Komentarze do czytańV Tydzień Zwykły

(08 – 14 lutego 2015 r.)

Niedziela, 08.02.2015 r.

 

Pierwsze czytanie: Hi 7, 1-4.6-7

Hiob cierpi i pod wpływem tego doświadczenia,  porównuje swoje życia do bytu najemnika i sługi. Swój los postrzega jako pełen udręki i bezsilnego oczekiwania. Cierpienie duchowe wyraża się również w dotykającym Hioba niepokoju, który go „syci”, wypełnia od wieczora do świtu. Jednak, pomimo tych okoliczności, Hiob pokornie, z cierpliwością przyjmuje ten los, nie bluźni, nikogo nie obwinia. Wyrywa mu się jedynie tak zrozumiałe w jego sytuacji pytanie – „Kiedyż zaświta i wstanę?”, jakby pytał – „Kiedyż cierpienie to minie?”.

Należy przy tym pamiętać, że Hiob nie zna idei zmartwychwstania i ewentualnego oczekiwania nagrody po śmierci. Posiada zarazem poczucie szybko upływającego czasu, który nieodwracalnie ucieka – „Dni moje lecą, jak tkackie czółenko…”. Ale nawet w takiej perspektywie, w sytuacji poczucia braku nadziei – zarówno ludzkiej, jak i eschatologicznej – Hiob pozostaje wierny Bogu.

To szczególna postawa jedności z Panem Bogiem, zasługuje na wyróżnienie. Świadczy o wielkiej dojrzałości i doskonałej duchowości Hioba, ponieważ przeżywane bolesne cierpienie i brak nadziei nie potrafiły go złamać i zwrócić przeciwko Panu Bogu.

A jak jest ze mną? Czy nieraz różne trudne doświadczenia – nawet te wielokrotnie mniej dotkliwe – nie prowadzą mnie w postawę buntu, odrzucenia swego krzyża, wybiórczego stosowania przykazań – zwłaszcza tych mówiących o miłości Boga i człowieka?

 

Psalm responsoryjny: Ps 147A, 1-2.3-4.5-6

            Jak dobrze jest móc podziękować Panu Bogu w cichutkiej pieśni, szeptanej modlitwie za to, że nas stworzył. Podobnie jak zna wszystkie gwiazdy na niebie, tak rozpoznaje każdego człowieka na ziemi. Jest przy nas, opiekuje się nami, wspiera, zwłaszcza w najtrudniejszych chwilach, wskazuje właściwą drogę. Tylko my nie zawsze chcemy słuchać, nie zawsze rozpoznajemy wolę Bożą. Uważamy, że sami sobie poradzimy. A przecież bez Pana Boga i bezgranicznego zaufania do Niego nie osiągniemy niczego, co dla nas zaplanował. Jak dobrze jest w chwili skupienia przypomnieć sobie i docenić to, że Bóg jest potężny, mądry, dobry, sprawiedliwy, miłosierny i kocha nas.

 

 

Drugie czytanie:  1 Kor 9, 16-19.22-23

            Święty Paweł podejmuje osobisty temat, jakim jest odpowiedzialność za głoszenie Ewangelii. Został wyznaczony do służby apostolskiej i ma świadomość, jak ważne i trudne jest to zadanie. Będąc powołanym, nie może zrezygnować z tej misji, nie może oczekiwać, a tym bardziej żądać wynagrodzenia. Przebywa w najrozmaitszych środowiskach i kontaktuje się z różnymi  ludźmi. Jego życie ma wiele ograniczeń. Rezygnuje ze swojej wolności w imię głoszenia prawdy, aby pozyskać jak największą rzeszę wiernych i chociaż niektórych z nich ocalić od potępienia.

            Dzisiaj cały świat potrzebuje ewangelizacji. Misja, która dawno temu została powierzona  Kościołowi,  trwa nadal. Jeśli uważamy, że w naszym środowisku istnieje potrzeba przybliżenia lub przypomnienia życia i nauki Jezusa Chrystusa,  a nie wątpię, że tak jest, włączmy się w działalność propagowania Dobrej Nowiny. Zacznijmy od siebie w myśl hasła na nowy rok duszpasterski: ”Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Nie zapominajmy jednak o ścisłej współpracy z Duchem Świętym, o ciągłym rozwoju własnej duchowości i odpowiedzialności za każde wypowiedziane słowo.

 

Ewangelia: Mk 1, 29-39

            Codzienne życie Jezusa było bardzo aktywne. Uzdrawiał, wypędzał złe duchy, nauczał i zawsze miał czas na modlitwę. Pomógł wielu ludziom powrócić do zdrowia. Wielu, ale nie wszystkim. Bowiem do uzdrowienia potrzebna jest wiara, a nie wszyscy ją mieli. Wypędził także wiele złych duchów. Nasuwa się polskie przysłowie: „w zdrowym ciele, zdrowy duch”, ale sparafrazowane – jeśli nie będziesz miał zdrowego ducha, twoje ciało nigdy nie wyzdrowieje. Leczenie musimy rozpocząć od wewnątrz. Od zweryfikowania naszego stanu duszy, od  rozpoznania głębi naszej wiary, od zanalizowania naszego postępowania i sprawdzenia wrażliwości sumienia. Tylko wewnętrzna przemiana spowoduje zbliżenie się do Boga i nasze uzdrowienie.

 

Poniedziałek, 09.02.2015 r.

 

Pierwsze czytanie: Rdz 1, 1-19

             Pierwsze zdanie Biblii brzmi: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Nasz Pan jest wielkim i niezwykłym Stwórcą! Każdy z nas, gdy cokolwiek tworzył, wie, że nie jest to łatwe zadanie. A tym bardziej w sytuacji, gdy „ziemia była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód”. Taki świat zdaje się budzić przerażenie, ale pojawia się nadzieja, bo dalej czytamy: „Duch Boży unosił się nad wodami”. Czyli jest jednak Ktoś, Kto czuwa nad chaosem.

Z tej ziemi będącej „bezładem i pustkowiem” Bóg tworzył świat uporządkowany, w którym wszystko miało swoje miejsce, swój czas i swoją nazwę. Oddzielił światłość od ciemności i nazwał dniem i nocą. Oddzielił jedne wody od drugich, stworzył niebo, ziemię i morza. Wszystko, co czynił, było dobre. Sprawił, że ziemia wydała rośliny zielone, trawy dające nasiona, drzewa rodzące owoce. Na niebie pojawiło się słońce, księżyc i gwiazdy, a każdemu z ciał niebieskich wyznaczył inne role. A wszystkie one idealnie się przenikają i uzupełniają. Bóg ustanowił we wszechświecie podstawowy i doskonały porządek, który nas ciągle zachwyca.

Według Księgi Rodzaju Bóg uczynił to w ciągu czterech dni. Ten czas jest oczywiście umowny. Ale warto się zastanowić, ile ja – po sześćdziesięciu czy czterdziestu czy dwudziestu latach życia – wprowadziłem do swojego serca i do swojego otoczenia: harmonii, ładu, cudowności, dobra…

 

Psalm responsoryjny: Ps 104, 1-2a.5-6.10 i 12.24 i 35c

            W tym psalmie zatytułowanym ”Stworzenie wielbi Boga” autor woła: „Błogosław, duszo moja, Pana!” i ja wołam razem z nim. Dalej wyznaje, że Bóg jest „bardzo wielki, odziany we wspaniałość i majestat”. Bo przecież jest Stwórcą, który umocnił „ziemię w jej podstawach” tak, że „ na wieki wieków się nie zachwieje”. Oprócz tego „jak szatą okrył ją Wielką Otchłanią, stanęły wody ponad górami”. Te słowa nawiązują do Ks. Rodzaju, do stworzenia świata przez Boga. Są hymnem, uwielbieniem Boga jako doskonałego Stwórcy. Czytamy dalej: „Ty zdroje kierujesz do strumieni, co pośród gór się sączą”. Te słowa budzą podziw dla dzieła stworzenia. Potwierdzają je też słowa wersetu 12: „nad nimi mieszka ptactwo powietrzne, spomiędzy gałęzi głos swój wydaje”. I dalej też podziw i uznanie: „Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! Ty wszystko mądrze uczyniłeś: ziemia jest pełna Twych stworzeń”. Stąd cały psalm kończy się słowami uwielbienia przytoczonymi na początku: „Błogosław, duszo moja, Pana!”, które jak klamra spinają całość, kończąc radosnym: „Alleluja”.

 

Ewangelia: Mk 6, 53-56

            Ta perykopa została zatytułowana „Uzdrowienia w Genezaret”. To tam przypłynął Jezus z Uczniami. Natychmiast został rozpoznany i okoliczni mieszkańcy znosili na noszach chorych, „kładli na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć”. I działy się cuda, bo „wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie”. Dzisiaj ludzie też pewnie oczekiwaliby takich cudów, aby uwierzyć i nie wątpić. O ile trudniej jest zaufać Jezusowi, powierzać mu swoje sprawy, a nie tylko czekać na cud.

 

 

Wtorek, 10.02.2015 r.

 

Pierwsze czytanie: Rdz 1, 20-2, 4a

            Dnia piątego  Bóg stworzył istoty żyjące w wodach. Ustanowił prawa, jakimi kierują się w swojej egzystencji. Określił prawa ich rozwoju i wzajemne zależności. Te prawa dzisiaj odkrywamy i stajemy w niemym zachwycie nad mądrością Boga. Zwierzęta morskie żyją w sposób i w miejscach, w których nie przypuszczalibyśmy istnienia życia. Ptactwo w swej ogromnej rozmaitości budzi podziw swym dostosowaniem do warunków i zmian klimatu. Patrząc na to, pochylamy głowę przed Bożą pomysłowością.

            Dnia szóstego Bóg stworzył mnogość zwierząt żyjących na ziemi. Następnie stworzył na obraz i podobieństwo swoje człowieka – stworzył go mężczyzną i kobietą, ustalając porządek w rodzaju ludzkim.

            Dnia siódmego Bóg odpoczął po trudzie stworzenia. Odpoczynek Boga uświęca nasz odpoczynek. Pokazuje świętość siódmego dnia tygodnia, konieczność świętowania tego dnia. Wiemy, że dobry wypoczynek sprzyja efektywnemu i sprawnemu działaniu w ciągu tygodnia. Aby tak było, świętować należy siódmy dzień z Bogiem.

            Podział dzieła stworzenia na etapy wskazuje, że akt ten miał swój cel i był przeprowadzony w sposób mądry. Prawa rządzące światem ożywionym i nieożywionym, które ciągle odkrywamy, pokazują, że u początku stworzenia sformułowano reguły jego funkcjonowania, które pozwalają mu trwać w jego nieustannej zmienności.

Obyśmy te Boże reguły zapisane w nas samych umieli także odczytywać w odniesieniu do siebie, swojego życia, powołania…

 

Psalm responsoryjny: Ps 8, 4-5.6-7.8-9

            Kiedy patrzymy na miejsce człowieka w świecie, zdumiewające jest znaczenie, jakie Bóg nadał rodzajowi ludzkiemu. Jest to rola dominująca. Bóg postawił człowieka na czele całego stworzenia. Wszechświat stworzony ręką Boga na przestrzeni ogromnego czasu jest jakby ukierunkowany na moment, w którym miał pojawić się człowiek. Wszystko jest temu podporządkowane. Sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do powstania życia na planecie Ziemi i w konsekwencji pojawienia się człowieka, wskazuje na boską interwencję. Ważne jest nie tylko powołanie życia, ale także zapewnienie jego trwania w całej rozmaitości.

            Człowiek – najdoskonalsze z boskich stworzeń – urządza ten świat po swojemu. Rozum, w który wyposażył go Bóg, pozwala mu to czynić w sposób coraz lepszy. Zdolności, które możemy zaobserwować w rodzaju ludzkim, dowodzą szczególnej roli, jaką Bóg wyznaczył człowiekowi we wszechświecie, ale nade wszystko miłości Boga do człowieka.

 

Ewangelia: Mk 7, 1-13

            Dzisiejszy fragment Ewangelii pokazuje, jakie powinno być podejście do wszelkiej tradycji. Naród Wybrany z trzymania się postępowania zgodnego z tradycją uczynił naczelną zasadę w wielu sytuacjach życiowych. Można powiedzieć, że całe życie Izraelity było regulowane przez szczegółowe przepisy, celem zachowania czystości. Postępowanie to z czasem przybrało formę rytualnych czynności, które nie miały głębszego znaczenia. W rzeczywistości były pustymi gestami, których przestrzeganie pozwalało jednak Izraelitom czuć się kimś lepszym od innych narodów. Zatracili ducha przykazań, które leżały u podstaw ich zwyczajów. Z czasem tradycja obrosła postępowaniem wymyślonym przez ludzi, które nie miało głębszego uzasadnienia religijnego. Można powiedzieć, że skupili się na tradycji, zapominając o Bogu. Niejako zastąpili religię obyczajami.

            W tę sytuację wchodzi Chrystus i przypomina, że o tym zgubnym stanie mówił już prorok Izajasz, że w relacjach ze światem i ludźmi nie należy zapominać o Bogu. Ustalenie właściwej postawy względem świata powinno być pochodną relacji człowieka z Bogiem. Jeśli Bóg jest na należnym mu miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. Wiara pozwala zachować właściwe relacje ze światem i ludźmi, zachować ostrość osądu moralnego. Wszelka tradycja ma sens tylko wtedy, gdy nie stoi w sprzeczności z zasadami wiary, ale z nich wynika.

 

Środa, 11.02.2015 r.

 

Pierwsze czytanie: Rdz 2, 4b-9. 15-17

            Ta perykopa nosi tytuł: „Drugi opis stworzenia człowieka”. Ale nim dojdzie do tego aktu stwórczego, poprzedza go przedstawienie efektów dotychczasowego dzieła stworzenia. Otóż – była już ziemia i niebo, ale nic na tej ziemi nie rosło, bo Bóg nie zesłał deszczu na ziemię i „nie było jeszcze człowieka, który by uprawiał ziemię” i nawadniał ją. Zapewne (po ludzku sądząc) Stwórca czuł się bardzo zmęczony tym, co zdziałał, bo przecież siódmy dzień ustanowił dniem świętym i przeznaczył go na odpoczynek.

I wtedy właśnie pojawia się tytułowy drugi opis stworzenia człowieka – jest to dzień szósty stworzenia. Bóg ulepił go „z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza  tchnienie życia”. W dodatku Bóg stworzył go na swój obraz i podobieństwo. I to był prawdziwy cud życia.

Nasuwa się pytanie o cel stworzenia człowieka. Miał on uprawiać i doglądać ogrodu Eden, który specjalnie dla niego Bóg zasadził. Oprócz tego miał w imieniu Stwórcy sprawować władzę nad resztą stworzenia. Te zadania ściśle wiążą się z odpowiedzialnością człowieka. Oddając we władanie ludzi ogród Eden, Bóg postawił jeden warunek – nie mogą oni zrywać owoców „z drzewa poznania dobra i zła”, bo gdyby to uczynili, czeka ich śmierć. I znowu odpowiedzialność. Bóg zaufał Adamowi i Ewie.

Bóg ufa też tobie, oddaje w twoje ręce cały świat, oddaje samego siebie…

 

Psalm responsoryjny: Ps 104, 1-2a. 27-28. 29bc-30

             Psalm „Stworzenie wielbi Boga” zaczyna się od pełnego zachwytu wołania: „Błogosław, duszo moja, Pana! O Boże mój, Panie, jesteś bardzo wielki! Odziany we wspaniałość i majestat…”.

Kolejne wersety mówią o tym, że całe dzieło stworzenia zależy od Stwórcy, to Bóg wszystko może, On „stwarza je, gdy śle swego Ducha i odnawia oblicze ziemi”. Ale czyni to nie według naszych planów i oczekiwań, ale po swojemu – bo „niezbadane są wyroki Boskie”.

 

Ewangelia: Mk 7, 14-23

             W tej perykopie św. Marek opisał istotę prawdziwej nieczystości. Chrystus wyjaśnia słuchającym Go, że „nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym, lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym”. Okazało się jednak, że nawet uczniowie nie zrozumieli, co mówił Jezus, bo pytali Go o to stwierdzenie. Wtedy Jezus wyjaśnił im, że „nic  z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Dalej doprecyzował źródło słabości i grzechu w człowieku – „z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota”. A przecież Bóg stwarzając człowieka, uczynił go na swój obraz i podobieństwo. Tym czasem zło coraz więcej się panoszy, przyciąga do siebie, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Co więc się stało z człowiekiem? Kiedy zawiódł swego Stwórcę?

Prowadzi to do tego, że gdyby dzisiaj Jezus zjawił się wśród nas, to pewnie wielu z nas (może ja też) by Go nie dostrzegło, mając tak „nieczyste serca”,  nie zwróciłoby na niego uwagi.

 

Czwartek, 12.02.2015 r.

 

Pierwsze czytanie:  Rdz 2, 18-25

To, jak wspaniała jest Boża miłość, możesz dostrzec codziennie. Przechodzisz koło niej, trwasz przy niej, doświadczasz jej: w osobie współmałżonka, dziecka, szefa, przypadkowej osoby na ulicy… w sobie samym także.

Czy widzisz, co dał ci Bóg? Ulepił cię swoimi palcami. Powstałeś z miłości, więc jesteś piękny. Dostałeś wspaniałe, niepowtarzalne ciało, które zobowiązany jesteś szanować. Dlaczego więc dręczą cię kompleksy, skąd ta chandra?

Codziennie spotykasz innych ludzi –  wśród miliardów istnień nie ma dwóch takich samych osób. Człowieku, czy mieści ci się to w głowie? Dostałeś współtowarzyszy twej wędrówki po Ziemi. Czy nie wzrusza cię to? Zauważasz w tym Boga? Dziękujesz Mu za to?

Wyobraź sobie, że zostajesz sam na świecie. Byłbyś szczęśliwy? Co byś robił? Tak naprawdę jesteśmy jeden dla drugiego. Zapominasz o tym, prawda? A Bóg? To on dostrzegł samotność Adama. Nie chciał, żeby człowiek był sam. Nie jesteśmy więc sami. Mijamy codziennie tylu ludzi. Ilu z nich mogłoby zostać naszymi przyjaciółmi? Nie masz odwagi, by się do kogoś uśmiechnąć bez powodu, prawda? A potem, co? Samotność, depresja, egoizm… Potrzebujesz kogoś obok. Czujesz chęć dzielenia się swoimi problemami, radościami…

Nie możesz tak dłużej żyć! Dlaczego? Bo nie do tego zostałeś stworzony! Nie można żyć wbrew naturze. Bóg jest miłością. Stworzył Cię z miłości i miłością obdarzył. Czy właśnie nie po to żyjesz, by tę miłość komuś dać?!

 

Psalm responsoryjny: Ps 128, 1-2. 3.4-5

            Piękny Psalm 128 ukazuje prawdę o życiu człowieka pobożnego. Udowadnia, że kiedy w sercu mamy Boga, to wszystko jest na swoim miejscu. Kto nie ufa Panu, nie zna pojęcia całkowitego szczęścia, płynącego z Jego bezinteresownej miłości – wtedy frustrują go niepowodzenia, porażki, nieszczęścia, brak luksusów. Tymczasem dobrobyt można osiągnąć na prostej drodze – poprzez wejście w głęboką relację z Jezusem, bo On sam wystarczy. Uczmy się codziennie przezwyciężania lenistwa  duchowego i powtarzajmy Mu z czystym sercem: „Jezu ufam Tobie”, a tym sposobem nasze serce znajdzie ukojenie i odkryje bogactwo, które wypływa ze świętych ran naszego Zbawiciela: niekończące się miłosierdzie.

 

Ewangelia: Mk 7, 24-30

            Wzorów pokory w Piśmie Świętym jest bardzo wiele. Pokorną postawę ukazuje nam dziś Greczynka, rzucająca się do stóp Zbawiciela i prosząca o uzdrowienie córki. Kobieta ta, ze skruszonym sercem wyraża swoje ciche błaganie, cały czas zdając sobie sprawę z małości, jaką reprezentuje. Wie, że nie jest godna wielkiej łaski i zwraca się do Jezusa pełna nadziei, z uniżeniem przyznając, że jest jak szczenię, niewarte uwagi, a co dopiero ofiarowania mu chleba. Skromność tej kobiety powoduje, że Jezus czyni dla niej cud – karmi chlebem.

Jako współcześni ludzie czujemy się nieraz bardzo zagubieni i potrzebujemy wielu łask, o które nie omieszkamy błagać Boga. Jak jednak wygląda nasza modlitwa? Czy nie wpuszczamy do swojego serca pychy, nie stawiamy Bogu ultimatum: „Jeśli tego nie uczynisz, to przestanę w Ciebie wierzyć/chodzić do kościoła…”? Czy nie oczekujemy wysłuchania modlitwy natychmiast i nie liczy się dla nas, czy nasza wola jest zgodna z planem Bożym dla nas przeznaczonym?

Panie Jezu, wiemy, że jesteś szafarzem łask i pragniesz ofiarować nam bardzo wiele. Błagamy, naucz nas prosić o łaski z sercem pokornym, jak serce kobiety z dzisiejszej Ewangelii i nie pozwól, abyśmy zapominali o przepraszaniu za nasze rozliczne winy oraz dziękowaniu za to, co już otrzymaliśmy z Twego hojnego serca.

 

Piątek, 13.02.2015 r.

 

Pierwsze czytanie: Rdz 3, 1-8

            Wydaje się, że kluczowe w mojej relacji z Bogiem jest to, by uwierzyć, że On mnie kocha. Z braku uwewnętrznienia we mnie tej prawdy wynikają: moja duchowa oziębłość, wiele moich upadków, odejść od Niego, poczucie zagubienia, tego że zostałem zraniony, ale też i krzywdy wyrządzone przeze mnie innym…

            Tak trudno uwierzyć, że Boże nakazy i zakazy wypływają nie z czego innego, jak z Bożej miłości do mnie; że Bóg zna mnie lepiej niż ja sam siebie i dlatego wskazuje mi drogę przykazań, którą mam kroczyć; że On patrzy z większej perspektywy i widzi wyraźniej sens moich cierpień, wyrzeczeń i trudów. Podobnie było w raju. Bóg nie po to zakazał Adamowi i Ewie spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła, by pozbawić ich jakiegoś szczęścia czy zrobić im na złość, ale dlatego, że brał pod uwagę ich kondycję, ten fakt, że są stworzeniami, tylko stworzeniami…

Czy i jak przyjmuję prawdę o sobie? Czy akceptuję moją niedoskonałość, ograniczoność? Czy pewne braki albo udręki mojej egzystencji odbieram jako błogosławieństwo, choć teraz tego zupełnie nie rozumiem? A może trudno mi się pogodzić z tym, że nie jestem Stwórcą, lecz stworzeniem i próbuję stawiać siebie w miejsce Boga? Może udaje się szatanowi przekonać mnie, że Bóg chciałby ze mnie zrobić niewolnika i nie chce mej wolności, niezależności. Może kwestionuję dobrą wolę Boga i to, że pragnie wyłącznie mojego szczęścia.

Czy ufam Jego drodze, Jego planowi względem mnie, czy naprawdę wierzę, że mnie kocha? Czy naprawdę?

 

Psalm responsoryjny: Ps 32, 1-2. 5. 6. 7

            Psalm 32 zalicza się do psalmów pokutnych i mowa w nim głównie o przywróceniu, dzięki łaskawości Bożej, zerwanego związku człowieka z Bogiem. Przy czym człowiek jest tu przedstawiony jako jedność cielesnoduchowa (co typowe dla Starego Testamentu). Echa tego psalmu odnajdziemy zarówno u św. Pawła, który głosi, że odpuszczenie grzechów było wolnym czynem łaski Bożej, a nie dziełem człowieka, jak i u św. Jana, który w 1 Liście pisze: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości”. Zatem póki będziemy się oszukiwać, póki będziemy bagatelizować nasze postępowanie, póki nie nazwiemy naszych grzechów po imieniu, póki pokornie nie staniemy w modlitwie przed Chrystusem – póty będziemy sami się pogrążać w ciemności. A jako że człowiek to zarówno duch, jak i ciało – to skutki zatwardziałości serc naszych będą ponosić właśnie i duch, i ciało, jako nierozerwalna całość.

To, co zwraca naszą uwagę w tym Psalmie, to fakt, że nie jest on ogólną refleksją nad grzechem i przebaczeniem, lecz osobistym świadectwem nawróconego człowieka. Mowa w nim m.in. o tym, jak bolesny był stan sumienia autora psalmu, kiedy „milczał”, bo wiele zawinił i nie miał odwagi wyznać Bogu swych grzechów. Doznawał wówczas straszliwej wewnętrznej udręki, którą opisuje w przejmujących słowach. Ale wreszcie grzesznik postanowił wyznać swą winę Panu. A ponieważ są to słowa, które płyną z głębi sumienia grzesznika, Bóg odpowiada na nie natychmiast wspaniałomyślnym przebaczeniem. Tak więc przed „każdym wiernym, gdy znajdzie się w potrzebie”, który okazał skruchę i otrzymał przebaczenie, otwiera się wizja bezpieczeństwa, ufności i pokoju, wizja zakotwienia w miłosiernej Miłości.

Pamiętaj, że jakiekolwiek twoje grzechy nigdy nie przewyższą wielkością Bożego miłosierdzia, a wielkość twoich ran nigdy nie przewyższy głębi Bożej miłości ukrytej w Jego sercu otwartym dla nas na krzyżu.

 

Ewangelia: Mk 7, 31-37

            W dzisiejszej Ewangelii pomocy potrzebuje człowiek, który nie słyszy i ma trudności z mową. Ale uzdrowienia mogą potrzebować także i ci, którzy nie doświadczyli tych braków, którzy mówią i słuchają bez problemu, często jednak grzesząc. Ileż to razy wypowiadamy bowiem naszym językiem kłamstwa albo ranimy bliźnich? Ile razy chętnie słuchamy oszczerczych słów, plotek i obmów, nie sprzeciwiając się im? Czy zatem i ty nie potrzebujesz, by Chrystus cię uzdrowił z twojego niewłaściwego i grzesznego sposobu mówienia i słuchania?

Ważne wydaje się być tu także wezwanie: „Effatha” – „Otwórz się”. Otwórz się na prawdę, że to Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym; otwórz się, aby w Nim szukać zbawienia, a nie tylko pomocy w zaspokajaniu swoich potrzeb. Nie tylko słuchaj, ale usłysz swego Pana. Nie bądź już dłużej zamknięty na Słowo Boże, na Ewangelię Życia. Bóg pragnie dzisiaj otworzyć twoje serce i duszę, oczy i uszy na swoją miłość, na Słowo, które płynie z wnętrza tej miłości.

 

Sobota, 14.02.2015 r.

Wspomnienie Świętych Cyryla, mnicha i Metodego, biskupa-patronów Europy

 

Pierwsze czytanie: Dz 13, 46-49

            Paweł i Barnaba z dzisiejszego czytania z Dziejów Apostolskich po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Pana Jezusa stali się głosicielami Dobrej Nowiny o zbawieniu. Kto ze współczesnych kontynuuje ich misję? Bez wątpienia kontynuatorami ich dzieła są rzesze duchownych i świeckich misjonarzy, głoszących Ewangelię aż po krańce ziemi. A my? Jezus zostawił nam nakaz: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody”. Jak my, ludzie świeccy, dziś spełniamy to polecenie Jezusa? Czy uważamy, że jest to tylko obowiązek osób duchownych? Fascynujące w dzisiejszej perykopie biblijnej jest to, że Paweł i Barnaba, co mieli do powiedzenia, mówili z mocą i odważnie. A odwaga w mówieniu o Jezusie Chrystusie i przyznawanie się do wiary są dziś szczególnie w cenie. My również ich potrzebujemy…

Warto przy tym czytaniu poczynić jeszcze jedną refleksję – Europa spoganiała i pilnie wymaga reewangelizacji. Ale czy jej pragnie? „Co się z tobą stało, Francjo, najstarsza córo Kościoła?” – pytał Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki do tego kraju. Chrześcijańska Europa w dużej mierze zdradziła Chrystusa i Jego Kościół, odrzuciła Ewangelię. Czy jedyną nadzieją dla Europy jest jej reewangelizacja przez misjonarzy z tak dziś żywotnych religijnie kontynentów jak Afryka i Azja? A przecież z drugiej strony tylu europejskich duchownych i świeckich misjonarzy owocnie pracuje na innych lądach…

Pamiętajmy w dzisiejsze wspomnienie Świętych Cyryla i Metodego o tych wszystkich sprawach i polecajmy Bogu trud misjonarzy.

 

Psalm responsoryjny: Ps 117, 1-2

            Dzisiejszy Psalm jest krótki, ale jakże bogaty w treść! Zwracają uwagę zwroty: „wszystkie narody”, „wszystkie ludy”. Tak właśnie, bo psalmista wyraża pragnienie Boga, aby chwalił Go i wysławiał każdy bez wyjątku człowiek. A dlaczego wszyscy mają uwielbiać Boga? Bo On jest dla nas łaskawy, a Jego wierność trwa na zawsze.

Czy my, ludzie XXI wieku, wierzymy w to, że Bóg istnieje realnie, kocha nas bezinteresownie, pragnie naszego szczęścia, jesteśmy w Jego dobrych rękach? A przecież tak właśnie jest! Jednak On nie narzuca się, lecz cierpliwie czeka na nasze: „tak, pozwalam Ci się kochać”.

A co dla nas znaczy trwająca na wieki, czyli na zawsze, wierność Boga? Czy my, mieniący się ludźmi wierzącymi, mamy świadomość, że Bóg – co zaplanował, to spełni? Bo On nie rzuca słów na wiatr, jak to nam się często zdarza.

 

Ewangelia: Łk 10, 1-9

            Wszystkie przypadające na dziś czytania łączy wspólna nić – troska Jezusa o niesienie Dobrej Nowiny o zbawieniu wszystkim ludom i narodom, bo „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało…”.

Nie bez powodu czytania te przypadają w dniu, w którym czcimy świętych misjonarzy Cyryla i Metodego, patronów Europy. To oni ruszyli dziewięć wieków po Chrystusie z misją ewangelizacyjną do pogańskich ludów słowiańskich, aby zanieść im światło Chrystusa. Jezus w Ewangelii mówi: „Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki”, czego na własnej skórze doświadczyli ci dwaj święci mężowie, działając w bardzo trudnej sytuacji napięć między chrześcijaństwem wschodnim i zachodnim.

Jakie wnioski dla siebie możemy wyciągnąć z dzisiejszej Liturgii Słowa? Otóż takie, że jako ludzie wierzący i my jesteśmy odpowiedzialni za rozrost królestwa Bożego po całej ziemi. Na misje jadą wybrani, ale modlić się za misjonarzy i o powołania misyjne może każdy.

 

„Krąg Biblijny z parafii pw. Krzyża Świętego i Św. Mikołaja w Biezdrowie – archidiecezja poznańska”

Komentarze do czytań IV Tydzień Zwykły (1-7 lutego 2015 r.) - Ks. prof. Janusz Kręcidło MS
Komentarze do czytań VI Tydzień Zwykły (15-21 lutego 2015) - Anna i Tomasz Twardziłowscy