IV Niedziela Wielkanocna, 8.05.2022 r.

Pierwsze czytanie: Dz 13, 14. 43-52

Nie zaszkodzi przypominać sobie, choćby nawet „do znużenia”, że niezależnie od okresu liturgicznego w niedziele pierwsze czytanie i psalm są zawsze w jakiś sposób dopasowane do Ewangelii (z drugim czytaniem bywa różnie, choć w okresie wielkanocnym tematycznie współgra on z pozostałymi tekstami). Świadomi tej relacji, wnet pojmiemy ciągłość między dzisiejszym ustępem czwartej Ewangelii a urywkiem z Dziejów Apostolskich: jak Syn Boży wcielił się najpierw w narodzie żydowskim i działał najpierw pośród Żydów – choć równocześnie raz za razem ujawniał, że ma zamiar swoim wcieleniem objąć wszystkich ludzi w jedności mistycznego Ciała Kościoła – tak nawróceni z judaizmu Paweł i Barnaba deklarują: Należało głosić słowo Boże najpierw wam (= Żydom)! Podobnie, jak Jezus został przez Żydów odrzucony, tak Paweł i Barnaba (oraz inni Apostołowie i uczniowie) doświadczają z ich strony zazdrości, bluźnierstw prześladowań. Nie zmienia to faktu, iż „Kościół, Lud Boży Nowego Przymierza, zgłębiając swoją tajemnicę, odkrywa swoją więź z narodem żydowskim, do którego przodków Pan Bóg przemawiał. W odróżnieniu od innych religii niechrześcijańskich wiara żydowska jest już odpowiedzią na Objawienie Boże w Starym Przymierzu. (…) Ponadto, gdy rozważa się przyszłość, lud Boży Starego Przymierza i nowy Lud Boży dążą do analogicznych celów: oczekują przyjścia (lub powrotu) Mesjasza. Oczekiwanie jednak z jednej strony dotyczy powrotu Mesjasza, który umarł i zmartwychwstał, został uznany za Pana i Syna Bożego, a z drugiej – przyjścia Mesjasza, którego rysy pozostają ukryte, na końcu czasów; oczekiwanie to jest złączone z dramatem niewiedzy lub nieuznawania Chrystusa Jezusa” (KKK 839n). Reflektując nad dzisiejszymi czytaniami, warto więc wzbudzić w sobie ból i pokorę wobec paradoksu naszych relacji z Żydami: z jednej strony, jak wskazują Dzieje Apostolskie, to m.in. właśnie z powodu żydowskiego sprzeciwu Dobra Nowina dotarła do pogan (czyli także na nasze, słowiańskie tereny); z drugiej strony, jak poucza Katechizm, postawa Żydów jest swego rodzaju „zatrzymaniem się w pół drogi”: jakkolwiek jest już „odpowiedzią na Objawienie Boże”, pozostaje też wciąż „dramatem niewiedzy lub nieuznawania Jezusa Chrystusa”.

Psalm responsoryjny: Ps 100 (99), 2-3. 4-5

Dla modlących się dzisiejszym utworem chrześcijan jest potrójnie oczywiste, że obliczem Pana jest człowieczeństwo Jezusa (wręcz Jego ludzka twarz); że to Chrystus jest Dobrym Pasterzem owiec z Pańskiego pastwiska; że to On także jest właściwą świątynną bramą – czy to w znaczeniu jedyności Jego kapłańskiego pośrednictwa (por. J 10, 7-9, gdy mówi On: „Ja jestem Bramą owiec”), czy to w znaczeniu nowości świątyni Jego ciała: tego fizycznego (= osobistego i pojedynczego), które zostało złożone w ofierze, i tego mistycznego (= kościelnego i zbiorowego), które owoce tej ofiary sakramentalnie aplikuje naszym duszom. Podsumowując, dla chrześcijan jest oczywiste, że pierwszorzędnym motywem chwalenia i błogosławienia imienia Pana jest dar Jego wcielonego Syna. Jednakże, dla nienawróconych wciąż Żydów ten sam utwór okaże się niemalże potrójną skargą: „oblicze Pana” pozostaje dla nich tylko figurą literacką, bo Boga nie sposób przedstawić (por. Wj 20, 4n; Pwt 5, 8-10); to oni, Żydzi, byli, są i będą wyłączną własnością Pana; brama ich jerozolimskiej świątyni została zniszczona w 70 roku wraz z resztą budynku – kult ustał, ostała się zaledwie „ściana płaczu”. Wychodząc od tych diametralnie różnych podejść względem tego samego biblijnego utworu, warto przypomnieć sobie, że natchnienie Pisma Świętego to nie tylko sprawa przeszłości (= jak powstało), ale bardziej nawet kwestia teraźniejszości (= jak się je czyta): „Pismo święte powinno być czytane i interpretowane w tym samym Duchu, w jakim zostało napisane. (…) Aby słowa Pisma świętego nie pozostawały martwą literą, trzeba, by Chrystus, wieczne Słowo Boga żywego, przez Ducha Świętego oświecił nasze umysły, abyśmy «rozumieli Pisma» (Łk 24,45)” (zob. KKK 111 i 108).

Drugie czytanie: Ap 7, 9. 14b-17

Odczytajmy fragment Apokalipsy przez dwojaki i niesprzeczny pryzmat. Najpierw przez pryzmat przyszłości, który zapewne narzuca nam się samoistnie; wizja św. Jana – wielki tłum z każdego narodu i wszystkich pokoleń stojący przed Barankiem w białych szatach i z palmami – byłaby tutaj obrazem historii zbawienia ostatecznie zrealizowanej w akcie powszechnego zmartwychwstania. Po wtóre zaś, zinterpretujmy tę samą wizję przez pryzmat teraźniejszości (co może nas nieco zaintrygować); wówczas, ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty we krwi Baranka, to bieżący, choć mistyczny, obraz Kościoła, nie bez kosztów opowiadającego się po stronie Chrystusa i odnawiającego się Jego sakramentami, czerpiącymi swą owocność z Jego paschalnej ofiary. Tak, Zasiadający na tronie (= Bóg Ojciec) już rozciągnął namiot nad nami! „Namiotem” tym bowiem – w Janowej Ewangelii przetłumaczonym przez „zamieszkiwanie” (por. J 1, 14) – jest przecież wcielenie Jezusa, które stało się instrumentem i narzędziem naszego zbawienia, a teraz rozciąga się na cały Kościół (jako zbiorowe człowieczeństwo Chrystusa). Tak, Baranek już nas pasie, już prowadzi nas do źródeł wód życia, przez co nie porazi nas słońce ani żaden upał! To całkiem sycąca perspektywa, nieprawdaż?

Ewangelia: J 10, 27-30

W rozpoczętym dziś tygodniu będzie nam nadal codziennie towarzyszyła Ewangelia św. Jana, choć już nie w takim porządku, jak dotychczas (gdy czytaliśmy kolejne, bezpośrednio następujące po sobie, perykopy). Proponuję, by tej lekturze nadać pewien klucz, mianowicie, każdorazowo zastanowić się, co dany urywek mówi w ogóle o naszej wierze. By zrozumieć dzisiejszy, króciutki ustęp, wypada sięgnąć do wcześniejszego rozdziału, który opowiada o uzdrowieniu przez Jezusa człowieka w sposób niezawiniony niewidomego od urodzenia (zob. J 9, 1-7), co posłużyło Mu do wskazania na toczącą ludzi jeszcze gorszą, duchową i tym razem zawinioną już ślepotę: „Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd (albo: «wprowadzić podział»), aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: ‘Widzimy’, grzech wasz trwa nadal” (J 9, 39-41). Następnie, Jezus wygłosił mowę, w której porównał siebie do Dobrego Pasterza (zob. J 10, 1-18) i która, niestety, wywołała Jego ponowne odrzucenie (zob. J 10, 19-24), na co Jezus odpowiedział ripostą: „Nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec…” (J 10, 26) – ciąg dalszy tej riposty to właśnie dzisiejszy fragment Ewangelii. Przekonujemy się więc, że gdybyśmy nie poznali wpierw jego poprzedzającego kontekstu, stracilibyśmy jego polemiczną wymowę. Tymczasem, być „owcą” należącą do Dobrego Pasterza – posłuszną („Moje owce idą za Mną…)”, zbawioną („Ja daję moim owcom życie wieczne…”) i bezpieczną („Moje owce nie zginą na wieki i nikt ich nie wyrwie z mojej ręki ani z ręki mego Ojca”) – oznacza zarazem stanąć w opozycji do świata; albowiem, choć właśnie to ten „świat tak Bóg umiłował, że dał swojego Syna” (por. J 3, 16), to jednak, mimo to, ten sam „świat Syna nie poznał” (zob. J 1, 10). Dobry Pasterz nie wychowuje nas zatem „pod kloszem”, tylko na „poligonie”; nie trzyma nas w „oblężonej twierdzy”, lecz posyła na „front”. To pierwszy rys naszej wiary: kontrkulturowość.

Poniedziałek, 9.05.2022 r. – Uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika, Głównego Patrona Polski

Pierwsze czytanie: Dz 20, 17-18a. 28-32. 36

Odczytany dziś fragment możemy określić mianem pasterskiego testamentu św. Pawła. Nie ma w nim „okrągłych słów”, jakie zapewne kojarzymy z różnych oficjalnych współczesnych przemówień. Jest za to trzeźwość, realizm, troska i obawa. Trzeźwość – bo Paweł jest świadom, że bez osobistej czujności, czyli dbania o własną modlitwę i etos, pasterz Kościoła stoczy się; dlatego Apostoł trzeźwo przestrzega: Uważajcie na samych siebie! W testamencie Pawła jest także realizm: Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne… Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki… Myliłby się zatem ten, kto by sądził, że istnieje przepis na idealnego pasterza Kościoła; nie, każdy chrześcijanin jest i pozostanie zraniony grzechem pierworodnym, który – pozbawiony nadzoru – zatruwa uczucia, a ich nieuporządkowaniem zaciemnia umysł i osłabia wolę. Niestety, zawsze znajdą się tacy pasterze, którzy temu procesowi ulegną i spowodują zgorszenie. Po trzecie, z testamentu Pawła przebija troska: Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią! Życie człowieka z natury jest celowe; jeżeli pomniejsze sprawy ustawiamy według trajektorii nadrzędnego celu, wszystko pomału się układa. Prawidłowość ta nie pomija pasterzy Kościoła, jeżeli powracają do paschalnego źródła swojego powołania. Wreszcie, w Pawłowym testamencie daje o sobie znać zasłużona obawa: Pamiętajcie, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was… Tu nie chodzi o kilkuletnie „spracowanie się” Apostoła Narodów, tylko o jego świadomość dzieła, które „wprawił w ruch”. Niestety, łatwiej jest zmarnować i zaprzepaścić to, co już całkiem nieźle „prosperuje”, niż zbudować coś od nowa. Swój testament – trzeźwy, realistyczny, zatroskany i pełen obaw – Paweł kończy tak, jak na pasterza przystało, czyli modlitwą, która jednoczy Kościół: upadł na kolana i modlił się razem ze wszystkimi.

Psalm responsoryjny: Ps 100, 1-2. 3. 4b-5ab

Zarówno pierwsze czytanie, które jest już za nami, jak też Ewangelia, która jest dopiero przed nami, na pierwszym planie zajmują się pasterzami, pozostawiając w tle owce. Dzisiejszy psalm (swoją drogą, występujący już wczoraj) przywraca balans: ten tzw. utwór pielgrzymkowy – wykonywany w ramach religijnej podróży do świątyni jerozolimskiej (W bramy Pana wstępujcie wśród dziękczynienia, z hymnami w Jego przedsionki!) – jest pieśnią „owcy”, świadomej osobistego zatroskania się o nią Boga (Pan sam nas stworzył, jesteśmy Jego własnością, Jego ludem, owcami Jego pastwiska!). Posługując się tym psalmem w kontekście dzisiejszego pierwszego czytania i Ewangelii, warto nie tyle „wziąć w nawias” pośrednictwo pasterzy w naszej relacji z Bogiem, ile gorliwie prosić o to, byśmy niezależnie od jakości tego pośrednictwa dostrzegali oblicze Pana, które spoza niego spoziera na nas.

Drugie czytanie: Rz 8, 31b-39

Bezpośrednim kontekstem poprzedzającym cytowany w dzisiejszej liturgii fragment Listu do Rzymian jest niezwykle plastyczny, „rozbrajający” wręcz egzystencjalny opis naszego serca, rozregulowanego przez grzech pierworodny (zob. Rz 7, 14-25); następuje po nim równie dynamiczny opis chrześcijańskiego „życia według Ducha”, w którym zostaliśmy przez Boga „usynowieni” i „przeznaczeni do chwały” (zob. Rz 8, 1-30). W tych dwóch sąsiadujących opisach odnajdą się zarówno „pasterze”, jak i „owce”. W efekcie, zarówno przed jednymi, jak i drugimi wyrasta dylemat, który jest treścią bieżącego drugiego czytania: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?! … Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?! Pamiętajmy, że dylemat ten nie rozwiązuje się „przy biurku” ani nawet w kaplicy, tylko w momencie nadchodzącej próby – zjawiającej się z zewnątrz bądź wykwitającej od wewnątrz; to wtedy, w tajemnicy naszego życia duchowego, rozstrzyga się, na ile jesteśmy w stanie i na ile naprawdę chcemy (!) polegać na łasce, w którą obiektywnie wyposażyły nas sakramenty.

Ewangelia: J 10, 11-16

Przypadający na dziś z racji uroczystości fragment Ewangelii, z jednej strony, tematycznie zbiega się z tym wczorajszym (oba pochodzą z jednego rozdziału), z drugiej zaś, poprzedza go. Wczoraj skupiliśmy się na charakterystyce „owcy”, która chce rzeczywiście należeć do Dobrego Pasterza; dziś jesteśmy prowokowani do tego, by przyjrzeć się samemu Pasterzowi. Przypomnijmy: Jezus wygłasza swą pasterską autoprezentację w klimacie polemicznym, wchodząc w dyskusję głównie z żydowskimi faryzeuszami (por. J 9, 40; 10, 6. 19. 24). Wyobraźmy sobie to napięcie: Pasterz versus pasterze. Zauważmy przy tym, iż ani Żydzi, ani Jezus nie negują samej potrzeby urzędu pasterza; choć bowiem to Bóg osobiście był Pasterzem Izraela par excellence (zob. Ps 23, 1; Iz 40, 11), postanowił wypełniać swoją troskę poprzez ziemskich pasterzy jak Jozue czy Dawid (zob. Lb 27, 16nn; 2 Sm 5, 2); także czasy ostateczne miało charakteryzować objawienie mesjańskiego pasterza (zob. Ez 34, 11-24). Jak jednak rozstrzygnąć, który pasterz jest autentyczny, za którym naprawdę stoi sam Bóg? Jezus proponuje kryterium ofiarnej miłości (Dobry pasterz daje życie swoje za owce… Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach); sam też jemu się podda – gdy bowiem nastanie chwila próby, On do końca pozostanie przy Ojcu i Jego misji, pasterze żydowscy zaś obiorą polityczną poprawność („Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do Wysokiej Rady: «Lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród»”, por. J 11, 49n). To kryterium wydaje się nader aktualne i dzisiaj, gdy wielu pasterzy Kościoła publicznie przystosowuje się do świata, zamiast „dać się pokroić” za prawdę, czyli oddać swoje życie za owce – bo one mają prawo do prawdy (por. Kongregacja Doktryny Wiary, Instrukcja o powołaniu teologa w Kościele). To drugi rys naszej wiary: wierność Objawieniu.

 

Wtorek, 10.05.2022 r.

Pierwsze czytanie: Dz 11, 19-26

Od dziś, przez kilka dni, będziemy świadkami „rozruchu” wielkiej działalności apostolskiej św. Pawła. Po nawróceniu, św. Paweł przez trzy lata ewangelizował siebie i innych w okolicach Damaszku (por. Ga 1, 15-18; Dz 9, 19b-25; 2 Kor 11, 32). Następnie udał się na krótką, ledwie dwutygodniową wizytę do Jerozolimy, gdzie spotkał się ze św. Piotrem i skąd musiał uciekać z racji spisku na swoje życie (por. Ga 1, 18; Dz 9, 26-30). I tak, wrócił do rodzinnego Tarsu, gdzie znów pokornie ewangelizował siebie i innych. Tam – dopiero po kilkunastu latach! – odnalazł go Barnaba, by razem ruszyć do Antiochii i ewangelizować tamtejszych chrześcijan przez cały rok (por. Ga 2, 1nn; Dz 11, 19-25). Właśnie o tym okresie opowiada dzisiejsze pierwsze czytanie. Skupmy się jednak na anonimowym bohaterze, znajdującym się w tle całej tej historii – jest nim czas. Choć od wejścia na scenę dziejów apostołów (sic) minęło już dobrych paręnaście lat, św. Paweł dopiero teraz „wychodzi na prowadzenie” i dostaje rolę „pierwszoplanową”. Warto nadać solidną rangę dotychczasowemu czasowi spowitemu ciszą i owianemu tajemnicą. To nie opóźnienie ani „zawalenie terminu”, tylko ludzki realizm i Boże miłosierdzie: realizm – bo jesteśmy cieleśni, a więc dojrzewamy duchowo i moralnie stopniowo, a nie skokowo; miłosierdzie – bo Bóg szanuję tę naszą naturę, czemu dał wyraz powoli formując najpierw poszczególnych patriarchów, potem całego Izraela, a wreszcie swojego wcielonego Syna, który spędził 30 lat życia ukrytego w Nazarecie. Z tej Bożej pedagogii wzrostu nikt nie jest wyłączony: ani „oryginalni” apostołowie, którzy dopiero po jakimś czasie towarzyszenia Jezusowi przejrzeli na Jego bóstwo i mesjaństwo, ani „wtórny” apostoł Paweł, który, choć nawrócony momentalnie, został następnie poddany procesowi wewnętrznego rozwoju. Czy szanujesz tę dynamikę, to znaczy: wobec siebie i innych nie popadasz ani w rygorystyczny perfekcjonizm, ani w lekkomyślną pobłażliwość, tylko zachowujesz optymalną miarę cnoty?

Psalm responsoryjny: Ps 87 (86), 1b-3. 4-5. 6-7

Już od jutra Dzieje Apostolskie będą przypominać o tym, że Ewangelię „należało głosić najpierw Żydom” (por. Dz 13, 46), do których „należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice, jak również sam Chrystus według ciała” (por. Rz 9, 4) – dlatego Paweł i Barnaba konsekwentnie będą udawać się w pierwszym rzędzie do synagog. Niemniej, już teraz, na samym początku swej działalności misyjnej, przywódcy Kościoła przekonują się o tym, że odkupienie Chrystusa ma zasięg uniwersalny: doświadczył tego Piotr w epizodzie z Korneliuszem poprzedzającym dzisiejsze pierwsze czytanie (zob. Dz 10, 1 – 11, 18), a zaraz potem doświadczył tego Barnaba, stawiwszy się w pogańskiej Antiochii, o czym traktowało właśnie to czytanie. Nie dziwi więc następujący po nim psalm, który zapowiada dołączenie pogańskich krajów i miast do religii Izraela: Wymienię Egipt i Babilon wśród tych, którzy mnie (= miasto Boże, czyli Jerozolimę) znają. Oto Filistea, Tyr i Etiopia, nawet taki kraj tam się narodził. O Syjonie (= czyli jerozolimskim wzgórzu świątynnym) powiedzą: «Każdy człowiek urodził się na nim, a Najwyższy sam go umacnia». Pan zapisuje w księdze ludów: «Oni się tam narodzili». Czytając Dzieje Apostolskie, jesteśmy świadkami „faktu” ziszczenia się tej obietnicy – spoglądając zaś na współczesny Kościół katolicki wraz z odłączonymi od niego innymi wyznaniami chrześcijańskimi, jesteśmy świadkami także „zakresu” tego ziszczenia. Warto więc dziś szczególnie pomodlić się w intencji wysiłków ekumenicznych (= wewnątrz chrześcijaństwa) oraz misji ewangelizacyjnej (= poza chrześcijaństwem).

Ewangelia: J 10, 22-30

Uroczystość Poświęcenia Świątyni – to inaczej Chanuka, obchodzona przez osiem dni na pamiątkę wyzwolenia Izraelitów spod agresji syryjskiej oraz oczyszczenia i ponownej konsekracji świątyni jerozolimskiej przez Judę Machabeusza w II wieku przed Chr. (zob. 1 Mch 4, 36-59; 2 Mch 10, 1-8). Wydaje się, że żądanie Żydów – Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie! – nie bez powodu zostaje skierowane do Jezusa akurat w to święto i akurat w tym miejscu, czyli świątynnym królewskim portyku (= kolumnadzie) Salomona. Za żądaniem tym bowiem kryją się konkretne wyobrażenia dot. Mesjasza (po gr. „Chrystusa”), który – choć namaszczony „z góry” (= przez Boga) – miał przede wszystkim działać „na dole” jako polityczny i militarny wódz narodu żydowskiego. W oczach Żydów, słowa i czyny Jezusa, Jego nauczanie i znaki, z jednej strony, nosiły pewne znamiona mesjańskie (stąd Ewangeliści podkreślają na przykład: „Co to jest?! Nowa jakaś nauka z mocą!”, Mk 1, 27), z drugiej zaś, nie zdradzały zupełnie intencji władczych ani nacjonalistyczno-imperialistycznych… W sercach i umysłach rodaków Jezusa narastał więc klincz. Tymczasem On – tak, jak dotąd, zresztą (zob. J 5, 36) – nadal zapewnia ich o swojej przejrzystości: Powiedziałem wam… Czyny, których dokonuję, świadczą o Mnie… Ale wy nie wierzycie! Lecz to ich tylko rozsierdza (o czym dzisiejszy fragment już nie wspomina): „Żydzi porwali kamienie… «Chcemy Cię kamienować za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga!»” (por. J 10, 31. 33). W tym dramatycznym sporze, impasie wręcz, odbija się nadprzyrodzona rzeczywistość cnoty wiary, której nie da się „wydedukować” z jakichkolwiek przesłanek tudzież „wywnioskować” z jakichkolwiek obserwacji; wiarę bowiem można jedynie przyjąć. Właśnie dlatego św. Tomasz z Akwinu określił akt wiary jako „myślenie z przyzwoleniem” (zob. Summa Theologiae II-II, q. 2, a. 1; por. KKK 153-156). W tej perspektywie, kończące dzisiejszą Ewangelię słowa Jezusa – nb. powtarzające niedzielny fragment – stają się zupełnie jasne: Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je… Ja i Ojciec jedno jesteśmy. Między wierzącym a Jezusem zachodzi podobieństwo do Jego więzi z Ojcem – chodzi o priorytet „przylgnięcia”, z którego dopiero bierze się wszystko inne: czy to widzialna misja Jezusa (= wcielenie), czy to nasze rozumowanie na temat Objawienia (= teologia). To trzeci rys naszej wiary: boskie źródło.

Środa, 11.05.2022 r.

Pierwsze czytanie: Dz 12, 24 – 13, 5a

W trakcie rocznego pobytu Barnaby i Pawła w Antiochii postanowiono, by wobec panującego powszechnie głodu posłać przez nich jałmużnę do biednych chrześcijan z Jerozolimy (zob. Dz 11, 27-30). Dzisiejsze pierwsze czytanie rozpoczyna się wzmianką dokładnie o tej misji charytatywnej: Barnaba i Szaweł, wypełniwszy swoje zadania, powrócili z Jeruzalem… Zaraz potem dowiadujemy się o tym, kto w tamtejszej wspólnocie był prorokiem i nauczycielem – czyli kto wyjaśniał tajemnicę Chrystusa wraz z jej naświetleniem przez Stary Testament; „ten zaś, kto prorokuje, mówi ku zbudowaniu ludzi, ku ich pokrzepieniu i pociesze” (1 Kor 14, 3). A zatem, w Antiochii prorokami i nauczycielami byli: Barnaba, Szymon, Lucjusz, Manaen i Szaweł. Pięciu mężczyzn, do których dołączył zapewne zabrany z Jerozolimy Jan Marek. Już na tym etapie widzimy, jak dochodzi w Kościele do zawiązania się funkcji, które z biegiem czasu rozwiną się w wyspecjalizowane urzędy, a także zyskają rys hierarchiczności (por. Sobór Watykański II, Lumen gentium, rozdz. III; KKK 874-896). Czy właściwie rozumiesz tę charakterystykę naszego Kościoła? Zróżnicowanie funkcji i urzędów, a także stanów życia, służy tak naprawdę jego organicznej jedności i pięknu, które wyraża się w różnorodności, a nie jednolitości. Hierarchiczność, z kolei, oznacza uznanie w Chrystusie jedynego Pana, co przekłada się na to, że pytamy nie tylko o to, „kim Jezus jest dla mnie”, ale przede wszystkim o to, „kim Jezus jest obiektywnie”. W dalszej części czytania jesteśmy świadkami tego, jak zróżnicowanie i hierarchiczność Kościoła działa w praktyce: po publicznym nabożeństwie i poście – gdy chrześcijanie stali się wewnętrznie dysponowani do przyjęcia łaski Ducha Świętego – nastąpiło rozeznanie i wyprawienie Barnaby i Szawła z misją ewangelizacyjną do Żydów. Gdy Kościół zdrowo przeżywa swoje zróżnicowanie i hierarchiczność, wtedy staje się misyjny.

Psalm responsoryjny: Ps 67 (66), 2-3. 4-5. 6 i 8

Dzisiejszy utwór wtóruje treścią temu wczorajszemu, acz zmienia się jego charakter: tamten był „zapowiedzią”, a ten jest „prośbą”; tamten zwiastował nadejście epoki jednej prawdziwej religii, a ten kieruje do Boga błaganie o objawienie się tym, którzy Go jeszcze nie znają lub nie dość znają. Niech Bóg nam ukaże pogodne oblicze, aby na ziemi znano Jego drogę, Jego zbawienie wśród wszystkich narodów. Niech Ciebie, Boże, wysławiają ludy, niech wszystkie narody oddają Ci chwałę… Niech cześć Ci oddają wszystkie krańce ziemi! Odczytując obecny psalm przez pryzmat pierwszego czytania, możemy wniknąć w serca antiocheńskich chrześcijan podczas opisanego obrzędu błogosławieństwa i misyjnej delegacji (= nałożenia rąk) Pawła i Barnaby: wszyscy ci zebrani na wspólną modlitwę chrześcijanie mają naprawdę zestrojone serca – „nadają na tych samych falach” – dobrze życząc dwóm apostołom i pragnąc powodzenia ich zadania, do którego powołał ich Duch Święty. Warto przechować w pamięci ten moment, by wzbudzić w sobie analogiczną wstawienniczą życzliwość, gdy sami będziemy świadkami czyjegoś posłania: np. chrztu czy bierzmowania albo zawarcia małżeństwa; nie mamy być wtedy biernymi obserwatorami czy nawet szczerze rozczulonymi gośćmi, lecz autentycznymi orędownikami!

Ewangelia: J 12, 44-50

Dzisiejszy fragment – nie będący bezpośrednią kontynuacją wczorajszego – zamyka pierwszą część Ewangelii św. Jana, czyli tzw. Księgę znaków (rozdz. 1 – 12); składało się na nią specjalnie wyselekcjonowanych siedem tytułowych znaków, których celem było objawienie bóstwa Jezusa (zob. J 20, 30n). Pamiętajmy jednak, że żadna z Ewangelii nie jest tylko „biografią Jezusa Chrystusa”, lecz przede wszystkim stanowi podręcznik wiary dla jej odbiorców; a zatem, podany w poprzednim zdaniu cel Księgi Znaków traktuje w istocie o nas samych – stawia pytanie o naszą wiarę po modlitewnej lekturze jej dwunastu rozdziałów. W ten sposób, zapis historii splata się z jego aktualizacją w naszych sercach. W tym właśnie kluczu odczytajmy dzisiejszy urywek, będący streszczeniem nauczania Jezusa, w dodatku, streszczeniem „wykrzyczanym” (Jezus tak wołał…); zresztą, z podobnym przesłaniem na ustach Jezus w czwartej Ewangelii podnosi głos bynajmniej nie po raz pierwszy (zob. J 7, 28n. 37n). Spróbujmy zatem wyobrazić sobie podniesiony, rozemocjonowany głos Mistrza; spróbujmy wyobrazić sobie także przejęty wyraz Jego twarzy… Kontekstem Jego krzyku jest zbliżające się święto Paschy (zob. J 12, 1. 12; 13, 1): Jezus ogarnia swym wołaniem przeszłość, czyli całą dotychczas wygłoszoną naukę i uczynione siedem znaków, oraz przyszłość, którą okaże się ostateczny, ósmy znak Jego krzyża; wie On – dzięki swej boskiej wiedzy – że dokonywane przezeń objawienie jest dla ludzkiego umysłu wystarczające, że jest optymalnym nośnikiem łaski wiary (jakkolwiek, z naszej perspektywy, pozostaje to tajemnicza „wystarczalność”). Dlatego z naciskiem zapewnia: Kto we Mnie wierzy, nie pozostaje w ciemności! Przyszedłem po to, aby świat zbawić! Oraz przestrzega: W dniu ostatecznym, tego, kto Mną gardzi, będzie sądzić słowo, które wygłosiłem… Przejmijmy się tym krzykiem Jezusa, gdy, być może, okrzepł już w nas nieco wielkanocny entuzjazm i ostygła nasza wdzięczność za uzdolnienie do złożenia uroczystego wyznania wiary w trakcie wigilii paschalnej. To czwarty rys naszej wiary: traktowanie jej na serio.

Czwartek, 12.05.2022 r.

Pierwsze czytanie: Dz 13, 13-25

W liturgicznej lekturze Dziejów Apostolskich umyka nam intrygująca, przerażająca wręcz, wzmianka o pobycie Pawła i Barnaby na Cyprze: napotkali tam fałszywego żydowskiego proroka, Elimasa, który sprzeciwiał się nawróceniu pogańskiego urzędnika, Sergiusza; nasz Paweł, „napełniony Duchem Świętym”, Elimasa przeklął, w wyniku czego stracił on wzrok, a Sergiusz przyjął wiarę (zob. Dz 13, 6-12). Autorzy lekcjonarza pominęli ten epizod nie z racji jego grozy, lecz w celu tematycznego powiązania wczorajszego i dzisiejszego czytania – podkreślają one bowiem, że pierwszymi adresatami misji ewangelizacyjnej Apostołów nie byli poganie, lecz Żydzi. I tak, słyszymy dziś synagogalne kazanie św. Pawła. Jest ono modelowe: rozpoczyna się od streszczenia historii Izraela, w której akcentuje się Boże wybranie oraz namaszczenie Dawida na króla, po czym przechodzi w proklamację Jezusa jako obiecanego Zbawiciela. Te dwa wątki muszą nam dziś wystarczyć: znaczenie Starego Testamentu oraz jego wypełnienie w Chrystusie. Wypada postawić tu sobie pytania: w jakim stopniu znam Stary Testament; czy rozumiem jego kluczowe motywy; wreszcie, czy przykładam go do siebie – Stary Testament bowiem to nie tyle podręcznik historii, ile świadectwo życia wewnętrznego, ponieważ to, przez co Izraelici przeszli zbiorowo, ja doświadczam indywidualnie. Właśnie tym różni się prawdziwość prorockiej misji Pawła i Barnaby od fałszywości prorockich wysiłków wspomnianego na wstępie Elimasa: podczas gdy ten ostatni „tamuje” Objawienie, nasi apostołowie „torują” mu drogę do serc ludzkich.

Psalm responsoryjny: Ps 89 (88), 2-3. 21-22. 25 i 27

Powód przyporządkowania tego akurat utworu do dzisiejszego czytania wydaje się klarowny: psalmista bowiem wysławia ugruntowaną na wieki wierność i łaskę Pana, na mocy których znalazł i namaścił Dawida (na króla) oraz zamierzył swoją wieczystą obecność przy nim (by ręka moja zawsze przy nim była i umacniało go moje ramię). Nasza chrześcijańska lektura tego psalmu przenosi, rzecz jasna, uwagę z Dawida na Jezusa – to On jest prawdziwym Sługą Namaszczonym; to z Nim jest wierność i łaska Pana; wreszcie, to On we właściwym sensie woła do Pana: „Ty jesteś moim Ojcem!”. Konkretnie zaś, przedmiotem naszej radości i motywem chwalenia Boga jest trwała skuteczność ofiary Chrystusa – bo to na niej ostatecznie polega ugruntowana na wieki wierność i łaska Pana. Jak w innym miejscu mówi Pismo, ponieważ ofiara z samego siebie wcielonego Słowa została dokonana „raz na zawsze” (por. Hbr 7, 27), „przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi” (Hbr 7, 25). Warto odnieść tę prawdę do sakramentów Kościoła, które stanowią zwyczajny środek udostępniania nam owoców tej trwałej ofiary: jak niegdyś bowiem nośnikiem łaski było Jezusa ciało fizyczne (umęczone na krzyżu, lecz ostatecznie chwalebne i wstępujące do nieba), tak obecnie nośnikiem tej samej łaski jest Jego ciało mistyczne, czyli Kościół (zob. KKK 515, 609, 774 i 119). Nie pytajmy więc o to, czy innej drogi nie ma, lecz uszanujmy tę już rozpoznaną – idąc nią lub choćby zbliżając się do niej i „napromieniowując” nią wedle możliwości.

Ewangelia: J 13, 16-20

Trwa inauguracja wspomnianego wczoraj ostatecznego, ósmego znaku objawiającego bóstwo Jezusa, który opisuje druga część Ewangelii św. Jana, czyli tzw. „Księga Chwały” (rozdz. 13 – 21). Rabbi z Nazaretu przestaje głosić i działać, a zaczyna oddawać samego siebie: przed chwilą, w geście niewolnika, obmył apostołom nogi, po czym potwierdził swoją tożsamość – „Wy Mnie nazywacie «Nauczycielem» i «Panem» i dobrze mówicie, bo nim jestem” – i wyjaśnił: „Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (zob. J 13, 2-15). W tym momencie wróćmy pamięcią do Jego wczorajszego głośnego wyrzutu pod adresem tych, którzy w Niego nie uwierzyli na bazie Jego dotychczasowej nauki i znaków; znajdowało się tam także zdanie pozytywne: „Kto Mnie widzi (= rozpoznaje Moje bóstwo), widzi Tego, który Mnie posłał!” (J 12, 44). Dziś Jezus wypowiada bliźniacze zapewnienie: Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Dzięki synoptykom, u których wypowiedź ta pojawia się w innym kontekście, dowiadujemy się, że nie jest to jeszcze zapowiedź zesłania Ducha Świętego, lecz wezwanie do wyrzeczenia w imię braterskiej, wzajemnej służby (por. Mt 10, 40; Mk 9, 37; Łk 9, 48; 10, 16). Wyciszmy się wewnętrznie, by zatrzymać się nad nieoczywistą wymową tych słów. Dotąd, w pierwszej części czwartej Ewangelii, Jezus nauczał i czynił znaki, co miało objawić Jego równość z Ojcem. Teraz, w drugiej części dzieła, Jezus uzmysławia nam, że ten, kto rzeczywiście rozpoznał w Nim przedwiecznego Bożego Syna, będzie kontynuował Jego misję wcielenia – uniżenia i ogołocenia (zob. Flp 2, 4-8) – czyli przyjmował tego, kogo Jezus pośle (= służył temu, kogo postawi na jego drodze); w posłanym zaś ponownie odnajdzie Jezusa i Jego Ojca. A zatem, gestem obmycia nóg i następującym po nim wyjaśnieniem Jezus nie tylko zapowiada krzyż, lecz patrzy już poza niego – ku naszej rzeczywistości Kościoła, który jest komunią Ojca i Syna z ludźmi umożliwioną przez osobowe „spoiwo”, czyli Ducha Świętego. To piąty rys naszej wiary: „działanie przez miłość” (zob. Ga 5, 6).

Piątek, 13.05.2022 r.

Pierwsze czytanie: Dz 13, 26-33

W dalszym ciągu słuchamy typowego kazania św. Pawła w żydowskiej synagodze. Do wczorajszych kwestii – wyjścia od starożytnej historii Izraela i dojścia do jej wypełnienia w Chrystusie – dziś dochodzą dwa kolejne elementy: oznajmienie odrzucenia, umęczenia i zmartwychwstania Jezusa, a także powołanie się na świadectwo Pisma Świętego. Gdyby nie jutrzejsze święto, dosłuchalibyśmy tej mowy do końca, otrzymując typową dla Pawła naukę o usprawiedliwieniu z wiary, a nie z uczynków Prawa; dowiedzielibyśmy się również, że jego wystąpienie zaowocowało licznymi nawróceniami (zob. Dz 13, 34-41). Poprzestańmy jednak na dzisiejszych wątkach. Zauważmy, że sam Paweł jest odbiorcą wszystkich poruszanych dotąd przez siebie treści: jako Żyd, i to obeznany w Biblii faryzeusz, zna historię swojego narodu na wylot, a także wymowę wzmiankowanych głosów Proroków oraz cytowanego przez siebie psalmu drugiego; podobnie do rodaków z Antiochii, ani nie uczestniczył on w potępieniu straceniu Jezusa w Jerozolimie, ani nie doświadczył Jego ukazywania się między zmartwychwstaniem a wniebowstąpieniem. Jedyną więc rzeczą, którą nasz bohater różni się od Antiocheńczyków, jest fakt, że to on, a nie oni, prześladował Ciało Chrystusa, czyli Kościół… A zatem, Paweł nie głosi Jezusa „ponad głowami” zgromadzonych w synagodze Żydów – on przestaje z nimi jak „równy z równym”; Paweł jest świadom łaski, której najpierw sam zaznał, i którą teraz chce dzielić się z innymi. Podobnie powinno być z każdym z nas, ilekroć przystępujemy do świadczenia o naszej wierze, słowem bądź czynem. Sami jesteśmy beneficjentami odkupienia, które udostępniamy innym.

Psalm responsoryjny: Ps 2, 6-7. 8-9. 10-12a

Z pewnością nie jesteśmy zdziwieni obecnością tego utworu – wszak powołał się na niego sam Kaznodzieja z pierwszego czytania (a także podprowadził nas do niego ostatni werset wczorajszego psalmu). Cytowany przez Pawła psalm drugi ma charakter intronizacyjny: prawdopodobnie recytowano go w dniu objęcia władzy przez izraelskiego króla, który w uroczystym obrzędzie zostawał namaszczony i oficjalnie rozpoznany jako szczególny „syn Boży” (Ty jesteś moim synem, Ja dzisiaj zrodziłem ciebie…). Wydaje się, że dla Pawła istotne jest słowo „dzisiaj” z tego utworu – nowym, zaktualizowanym „dzisiaj” jest bowiem dzień zmartwychwstania Chrystusa, gdy Jego przywrócone do życia człowieczeństwo zostało niejako na nowo „namaszczone” Duchem Świętym i przeznaczone do wiecznej chwały obok Jego bóstwa. „W «Dzisiaj» zmartwychwstania Ojciec mówi: «Tyś Synem moim, Ja Ciebie dziś zrodziłem. Żądaj ode Mnie, a dam Ci narody w dziedzictwo i w posiadanie Twoje krańce ziemi» (Ps 2, 7-8)” (KKK 2606; por. 445). Dla nas, ta chrystologiczna lektura psalmu jest pełna pocieszenia, jako że będąc ochrzczonymi dzielimy z Jezusem tę samą odkupioną ludzką naturę; a choć nasza „porcja” tej natury jeszcze nie jest uwielbiona, już powinna owocować przenikającą ją łaską. Paweł, Barnaba oraz inni święci pokazują, że da się!

Ewangelia: J 14, 1-6

Trwa ostatnia wieczerza w narracji jej szczególnego uczestnika – „umiłowanego ucznia” (zob. J 13, 23), czyli najprawdopodobniej samego św. Jana. Po omówionym wczoraj obrzędzie obmycia nóg i towarzyszącym mu głębokim wyjaśnieniu, Jezus przepowiedział jeszcze zdradę Judasza i zaparcie się Szymona Piotra oraz ustanowił nowe przykazanie miłości na wzór Jego umiłowania (zob. J 13, 21-38). Następuje teraz seria krótkich rozmów z apostołami, którą rozpoczyna dzisiejszy dialog z Tomaszem. Pamiętajmy jednak nadal, że Ewangelie nie były redagowane w „próżni”, ale adresowane do chrześcijan; w zdezorientowanych sercach uczniów mamy więc przejrzeć się jak w lustrze. Odejście do domu Ojca, które zwiastuje dziś Jezus – czyli zarówno śmierć na krzyżu, jak i wniebowstąpienie po zmartwychwstaniu – stanowi próbę nie tylko dla ówczesnych, ale także dla nas. Pojawiają się pytania o opuszczenie i przedłużające się oczekiwanie na paruzję (= powtórne przyjście Chrystusa na ziemię). Tymczasem, Jezus odchodzi do domu Ojca – w sygnalizowanym wspólnym misterium ukrzyżowania, zmartwychwstania i wniebowstąpienia – właśnie po to, żebyśmy i my tam trafili: „Tylko Chrystus, Ten, który «wyszedł od Ojca», może «wrócić do Ojca» (J 16, 28). «Nikt nie wstąpił do nieba oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego» (J 3, 13; por. Ef 4, 8-10). Człowieczeństwo pozostawione swoim własnym siłom nie ma dostępu do «domu Ojca» (J 14, 2), do życia i do szczęścia Bożego. Jedynie Chrystus mógł otworzyć człowiekowi taki dostęp: «Jako nasza Głowa wyprzedził nas do niebieskiej Ojczyzny, aby umocnić naszą nadzieję, że jako członki Mistycznego Ciała również tam wejdziemy» (por. Mszał Rzymski, Prefacja o Wniebowstąpieniu)” (KKK 661). To szósty rys naszej wiary: nastawienie na cel ostateczny naszego życia.

Sobota, 14.05.2022 r. – Święto św. Macieja, apostoła

Pierwsze czytanie: Dz 1, 15-17. 20-26

Jak zasygnalizowano wczoraj, dzisiejsze święto „ucina” kazanie św. Pawła w antiocheńskiej synagodze. W zamian otrzymujemy relację z powołania św. Macieja na Apostoła. Daje w niej o sobie znać omówiona już w środę różnorodność i hierarchiczność Kościoła, do których dołącza dziś kolejna cecha – apostolskość. „Kościół jest apostolski, ponieważ jest zbudowany na Apostołach”, czyli „świadkach Zmartwychwstałego Jezusa” (zob. KKK 857, 642, 995). To właśnie oni najpierw sami przyjęli bezpośrednio od Jezusa treść naszej wiary, po czym „swoim bezpośrednim współpracownikom przekazali, jak w testamencie, zadanie prowadzenia dalej i umacniania rozpoczętego przez siebie dzieła” (zob. KKK 861). W ten sposób następcami Apostołów aż po dziś dzień są biskupi; „kto więc ich słucha, słucha Chrystusa, a kto nimi gardzi, gardzi Chrystusem i Tym, który posłał Chrystusa” (zob. KKK 862). Warto w dzisiejsze święto, przyzywając wstawiennictwa Dwunastu Apostołów, wśród nich zaś zwłaszcza Piotra i Macieja, skonfrontować się z własnym stosunkiem do biskupów w Kościele: nie tyle do „osób”, ile do piastowanego przez nie sakramentalnego „urzędu”; czy należycie odróżniam te rzeczywistości? Czy cenię sakrament święceń, poprzez który na co dzień Jezus odpuszcza mi grzechy i karmi mnie sobą? Czy uznaję, że biskupi uczestniczą w potrójnej misji Chrystusa: nauczania, uświęcania i rządzenia (zob. KKK 888-896); jeśli nie, zbaczam na drogę wiodącą do schizmy… (por. KKK 2089). Czy modlę się za biskupa, który mnie bierzmował; jeśli nie, być może lekceważę samo bierzmowanie. Warto także wyrobić w sobie nawyk pobożnego udziału w tym momencie Mszy świętej, gdy wymieniane są imiona aktualnego Papieża i biskupa miejsca – to nie są formuły grzecznościowe ani homagia korporacyjne, lecz nasza modlitwa wstawiennicza wyrażająca jedność Kościoła (zob. KKK 1354). Podsumowując, dzisiejsze powołanie Macieja na Apostoła to nie jego sprawa prywatna, ale zdarzenie objawiające Kościół.

Psalm responsoryjny: Ps 113, 1-2. 3-4. 5-6. 7-8

Dzisiejsze pierwsze czytanie i psalm na dwa sposoby uzupełniają siebie nawzajem. Po pierwsze, utwory te mają się do siebie jak „pobożne życzenie” i jego konkretyzacja. Psalmista bowiem w podniosłym, dla niektórych wręcz egzaltowanym tonie prosi, by imię Pańskie było błogosławione teraz i na wieki, od wschodu słońca do zachodu słońca. Poprzedzające utwór czytanie, z kolei, tłumaczy, jak to życzenie ma się dokonać – przez Apostołów i ich następców, którzy zadbają o ciągłość przekazu wiary wraz z jej ortodoksją (= zdrową doktryną) i ortopraksją (= twórczym przełożeniem na życie). Po drugie, dzisiejsze fragmenty biblijne mają się do siebie jak idealizacja i urealnienie. W czytaniu bowiem niewątpliwie dochodzi do wywyższenia Macieja i, jak by nie patrzeć, porównania go z drugim kandydatem do apostolatu, czyli Józefem Barsabą Justusem: logicznie rzecz ujmując, skoro ten pierwszy został wybrany, to ten drugi został odrzucony. Tymczasem, następujący po czytaniu psalm bez owijania w bawełnę przypomina, że sukcesor Judasza jest zaledwie podniesionym z prochu nędzarzem i dźwigniętym z gnoju ubogim, posadzonym wśród książąt swojego ludu – na równi z innymi chrześcijanami odkupionym przez Chrystusa i stale potrzebującym Jego łaski, by samemu aż do śmierci wytrwać właśnie w tej ortodoksji i ortopraksji, nad którymi czuwa u innych.

Ewangelia: J 15, 9-17

Wciąż ma miejsce ostatnia wieczerza. Za nami wczorajsza wymiana zdań z Tomaszem oraz opuszczone dialogi z Filipem (nt. równości Ojca i Syna) i Judą Tadeuszem (nt. zamieszkiwania przez łaskę Trójcy Świętej w człowieku), jak również pominięta zapowiedź zesłania Ducha Świętego (zob. J 14, 7-31). Aktualnie, Jezus wygłasza monolog o jedności Kościoła, posługując się alegorią winnego krzewu (zob. J 15, 1-9): jesteśmy w Niego organicznie „wszczepieni”, dlatego nazywa nas swoimi przyjaciółmi przeznacza nas na to, abyśmy szli i przynosili trwały owoc w postaci wzajemnej miłości – na wzór Jego trwania w miłości Ojca i zachowywania Jego przykazań. To siódmy rys naszej wiary: moralność inspirowana „od wewnątrz”, a nie tylko przykazana „z zewnątrz”.

Komentarze do czytań – III TYDZIEŃ WIELKANOCNY | od 1 do 7 maja 2022 r. - Klementyna Pawłowicz - Kot
Komentarze do czytań – V TYDZIEŃ WIELKANOCNY | od 15 do 21 maja 2022 r. - Mira Majdan