Niedziela, 17.03.2019 r.

Pierwsze czytanie: Rdz 15, 5-12. 17-18

            Zapewne wiele razy zdarzyło nam się patrzeć w niebo w poszukiwaniu gwiazd. To one rozświetlają ciemną noc, sprzyjając wyciszeniu i kontemplacji, a niekiedy tworząc romantyczny nastrój. Ale czy kiedykolwiek udało nam się policzyć, ile dokładnie ich jest? Doliczymy się zaledwie kilku i natychmiast dostrzegamy następne. Do tego jeszcze te – „spadające”, które pojawiają się i znikają. Czy Abrahamowi udało się policzyć je wszystkie? Nie, nawet nie próbował. Abraham UWIERZYŁ w słowa Pana. Jego wiara objawiła się w konkretnym działaniu. Uwierzył, że prowadził go Bóg, który był obecny wszędzie tam, gdzie pozwolił Bogu wejść, ponieważ był otwarty na Jego działanie i gotowy do przyjęcia tego, co Pan chciał mu dać. Gdyby nie jego postawa, Bóg nie mógłby do niego dotrzeć i czynić cudów.

            Może dlatego, że nie mamy takiej wiary, ciężko jest nam dostrzec cuda, jakie dzieją się w naszym życiu. Pragniemy wielkich doznań, chcemy, aby każdy cud był czymś zauważalnym, aby sam Bóg stanął przed nami i zmienił wszystko o 180 stopni. Trudniej jest nam dostrzec Bożą obecność w drugim człowieku i w jego działaniu względem nas.

            Zastanówmy się, czy chcemy należeć do potomstwa Abrahama, które, jak gwiazdy na niebie, rozrzucone jest po całym świecie, w poszukiwaniu swojego obiecanego kraju. Wszyscy uczestniczymy w przymierzu, lecz czy jesteśmy mu wierni?

Psalm responsoryjny: Ps 27, 1bcde.7-8.9abc.13-14

            Czy odczuliśmy kiedyś lęk przed opuszczeniem? Czy znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy wołając o pomoc, nikt nas nie słyszał? Nasze prośby stają się wówczas krzykliwym błaganiem. Szukamy drogi, jakiegoś drogowskazu, by wyjść z opresji. Zapewne niejeden raz zawiedliśmy się na kimś. Jedni mogą powiedzieć, że nie tylko na człowieku, ale i na samym Bogu. Może to być spowodowane brakiem otwartości na Jego pomoc. Ale nigdy nie możemy powiedzieć, że On nas opuścił. „Pan Bóg jest światłością i zbawieniem; obrońcą życia mego”. Mogę Mu bezwarunkowo zaufać. Mam wolną wolę i mogę Go opuścić, lecz On nigdy nie opuści mnie. Będzie zawsze wyczekiwał mojego powrotu.

Drugie czytanie: Flp 3, 17-4,1

            Wyobraźmy sobie chłopca wpatrzonego w swojego tatę. Chłopiec dąży do tego, by być taki jak on. Ojciec jest dla niego autorytetem, dlatego obserwuje każdy jego ruch, stara się wniknąć w jego sposób myślenia. W życiu każdego z nas jest ktoś, kto jest dla niego wzorem. Czasami są to sławne osoby, postacie historyczne, czasami ksiądz czy przyjaciel. Święty Paweł poucza i przypomina, że dla chrześcijan głównym autorytetem ma stać się Jezus Chrystus oraz ci, którzy idą Jego drogą. Naszym zadaniem jest Go naśladować, dążyć do tego, co duchowe, zapominając o tym, co przyziemne.

Ewangelia: Łk 9, 28b-36

            Zapewne jesteśmy równie zagubieni, jak apostołowie, których Jezus zabiera na Górę, by oderwali się od codzienności i by mogli doświadczyć Jego bóstwa i piękna. W trakcie modlitwy przemienia się tak, że nie mogą Go rozpoznać. Pokazuje nam to moc modlitwy oraz to, w jaki sposób może ona odmienić nasze życie. Apostołowie nie byli gotowi, tak jak Abraham, na to, co przygotował dla nich Bóg – na wezwanie Ojca, by słuchać umiłowanego Syna, ponieważ przyszedł na świat, by uwolnić nas od grzechu.

 

Poniedziałek, 18.03.2019 r.

Pierwsze czytanie: Dn 9, 4b-10

            Jak często nasza modlitwa przypomina modlitwę Daniela? Co wtedy robimy? Czy przyznajemy się do nieposłuszeństwa, do naszych grzechów, które popełniliśmy?

Nasze człowieczeństwo przejawia się tym, że jesteśmy grzeszni i ciągle popełniamy te same błędy, jednak zostaliśmy obdarowani zdolnością do pokory. Kiedy dziecko stłucze wazon, boi się, że rodzic wymierzy mu karę. Wówczas może zachować się w dwojaki sposób: przyznać się do winy, lub obarczyć winą kogoś innego, np. rodzeństwo, albo mamę, twierdząc, że postawiła wazon w takim miejscu, gdzie łatwo można było go stłuc. Będzie to wyrazem braku dojrzałości i odpowiedzialności za wyrządzone szkody.

            Jaki mamy obraz rodzica, skoro boimy się przyznać do winy? Jacy jesteśmy, skoro unikamy odpowiedzialności? Jaki mamy obraz Boga, skoro tak niechętnie przystępujemy do spowiedzi? Wina nie zawsze leży po naszej stronie. Lepszym jednak rozwiązaniem jest przyjęcie odpowiedzialności niż ucieczka przed nią. Nie możemy się bać, zakładając z góry, że jesteśmy skazani na potępienie. Nasz Ojciec – Bóg Miłosierny – jest sprawiedliwy, a my jesteśmy stworzeni na Jego podobieństwo. Już samo zauważenie własnego błędu świadczy o tym, że choć się zagubiliśmy, jesteśmy na drodze powrotu. Powracamy w objęcia Ojca jak syn marnotrawny. Czy jesteśmy gotowi, by poddać się całkowicie sprawiedliwości, której uczy nas Bóg?

Psalm responsoryjny: Ps 79, 5a.8.9.11.13

            Czy potrafimy zapomnieć o wyrządzonych nam krzywdach, czy raczej wypominamy je przy każdej okazji? Kiedy okazujemy skruchę i wyznajemy grzechy, Bóg wypomina nam całe zło, które popełniliśmy, czy może raczej wysłuchuje i przebacza?

„Nie czyń nam Panie, według naszych grzechów”. Nie czyń nam, tato… Nie czyń nam, mamo… Nie czyń mi, mężu czy żono, przyjacielu, bracie, według tego, jak postąpiłem względem ciebie. Ja postaram się nie czynić tobie tego samego. Starajmy się wnikać w położenie drugiej osoby, postawić się na jej miejscu i zrozumieć jej punkt widzenia.

            Zwróćmy dzisiaj uwagę na to, czy nie osądzamy nikogo, nie potępiamy, aby mieć serce szerokie na miarę Serca Jezusowego. Kierujmy się przebaczeniem, abyśmy ostatecznie mogli złączyć się w Bogu.

 

Ewangelia: Łk 6, 36-38

             Jak często chciałbyś, żeby Ci przebaczono i jak często Tobie zdarzyło się naprawdę komuś przebaczyć? Czy potrafisz zauważyć swój błąd i przyznać się do niego na głos? Jezus pragnie, abyśmy kochali jak Ojciec, nawet tych, którzy według nas na to nie zasługują.

Znamy powiedzenie „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Nie możemy osądzać innych, bo sami nie jesteśmy wolni od błędów i win. Bóg jest wobec nas cierpliwy i wyczekujący. Kierujmy się parafrazą przytoczonego powiedzenia: „Czyń drugiemu, co tobie miłe”.

Jeśli będziemy dzielić się sobą z innymi, spotkamy się także z ich miłością. Nie mamy jednak pewności, że obdarzona przez nas osoba, obdarzy nas tym samym. Czy ma to oznaczać, że mamy poprzestać na robieniu tego, co uważamy za miłe? Otóż nie. Kochajmy zawsze, jako pierwsi.

            Może dzięki nam czyjeś serce nawróci się i odpowie kiedyś tak samo – jak nie nam- to komuś innemu. Miłość buduje – nienawiść rujnuje.

Wtorek, 19.03.2019 r.)

Pierwsze czytanie: 2Sm 7, 4-5a.12-14a.16

            Nie zawsze nasze słowa, wypowiedziane przed drugą osobą, mają znaczenie. Można coś powiedzieć, ale niekoniecznie to uczynić. Bóg mówi: „Idź i powiedz”, a sługa to czyni. Słowa Boga są czymś więcej niż tylko obietnicą. Wypełniają się zawsze tam, gdzie jest On obecny. Bóg nie jest nigdy zamknięty w namiocie spotkania czy innym przybytku. Jest obecny tam, gdzie i my jesteśmy. A skoro nas nigdy nie opuszcza, Jego słowo również trwa w świecie rzeczywistym. Złożone przez Niego obietnice wypełnią się, jak nie tu i teraz, to w późniejszym czasie.

Psalm responsoryjny: Ps 89, 2-3.4-5.27.29

            Przedstawiona nam zostaje historia o niezwykłym Bogu, który nie jest królem ani władcą. Staje się dla nas OJCEM. Bierze każdego z osobna za rękę i prowadzi indywidualną drogą. Uczy nas życiowych postaw. Uczy miłości do Niego, przez siebie i do innych ludzi nawet wtedy, kiedy w naszym życiu ponosimy klęski, załamujemy się i myślimy, że cała wiara nie ma sensu. Dzięki Bogu stojącemu zawsze przy nas, akceptujemy Jego wolę i powierzamy się, zapominając o przykrościach.

 

Drugie czytanie: Rz 4, 13.16-18.22

            Powróćmy dziś do czytania z ostatniej niedzieli. Historia Abrahama, mimo że wydarzyła się tysiące lat temu, wciąż jest dla nas żywym wyznaniem wiary. Obietnica została dana Abrahamowi nie przez wypełnianie przez niego Prawa, lecz z powodu jego sprawiedliwości, której źródłem była wiara.

            Uobecnia się ona tu i teraz. Żyjemy, a co najważniejsze – wierzymy. Czy dzisiaj możemy powiedzieć o sobie, że jesteśmy ludźmi sprawiedliwymi? Nie obowiązuje nas Prawo Żydowskie, o którym jest mowa w Piśmie, bo przecież nie jesteśmy narodem żydowskim. Ale jesteśmy włączeni w tę obietnicę właśnie przez WIARĘ. Nawet, jeśli przestaliśmy żyć nadzieją, musimy w nią ponownie uwierzyć, bo dzięki temu będziemy mogli zaliczyć siebie do dzieci Abrahama, który uwierzył wbrew nadziei. Ja – Alicja- będę mogła nazwać siebie sprawiedliwą, podobnie jak i Ty, jeśli będziemy postępować tak, by nikomu nie wyrządzić krzywdy, słuchać słowa Bożego i najważniejsze – wypełniać je.

 

Ewangelia: Mt 1, 16.18-21.24a

            Święty Józef jest postacią do naśladowania nie tylko przez mężów, ale przez każdego człowieka. Kiedy dowiaduje się o sytuacji Maryi, podejmuje szybką decyzję – dla nas niezbyt rozsądną – by oddalić ją potajemnie, aby uchronić od zniesławienia. Jest, bowiem mężem sprawiedliwym. Gdy we śnie przychodzi do niego anioł, Józef o nic nie pyta. Przyjmuje Boży plan, chociaż go nie rozumie. Nie zamyka się w swoim bólu i niepewności. Jest otwarty na głos Boga i Jemu ufa, podobnie jak Maryi.

Czy potrafię zaufać drugiemu człowiekowi tak jak Bogu? Czy wierzę, że Bóg posługuje się mną do realizacji swoich wielkich planów?

            Uczmy się od Józefa przyjmowania wszystkiego w ciszy, miłosierdziu i zaufaniu.

Środa, 20.03.2019 r.

Pierwsze czytanie: Jr 18, 18-20

            Mało kto zachowałby się jak Jeremiasz w podobnej sytuacji. Niegodziwi grożą mu odebraniem życia, a on idzie na spotkanie z Panem, by modlić się za nich; aby przyjąć na siebie ich grzechy, by uchronić ich przed Bożym gniewem. Modli się za swoich oprawców i wrogów.

Niegodziwi uważają się za katów, którzy mają władzę, aby sądzić innych. Nie są w stanie zrozumieć, dlaczego Jeremiasz może ich pouczać. Kto poucza jego? Może i oni spróbują?

Dlaczego ludzie niegodziwi walczą przeciwko prawym? Co takiego im przeszkadza w ich postawie? Przecież ten, kto działa zgodnie z Prawem, nie może być sądzony za coś, czego się nie dopuścił. Może kieruje nimi zazdrość, ponieważ sami nie są tacy, jakimi chcieliby być. Zamiast spojrzeć na siebie i zastanowić się, jak zmienić swoje postępowanie, oceniają Jeremiasza przez pryzmat własnych grzechów. „On nie może być lepszy od nich! Jakim prawem jemu idzie lepiej, a mnie nie?”.

            Ja też jestem w tym gronie niegodziwych, wyśmiewając czyjś wygląd, obgadując, krytykując czy oceniając, zbyt szybko wydając o kimś osąd.

            Zastanówmy się, jak reagujemy, gdy ktoś krytykuje nas. Czy chcemy być ludźmi prawymi? Czy łatwo ulegamy złym wpływom? Za przykładem Jeremiasza, pomódlmy się dzisiaj za tych, z którymi jesteśmy skłóceni, i prośmy Boga, by zachował ich od swego gniewu. Byśmy byli jak najmniej zniekształconym obrazem Boga.

           

Psalm responsoryjny: Ps 31, 5-6.14.15-16

            Dobrze jest usłyszeć w Piśmie Świętym tak ufną modlitwę człowieka w opresji. Orant jest w sytuacji, w której i my możemy aktualnie się znajdować. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w górach i pod naszymi nogami osuwa się nagle grunt. Chwytamy się czegoś, żeby nie spaść w przepaść znajdującą się pod nami. Czy w takim momencie radzimy sobie sami, czy czekamy, aż zabraknie nam sił i osuniemy się w dół, czy może wołamy o pomoc? Czy kiedy potrzebujemy pomocy, jesteśmy w stanie na tyle zaufać komuś, by przyjąć tę pomoc? Bóg daje nam tę pewność, że gdy powierzymy Mu swoje życie, On nas wybawi.

            Bo w Twoim ręku, Panie, są moje losy. I mam tę pewność, że nigdy mnie nie opuścisz.

Ewangelia: Mt 20, 17-28

            Ruszamy w drogę do Jerozolimy, w której zgodnie z zapowiedzią proroków podczas Przemienienia Jezusa na Górze dokona się Jego odejście. To, co zostało wówczas powiedziane, miało się niedługo wypełnić. Jezus tłumaczy apostołom wydarzenia, które staną się Jego udziałem. Uczy nas przez to, że towarzyszenie komuś w drodze, nie jest rzeczą łatwą, zwłaszcza wtedy, gdy tę osobę spotyka odrzucenie i cierpienie. Zmartwychwstanie Chrystusa pokazuje, że każde cierpienie prowadzi nas ku życiu. Musimy jednak  pamiętać, by nie zagłuszyć w sobie natchnień Jezusa, uparcie trzymając się swoich przekonań. Budujmy w sobie gotowość na wszystko, co nas może spotkać. Aby tak się stało, musimy pozbyć się ducha rywalizacji, zazdrości i oburzenia. Uczmy się cieszyć szczęściem innych. Zrezygnujmy ze swojego życia na rzecz drugiej osoby, a uzdrowimy się sami z pychy i nasze serce stanie się pokorne, zdolne do ofiarowywania.

Czwartek, 21.03.2019 r.

Pierwsze czytanie: Jr 17, 5-10

            Względem wczorajszego dnia, przenosimy się o rozdział wcześniej, w którym przedstawione zostają dwie postawy człowieka. Pierwsza pokazuje człowieka skupionego na tym, co jest przyziemne, cielesne, widzialne, przez co nie jest on w stanie dostrzec działania Boga. Odwraca się od Niego i odcina od siebie dopływ szczęścia.

            Druga postawa jest zupełnym przeciwieństwem – człowiek ten patrzy na wszystko, co go otacza i dzieje się w jego życiu, przez „Boskie okulary”, przez duże „B”. Pierwszy – przeklęty, drugi – błogosławiony. Z którą postawą mogę dzisiaj utożsamiać siebie samego? Czy jestem w stanie odrzucić na bok swoje częste przygnębienie, dotyczące spraw ziemskich? Czy potrafię dostrzec, że poza nim jest coś więcej, czego nie zobaczę, lecz mogę DOŚWIADCZYĆ? Czy jest we mnie nadzieja?

            Bóg, jako jedyny jest w stanie zbadać dokładnie nasze serce. Żadne EKG nie powie nam tego, co On. Bóg nas doświadcza, każdego z osobna. Jesteśmy dla Niego indywidualnymi przypadkami. Bez względu na to, jak postąpimy w naszym życiu, On znając nasze serce, stosuje wobec nas postępowanie, które będzie adekwatne dla każdego z osobna. Jesteśmy BŁOGOSŁAWIENI. Bóg obdarza nas swoim błogosławieństwem za ufność, jaką pokładamy w Jego Słowie. Zastanówmy się dzisiaj, w jaki sposób możemy okazać Bogu swoje zaufanie.

Psalm responsoryjny: Ps 1, 1-2.3.4.6                           

            Psalmista mówi o dwóch drogach życia: drodze sprawiedliwych i bezbożnych. Prowadzą one ku pełni życia lub ku przepaści w nicość. Każdy z nas może wybrać drogę, którą pójdzie i która zagwarantuje szczęście za życia. Kim jest człowiek szczęśliwy? Czy stosowanie się do wyznaczonych zasad, które ograniczają nam niekiedy pole manewru, daje nam pełnię wolności do bycia szczęśliwymi? Szczęśliwi jesteśmy zazwyczaj wtedy, kiedy ktoś sprawi nam jakąś przyjemność; kiedy kierujemy się dobrem a nie złem. Jednak szczęście to jest przyziemne. Prawdziwie „szczęśliwy” człowiek to „błogosławiony przez Boga”. Jesteśmy powołani do tego, by tym szczęściem obdarzać także innych. Bądźmy ufni w wolę Bożą i pozwólmy na prowadzenie nas drogą wieczności.

Ewangelia: Łk 16, 19-31

            Przez najbliższe trzy dni słuchać będziemy przypowieści, w których Jezus chce pobudzić nasze serca do wrażliwości, do spojrzenia w głąb siebie, jak i w drugiego człowieka. Dzisiejsza opowieść mówi o dwóch kategoriach ludzi: biednych oraz bogatych – nieczułych na ludzką biedę. Z ich historii ważne jest dla nas to, co spotkało ich po śmierci. Bogacz za życia otrzymał wszelkie dobra, Łazarz – wręcz przeciwnie. Status życiowy obu nie zachował ich od śmierci. Umarł żebrak, umarł także bogacz. W obliczu śmierci, bogactwa tracą swoją wartość. Liczy się tylko miłość, bo ona, jako jedyna trwa na wieki. Spójrzmy przez tę przypowieść na nasze trudności, które przeżywamy. Nie zazdrośćmy tym, którzy ich nie przeżywają, lecz spróbujmy dostrzec w naszych ranach to, co czeka nas później. Jednoczmy się w cierpieniu Krzyża, szukając szczęścia w tym, co niewidoczne.

Piątek, 22.03.2019 r.

Pierwsze czytanie: Rdz 37, 3-4.12-13a.17b-28

            Kto posiada rodzeństwo, temu łatwiej zrozumieć problem zawarty w usłyszanym fragmencie. Rywalizacja braci o uwagę ojca jest na tyle poważna, że prowadzi ich przez zazdrość do nienawiści. Nienawiści, która z kolei prowadzi do okropnych czynów względem brata i ojca. Bracia postrzegają Józefa, jako wywyższającego się i stanowiącego zagrożenie, natomiast – ojca, jako faworyzującego nie tego z synów, którego trzeba. Wymierzają im karę: wydziedziczają brata, traktując jak obcego i skazują na śmierć, a ojca na cierpienie. Przypis w jednym z biblijnych wydań zwraca uwagę, że historia Józefa nie zawiera żadnych objawień Bożych, lecz ukazuje nam Bożą Opatrzność. Józef pozostaje przy życiu, chociaż wszyscy uważają go za zmarłego. Stało się to dzięki trzeźwości dwóch braci, którzy zdecydowali się uśmiercić brata w sposób cielesny a nie duchowy. Nie będzie go wśród nich, lecz będzie wiódł dalej swoje życie.  Józef został stracony przez niewinność. Za jedną niesłuszną opinią idzie cała ich fala, aż doprowadzi do zatonięcia.

            Kim jesteśmy, jeden dla drugiego, że możemy dopuszczać się takich osądów? Chrystus również oddał swe życie, chociaż nie dopuścił się żadnego niegodnego czynu. Niech z tego czytania wypłynie dla nas lekcja, by być uważnym na słowa, na wypowiadane przez nas niesłuszne opinie o innych.

           

Psalm responsoryjny: Ps 105, 16-17.18-19.20-21

            Dzisiejszy psalm opowiada o dziejach Izraela. Nie są to słowa modlitwy, lecz historia o dziełach, jakich dokonał Bóg. Psalmista powraca do smutnych wydarzeń. One jednak uczą nas, że gdy myślimy, że Bóg nas już opuścił, On jeszcze mocniej przytula nas do swego Serca. Bóg jest nieustannie obecny w naszym życiu i nigdy nas nie opuszcza. Robi wszystko, by wypełnić złożone nam obietnice, nawet te, które na mocy przymierza zawartego z naszymi przodkami, do dziś dotyczą naszego życia.

Ewangelia: Mt 21, 33-43.45-46

            Czy potrafię sobie wyobrazić, że dzisiejsza przypowieść, którą opowiada Jezus, kierowana jest do mnie i mówi o mnie? Moje życie jest jak winnica, którą Bóg wyposażył i oddał mi w dzierżawę. Nie oznacza to jednak, że to, co zostało mi powierzone, jest moją własnością. To nie ja jestem gospodarzem, a winnica nie jest moją własnością. Jeżeli zachowam się jak rolnicy z przypowieści, wszystko zostanie mi odebrane. Odrzucony kamień, który wspomina Jezus, i który jest Jego symbolem, staje się Głową Kościoła Fundamentem, do którego jest on wkładany, są apostołowie, a pozostałymi kamieniami w budowli, są wszyscy wierni. Dla niewierzących kamień ten jest symbolem obrazy i zgorszenia. Opowiedzenie się za Jezusem lub przeciw Niemu, decyduje o ostatecznym zbawieniu lub potępieniu. Jezus przez swoją przypowieść wyjaśnia, że kamień węgielny, który umieszcza się w rogu podczas budowy domu, łączy apostołów i proroków, jak dwie ściany, aby powstała solidna budowla – przybytek, w którym zamieszka Bóg.

Sobota, 23.03.2019 r.

Pierwsze czytanie: Mi 7, 14-15.18-20

            Moją uwagę przykuł kiedyś w internecie obrazek, mówiący o tym, że zwierzęta nie zostawiają po sobie śmieci, w przeciwieństwie do człowieka, który je zostawia i z tego powodu powinniśmy brać przykład ze zwierząt. Może nie tylko w tym przypadku? Zwierzęta z natury są łagodne i niewinne przez brak świadomego wyrządzania zła i krzywdy innym. Działają pod wpływem instynktu, by się bronić, by przetrwać. Zwierzęta hodowlane, udomowione są zależne od swojego właściciela, który je karmi i stwarza warunki do życia. Ich instynkt przez to zanikł. Nie muszą o nic zabiegać, ponieważ mają wszystko zapewnione. Zaufanie, jakim obdarzają właściciela, daje mu możliwość kontroli nad nimi.

            Człowiek wierzący również ma na ziemi swoich opiekunów, pasterzy i są nimi kapłani, troszczący się o naszą duchowość. Bez zaufania nie można w pełni pojąć miłosierdzia Bożego.

            Historia o zagubionej owcy nie bez powodu dotyczy zwierzęcia. Ono samo nie jest w stanie poradzić sobie w nieznanym środowisku, wśród zagrożeń. Gdyby pasterz nie ruszył na ratunek, owca by zginęła. Gdyby nie Pan Bóg i Jego nieskończone miłosierdzie, nie dałabym sobie rady w świecie, w którym im więcej złych rzeczy się uczyni, tym więcej się znaczy. Bóg odrzuca za każdym razem mój grzech.

            Dobrze jest znaleźć pasterza, który ruszy na ratunek i przyprowadzi nas z powrotem do Bożego domu.

                       

Psalm responsoryjny: Ps 103, 1b-2.3-4.9-10.11-12

            Ciężko jest w pełni zrozumieć Bożą miłość – miłość ojcowską – tym, którzy zostali wychowani bez ojca i nie doświadczyli jego miłości. Mając jakiekolwiek odniesienie względem takiej relacji, można łatwiej zrozumieć działania Boga względem nas, ale także zrozumieć swoje własne położenie w tej relacji. Bóg nam wybacza, bo kocha nas jak rodzic. Daje nam przykład, abyśmy byli do Niego podobni. Mamy przebaczać naszym braciom i siostrom nie raz, nie dwa, ale za każdym razem, kiedy zawinią względem nas. Za każdym razem, nie tylko wtedy, kiedy poproszą o przebaczenie.

Ewangelia: Łk 15, 1-3.11-32

            Zastanawiało mnie, dlaczego relacje rodzic – syn, ukazane w Piśmie Świętym, są takie dramatyczne i dlaczego na równi zranione są obie strony. Wczorajsza historia Józefa jest podobna do historii z dzisiejszej Ewangelii. Bracia odbierają Józefowi wszystko, podobnie jak odbierają swojemu ojcu ukochanego syna. Z kolei syn marnotrawny, odchodząc, odbiera swemu ojcu BIOS – czyli SAMO ŻYCIE, wszystko, czego potrzebował, aby żyć. Odchodzi, ponieważ przytłaczają go ludzkie ograniczenia moralne i duchowe. Zakłada maskę twardziela, jednak pod nią skrywa się zalęknione, nieporadne dziecko, manifestujące swoją samodzielność. Starszy syn trwa stale przy ojcu, bez poczucia bycia kochanym. Nie potrafi wyrazić swojego buntu, gromadzi żal i pretensje, skrywa swój brak poczucia wartości. Kluczowe znaczenie w przypowieści ma ojciec.

            Każdy z nas skrywa w sobie obraz ojca, przez który patrzy na własne życie. W nim zobaczmy Boga Ojca. Taki mamy Jego obraz, jakie mamy na Niego spojrzenie. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Celnicy i grzesznicy, zbliżający się do Jezusa, są jak syn marnotrawny, powracający do swojego ojca. Bądźmy jak oni, powracając w Jego objęcia.

Komentarze do czytań liturgicznych - I tydzień Wielkiego Postu | od 10 do 16 marca 2019 r. - ks. Jakub Rosiński