, 10) – nie w tym sensie, że Bóg kocha tylko posłusznych (On „jest dobry dla niewdzięcznych i złych”, kocha nieprzyjaciół, por. Łk 6, 35), ale w sensie nieuciekania z Bożych objęć, niewyrywania się Mu. Miłość Boga do nas trwa niezmienna, natomiast my nie zawsze trwamy w otwarciu się na nią, nie czerpiemy ze źródła i schniemy. Skoro Miłość prowadzi nas do swego domu, to warunkiem szczęścia jest słuchanie jej, kiedy wskazuje drogę.

            Mądrość Pisma kulminuje w Chrystusie, w Jego Osobie ukazanej w Ewangeliach oraz żyjącej teraz i tutaj. Jesteśmy szczęściarzami, że znamy Tego, w którym Ojciec ma upodobanie (por. Mt 17, 5)! Możemy uczyć się od Niego, a właściwie to uczyć się Jego. Tak, trwanie w Bożej miłości to studiowanie i przyswajanie Chrystusa, wcielonej Mądrości, żywego Skarbca umiejętności życia (por. Kol 2, 3). To przeżywanie Chrystusa, ucieleśnianie w sobie Jego cech dzięki otwarciu na prowadzenie przez Jego Ducha (por. Rz 5, 14). To oddychanie Jego usposobieniem, posłuszeństwem wobec Ojca i ofiarnością na rzecz ludzi (por. Flp 2, 2-5). Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały jest naszą mądrością. Kontemplujemy Go w tej liturgii.

Szósty psalm responsoryjny: Ps 19 (18), 8-11

 

            Prawo Boże, reguła miłości, nie jest ciężarem, tylko radością z otwartej drogi do szczęścia. Bojaźń Boża, święty respekt dla Najważniejszego i Najwspanialszego, nie jest lękiem przed Nim, tylko zachwytem, który przejmuje człowieka drżeniem. Bóg jest tak cudowny, że to aż straszne.

Siódme czytanie: Ez 36, 16-17a.18-28

 

            Mamy do czynienia ze wstrząsającą manifestacją odmienności Bożych myśli i dróg od naszych dróg i myśli (por. Iz 55, 8-9). To błogosławiona inność, której na imię świętość i która wyraża się w miłosierdziu. Kiedy Bóg postawił granicę ludziom dopuszczającym się podłości, a oni mimo wychowawczej kary pozostali niepoprawni, Pan ogłasza, że „zatroszczy się o swoje święte imię”. Gdyby to mówił człowiek, przeszedłby zaraz do gróźb. Reakcją na szarganie imienia ziemskiego władcy, kompromitowanie go przez poddanych, byłaby surowa kara. Tymczasem Bóg zapowiada wykąpanie grzeszników w swojej miłości, wielką amnestię i wewnętrzną odnowę, zastrzyk nowego usposobienia. Pan Zastępów nie jest sędzią egzekwującym odpowiedzialność, tylko lekarzem relacji, uzdrowicielem sumień.

Czytamy: „Nie z waszego powodu to czynię, (…) ale dla świętego imienia Mojego” (Ez 36, 22). Imię w tamtej kulturze wyrażało charakter, a więc Bóg mówi: przebaczam, nie dlatego, że zasłużyliście, tylko dlatego, że taki po prostu jestem. Świętując dziś zmartwychwstanie Ukrzyżowanego możemy kontemplować paradoks miłosierdzia. Zabiliśmy Pośrednika pojednania, zakatowaliśmy Posłańca przebaczenia, ale reakcją Boga na zamordowanie Mu Syna jest ułaskawienie morderców. Nie dlatego, że śmierć Jezusa została zaliczona jako kara zastępcza, że męka miałaby zadowolić Boskie poczucie sprawiedliwości. Nie takiego Ojca portretuje Jezus w przypowieści o synu marnotrawnym, gdzie „sprawiedliwe” w oczach Boga jest odzyskanie przez Niego naszej miłości, zwrócenie Mu zgubionych dzieci (por. Łk 15, 23-24.32). Przebaczenie nie należy się nam, bo wybraliśmy swą zgubę, ale czyż Bóg nie zasługuje, by do Niego wrócić?

Jezus na krzyżu naprawia grzech świata przez to, że w Jego Osobie Bóg radykalnie schodzi między grzeszników, zstępuje w nasze piekło. Im mocniej Go odpychamy, tym mocniej On nas przygarnia, wzmaga łaskę – życzliwość tym bardziej, im bardziej wzmaga się grzech (por. Rz 5, 20). Ukrzyżowany Jezus to ambasador Miłosierdzia w sercu ciemności – kto Go widzi, ten widzi Ojca (por. J 14, 9b) „dobrego dla niewdzięcznych i złych” (por. Łk 6, 35), otaczającego troską swych nieprzyjaciół (por. Mt 5, 44-45).

Siódmy psalm responsoryjny: Ps 42 (41), 2-3; Ps 43 (42), 3-4

 

            Nawrócenie nie jest ugięciem karku pod jarzmem grozy, poddaniem się z lęku przed karą. Jest pobiegnięciem za uwolnionym pragnieniem duszy, dopadnięciem źródła po długim błądzeniu w skwarze. Pojednać się z Bogiem to pogodzić się również z własną głęboką jaźnią, która tęskni za Nim do bólu. Padając przed Nim na twarz, nurkujemy w morzu radości,  bo okazuje się, że wpadamy Mu wtedy w objęcia.

Ósme czytanie: Rz 6, 3-11

 

            Chrystus przyjął swój krwawy chrzest (baptisma, Łk 12, 50) – zanurzenie w naszą wrogość, zatopienie w śmierci, żeby następnie (mocą miłości, w której trwał) wynurzyć się stamtąd z nami w ramionach. Umierał, kochając zabójców i powierzając się kochającemu Ojcu, więc Ojciec podniósł Go ze śmierci razem z tymi, po których nurkował w jej mrok.

Nasz chrzest to celebracja zanurzenia w miłość Pana, a wchodzenie wiarą w to zanurzenie jest kąpielą w osobowym Tchnieniu miłości, w Duchu Świętym. Zarazem chrzest stanowi mistyczną śmierć i zmartwychwstanie, duchową Paschę. Przyjęcie autentycznego życia to rozstanie się z życiem pozornym, z duchowym letargiem, wewnętrzną martwotą. Kto się rodzi dla Ziemi Obiecanej, ten umiera dla domu niewoli. Niewolnik we mnie został uśmiercony, jestem wskrzeszony do bycia dzieckiem Boga.

Dzięki chrztowi i wierze, dzięki przyswajaniu przez wiarę łaski chrztu, możemy żyć w nowy sposób. To nie jest tak, że Bóg nas zobowiązał i musimy coś robić, a czegoś unikać. Dekalog zaczyna się słowami: „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej” (Wj 20, 2), bo wszystkie reguły życia ludzi wolnych wynikają z faktu oswobodzenia. Nie musimy ulegać temu, co nas degraduje, bo jesteśmy prowadzeni przez Wyzwoliciela. Nie zniewala nas prawo, tylko inspiruje miłość, a unikanie grzechów jest duchową higieną. Już nie podlegamy bożkom pożądań, uczymy się życia od Ojca, którego Słowo i Duch w nas mieszkają.

Ósmy psalm responsoryjny: Ps 118 (117), 1-2.16-17.22-23

 

            Życzliwość Boga, afirmacja i oddanie z Jego strony, Jego łaska dla mnie, trwa od wieków i na wieki. Nie ma początku ani końca. Tylko, że grzesząc, tego nie widziałem, ignorowałem to. Obudzony z obłędu, pokonany łaską Chrystusa – ja, serdecznie przytulony buntownik, któremu Pan odpłacił dobrem za zło – mogę śpiewać na cześć Tego, kto mnie zdobył, a tym samym wyzwolił. Chrystus zwyciężył moją wrogość wobec życia (por. Ef 2, 16), moją śmierć, w którą wszedł aż do dna. Miłość, którą podeptałem, stała się tratwą mego zbawienia, odtrącony przeze mnie Jezus scala mi życie jak węgielny kamień mury domostwa. Jestem pokonany, więc wygrałem. To cud nad cudami.

Ewangelia: Łk 24, 1-12

 

            Ewangeliczne przekazy o zmartwychwstaniu Jezusa rozczarowują, jeśli szukamy mocnych wrażeń. Przede wszystkim brak tu opisu samego powstania z grobu, nie ma epatowania cudownością, relacje o zdarzeniach są lakoniczne, a całą narrację spowija mgiełka niedopowiedzeń. Ta powściągliwość opowieści (przy całej subtelności jej teologicznej kompozycji) wskazuje na rzetelność „naocznych świadków i sług Słowa” (por. Łk 1, 2). Ewangelia nie zdradza cech legendy, mitu, ideologicznej propagandy. Jest dzieleniem się przez pierwsze pokolenie uczniów Jezusa mozaiką wspomnień przesyconych prorockim natchnieniem, splotem zadziwień i olśnień, doświadczeniem dotknięcia Tajemnicy.

Oszczędność literackich środków wyrazu odzwierciedla dyskrecję Boga, objawiającego swój triumf. Zmartwychwstanie rozpoczyna ostateczny Dzień Pański (por. Dz 2, 19-20), ale na razie wciąż trwa poranek. Słońce dopiero wstaje nad horyzontem, Chrystus ledwie wychylił się z chwały, w którą wkroczył z duszą i ciałem. W porannej mgiełce rozświetlonej zorzą śpiewają ptaki, w półmroku grobu bieleją tuniki aniołów. Kobiety, niezbyt cenione jako świadkowie, próbują ewangelizować Jedenastu. Piotr zamyślony odwraca się od całunu, leżącego płasko na skalnej ławie…

Samego Pana jeszcze nie widać. Niech lektura otworzy nas na Jego obecność, niech się z Nim spotkamy w liturgicznej wspólnocie, w Chlebie i Winie, w wieczerniku serca, w bliźnich potrzebujących pomocy i pociechy, w poetyckiej prozie codzienności, w katakumbach trudnych chwil. Odetchnijmy świeżością poranka. Chrystus zmartwychwstał!

Komentarze do czytań - V tydzień Wielkiego Postu | od 7 do 13 kwietnia 2019 r. - ks. Tadeusz Siewko
Komentarze do czytań - I tydzień wielkanocny | od 21 do 27 kwietnia 2019 r. - ks. Błażej Węgrzyn