Niedziela, 27.12.2015 r.

Pierwsze czytanie: Syr 3, 2-6.12-14

Przykazanie o oddawaniu czci ojcu i matce, tak ważne dla społeczności Izraela, może się wydawać nie na miejscu w dobie współczesnego indywidualizmu. Na wiele problemów młodych ludzi pedagogowie przepisują to samo lekarstwo: ograniczenie wpływu rodziców, którzy próbują narzucić dziecku swój świat wartości oraz spełnić w dzieciach swoje niespełnione ambicje. Chrześcijaninowi nie pomaga zbytnio w tym względzie nauczanie Jezusa, którego słowa o zachowaniu wierności przede wszystkim Jego Ojcu zdają się pomniejszać wartość więzów rodzinnych.  Większość z nas żywi bardzo głębokie uczucia do swoich rodziców, czy jednak rzeczywiście powinniśmy kochać i – co tak bardzo trudne, zwłaszcza gdy sami wchodzimy w dojrzały wiek – słuchać ich w jakiś głębszy, zbliżony do czci sposób? Czy cześć nie należy się wyłącznie Bogu? Niektórzy w odpowiedzi racjonalizują to starotestamentalne przykazanie, uznając je za skuteczną zasadę życia społecznego pełniącą rolę dzisiejszego ZUS-u. Nie bez powodu jednak Bóg tak często przyjmuje w Biblii imię Ojca, zaś zła relacja z tatą  może utworzyć w umyśle dziecka fałszywy Jego obraz. Rodzicielstwo jest współuczestniczeniem w dziele stworzenia. Nasi rodzice, przez akt woli i miłości, wraz z Bogiem nas stworzyli i dlatego słowo Boże uznaje rolę rodziców (nawet w życiu dorosłych dzieci ) za tak doniosłą.

Psalm responsoryjny: Ps 128 (127), 1-2. 3. 4-5

Wydawałoby się, że zależność szczęścia doczesnego od wierności Bogu to mit obalony przez autora Księgi Hioba. Niejednokrotnie doświadczamy w życiu niezawinionego cierpienia, czego najboleśniejszym przykładem jest choroba dziecka. Niekiedy może się nawet wydawać, że próby poszukiwania Boga w naszym życiu także sprawiają nam więcej trosk, niż pociechy. Wobec   takich doświadczeń  słowo Boże wzywa nas dzisiaj do tego, abyśmy „chodzili drogami Pana”, gdyż dzięki temu uzyskamy błogosławieństwo dla nas i dla naszej rodziny. Cóż więc takiego obiecuje nam Bóg, skoro sprawiedliwość nie jest gwarancją dobrobytu i szczęścia rodziny? Raczej nie obiecuje, tylko wskazuje drogę postępowania , aby samemu nie stać się  przeszkodą w osiąganiu szczęścia swojego i innych. Nic nie poradzimy na chorobę, śmierć i demony we wnętrzu innych osób, ale nasza wierność Bogu, nasza wytrwała modlitwa i praca  mogą być przestrzenią wejścia Boga w życie naszych rodzin. Zbyt często czekamy na cud zamiast przemieniać swoje życie, podporządkowując je Jezusowi Chrystusowi.

Drugie czytanie: Kol 3, 12-21

Miłość chrześcijańska tym różni się od innych modeli relacji wewnątrzrodzinnych, że nie polega na kalkulacji, ale na bezwarunkowym przebaczeniu, cierpliwości i łagodności. Oczywiście miłość ze swej natury musi być odwzajemniona, czego uczy nas Karol Wojtyła w Miłości i odpowiedzialności. Związek dwojga ludzi jest ogromnym ryzykiem, gdyż „działa” dopiero wtedy, gdy obydwie strony żyją według słów wypowiedzianych przez św. Pawła. Starania jednej osoby nie wystarczą, gdyż taka sytuacja prowadzi do relacji toksycznej, w której jedno podporządkowuje się wciąż drugiemu. Dlatego dzisiaj św. Paweł wzywa nas do tego, abyśmy przyjrzeli się swojemu postępowaniu – czy zamiast kochać nie kalkulujemy, czekając na to, aż to ta druga strona zrobi krok w stronę przebaczenia i pojednania.

Ewangelia: Łk 2, 41-52

Całe życie Jezusa zostało podporządkowane jednemu celowi: zbawieniu człowieka. W dzisiejszej Ewangelii przyglądamy się młodemu chłopakowi, dziecku, które za rok osiągnie wiek męski. Święto Paschy, Jerozolima. Jezus znika na trzy dni. Po odnalezieniu Go Józef i Maryja słyszą jakby pierwszą zapowiedź tego, co ma się stać – tego, jak w życiu Jezusa ma spełnić się wola Jego Ojca. Spełni się ona nie gdzie indziej, jak tutaj – w Jerozolimie. Również w święto Paschy. Również w przeciągu Trzech dni.

 

Poniedziałek, 28.12.2015 r.

Pierwsze czytanie: 1 J 1, 5-2,2

Często mylimy pokorę ze skromnością. Skromność, niekiedy fałszywa, jest tym, co pokazujemy ludziom. Pokora zaś to znajomość prawdy o sobie i o Bogu. O swoich słabościach (i zaletach) oraz o miłości, jaką Bóg ma wobec nas . Ta prawda jest nam niezbędna do   utrzymywania  relacji z Chrystusem, do zachowania równowagi między dwoma skrajnościami: „świętym” życiem, w którym nie potrzeba nam Boga, oraz rezygnacją z Niego wobec naszej wielkiej grzeszności. Tak często jesteśmy zmęczeni spowiadaniem się z tych samych grzechów, nie widzimy nadziei na trwałą zmianę życia, na wyrwanie się z tego zamkniętego koła grzechu i kolejnych nawróceń. Jan ukazuje nam trzy etapy cyklu, który stanowi prawdę o nas i o Bogu, i który dostrzegamy już w historii biblijnego Izraela. Pierwszym jest wezwanie Boga: „nie grzesz”; drugim – grzech, który w końcu przychodzi; trzecim -uobecniana w sakramentach ofiara Chrystusa, który nieustannie nam wybacza. Jaki klucz do życia chrześcijańskiego zawarty jest w tym fragmencie Listu św. Jana? Taki, że nigdy nie wolno nam pominąć któregokolwiek z trzech etapów „cyklu” naszej relacji z Bogiem: walki o świętość życia; pokory, czyli prawdy o swojej grzeszności oraz ufności w nieustanną, bezwarunkową miłość Boga.

Psalm responsoryjny Ps 124 (123), 2-3. 4-5. 7b-8

Bóg jest naszą jedyną nadzieją. Inni ludzie, grzech, choroba czy klęski żywiołowe nie będą stanowić dla nas zagrożenia, jeżeli nieustannie będziemy pamiętać o Tym, Któremu zawdzięczamy nasze istnienie.

Ewangelia: Mt 2, 13-18

Obietnice Boga nie zawierają w sobie zapewnienia, że jeżeli będziemy Mu posłuszni, to świat stanie się przyjaznym miejscem. Wieść o rzezi w Betlejem, prędzej lub później, z pewnością dotarła do Józefa i Maryi. Może przyzwyczailiśmy się do stajenek i żłóbków, ale to wydarzenie powinno wyrwać nas z letargu pogodnych i radosnych świąt. Maryja i Józef, gdyby nie nadzieja, jaką pokładali w Bogu, mogli zostać zmiażdżeni poczuciem winy. Nasz Ojciec nie usuwa z naszego życia cierpienia, ale daje nam Siebie, abyśmy mogli w tym cierpieniu nadal pozostawać ludźmi. Od lat na pytanie o „sens” cierpienia przeczuwałem w sobie jedną odpowiedź, którą wyartykułowaną usłyszałem dopiero niedawno, od ks. Jana Kaczkowskiego: to sprawa przypadku i biologii. Komórki zmutowały – jest rak. Chcielibyśmy wszystkiemu w naszym życiu przypisać jakiś Boży cel, choroba jednak to po prostu zło, które się przydarza i w które nie ma co Pana Boga mieszać. To Herod zabił Młodzianków, a nie Bóg. „Tak chciał Bóg” na nagrobkach może i komuś pomaga  w zaakceptowaniu straty bliskiej osoby, ale niewiele mówi nam prawdy o samym Bogu.

 

[dzień 3]

Wtorek, 29.12.2015 r.

Pierwsze czytanie: 1 J 2, 3-11

Bóg jest miłością, zgodnie więc z zasadami logiki miłość jest Bogiem. Tam, gdzie jest miłość, jest Bóg. Tym samym tyle, ile miłości brakuje w naszych relacjach z innymi, tyle brakuje w naszym życiu Boga. Obraz światła i ciemności, jakiego używa autor Listu św. Jana, nie ma nic wspólnego z dualizmem, z walką dobra ze złem, gdyż jedynie światłu odpowiada konkretna Postać. Światłość oznacza Boga. Ciemność z kolei nie jest Jego przeciwnikiem, równoprawnym przeciwieństwem. Ciemność to po prostu Jego brak, tak jak nienawiść jest brakiem miłości, a zimno – brakiem ciepła. Każda ciemność, każde zło, jakie popełniamy, czyni Boga nieobecnym w naszym życiu i dlatego tym trudniej jest nam w tych ciemnościach kroczyć Jego drogą. Przykazanie miłości z tego powodu jest pierwszym, najważniejszym przykazaniem, że odnosi się do samej istoty Boga. Absurdalne wezwanie do miłości nieprzyjaciół jest zrozumiałe jedynie w kontekście tego zdania: Bóg jest miłością. Aby naśladować Chrystusa i jednocześnie nie wypychać Go ze swojego życia, musimy kochać każdego, gdyż nienawiść to przestrzeń, w którą Bóg istotowo zjednoczony z miłością nie ma jak wejść. Aby w pełni przyjąć Boga do swojego życia, człowiek powinien kochać zawsze i wszystkich.

Psalm responsoryjny: Ps 96 (95), 1-2a. 2b-3. 5b-6

Czytając ten Psalm staje mi przed oczami obraz niedzielnej Eucharystii z czasów studenckich spływów kajakowych, na którą zapraszaliśmy naszych sąsiadów z pola namiotowego. Nigdy nie czułem się tak bardzo świadkiem Chrystusa, jak wtedy, kiedy proponowaliśmy im uczestnictwo w Najświętszej Ofierze. O Kościele mówi się, że jest sakramentem zbawienia. Dzisiejszy Psalm responsoryjny nie musi być traktowany jedynie jako zachęta do misjonarstwa. Głoszeniem zbawienia i chwały Pana jest przede wszystkim odprawianie Mszy świętej. To ona sprawia, że przez swój Kościół Chrystus wchodzi w świat. Prawda, że „poza Kościołem nie ma zbawienia” bywa ostatnio parafrazowana na: „bez Kościoła nie ma zbawienia”. Ateista i muzułmanin, jeżeli zostają zbawieni, to dzieje się to nadal dzięki mocy sakramentów, które Chrystus zostawił swojemu Kościołowi.

Ewangelia: Łk 2, 22-35

Symeon patrzy na małego Jezusa i mówi, że jego oczy ujrzały „zbawienie”. Tajemnica chrześcijaństwa opiera się na jego absolutnym skupieniu na osobach. Bóg jest Osobą i używa ludzi jako narzędzi, aby objawiać się światu. Maryja, pisarze natchnieni, prezbiterzy to ludzie, w których przemawia Chrystus. Symeon nie nazywa Jezusa zbawicielem, czyli wykonującym czynność zbawiania. Jezus Chrystus jako Osoba sam jest zbawieniem, jest spełnieniem wszelkich obietnic, jakie Bóg kiedykolwiek wypowiedział do człowieka. Zbawienie jako uwolnienie, uszczęśliwienie czy odpuszczenie grzechów to części składowe tego, czym jest ono naprawdę: zjednoczeniem z Jezusem Chrystusem, który dla człowieka jest absolutnie wszystkim.

 

Środa, 30.12.2015 r.

Pierwsze czytanie: 1 J 2, 12-17

Ortodoksja Chestertona czy Wprowadzenie w chrześcijaństwo Ratzingera nie wystarczą, aby kogokolwiek przekonać do chrześcijaństwa. „Świat” w Nowym Testamencie wbrew redukcjonistycznym interpretacjom nie oznacza tylko grzesznej natury człowieka. „Świat” to powszechny sposób myślenia, który i w czasach apostolskich i dzisiaj ma tyle samo wspólnego z chrześcijaństwem, co polityka z uczciwością. Czy tego chcemy, czy nie, rzeczywistość wokół nas – rzeczywistość laicka – coraz bardziej przypomina tę z pierwszych wieków chrześcijaństwa i zmusza nas  do głoszenia Ewangelii w takich warunkach.  Coraz więcej osób myśli o rzeczywistości w zupełnie innych kategoriach, przez co rośnie między nami ogromny mur. Mur, którego nie zdołamy przeskoczyć za pomocą zdolności przekonywania i logicznych argumentów – gdyż porozumiewamy się innymi językami . Dzisiaj słowo Boże wzywa nas do tego, aby – zanim pójdziemy w świat – dogłębnie poznać Boga, żyć w jedności z Jezusem Chrystusem, nie poddając się „światu” – czyli kategoriom myślenia większości. Bliska znajomość z homoseksualistą otwiera oczy na prosty fakt: nigdy nie przekonają go nawet najtrafniejsze argumenty, dopóki ja swoim życiem nie zaświadczę na tyle o miłości Boga , że on  sam zapragnie poznać Chrystusa, żeby czuć się tak samo szczęśliwym i kochanym, jak ja.

Psalm responsoryjny: Ps 96 (95), 7-8a. 8b-9. 10

Narodzenie Pańskie jest przyczyną radości dla całej ziemi i całego nieba. Wcielenie Chrystusa jedna świat materialny z Bogiem. Msza święta, która jest przedłużeniem zbawczego dzieła Chrystusa, posiada wymiar kosmiczny – wychwalamy w niej Boga nie we wspólnocie stu osób zebranych dzisiaj w kościele, ale wraz z całym Kościołem, wszystkimi aniołami i świętymi, wśród których znajdują się także nasi bliscy zmarli.

Ewangelia: Łk 2, 36-40

Prorokini Anna, , tym którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy w wymiarze politycznym, mówi o Zbawicielu. Czasami zamiast oczekiwać na  wyjście  z jakiegoś grzechu, na pieniądze potrzebne do spłaty kredytu   lub na poprawę relacji w naszej rodzinie, powinniśmy po prostu posłuchać o tym, co Bóg ma do powiedzenia o Sobie.

 

Czwartek, 31.12.2015 r.

Pierwsze czytanie: 1 J 2, 18-21

Wspólnota Kościoła to przestrzeń wyjątkowa. Dzisiejsze pierwsze czytanie ukazuje dwie jej cechy: posiada ona namaszczenie od Świętego oraz pełnię wiedzy wszystkich jej członków. Liturgia jest miejscem, w którym ta powszechność namaszczenia i wiedzy staje się najbardziej widoczna oraz ma najgłębszy wymiar. Eucharystia jest tym szczególnym czasem, w którym wszyscy członkowie Kościoła, uczestnicząc w kapłaństwie Chrystusa, stają się kapłanami. To cały Lud „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” składa Ofiarę. Każdy z nas przy chrzcie został namaszczony na króla i kapłana. Oczywiście, prezbiterzy i biskupi w szczególny sposób uczestniczą w Ofierze Chrystusa i przewodniczą wspólnocie, jednak to, co odróżniało Kościół od rozlicznych sekt już od pierwszych lat istnienia, to fakt podporządkowania „czemuś więcej” niż wybitnej jednostce z danej wspólnoty, która posiadała wyższy stopień wtajemniczenia w boskie tajemnice. Chrzest uzdalnia jednakowo każdego wierzącego do zjednoczenia z Chrystusem, który każdego dnia w trakcie Mszy świętej włącza cały swój Kościół w Misterium Paschalne, w którym „lud kapłański, lud królewski, święte zgromadzenie, lud Boży zbiera się, aby śpiewać swemu Panu”.

Psalm responsoryjny: Ps 96 (95), 1-2. 11-12. 13

Wraz z ludźmi i aniołami chwałę Bogu oddaje całe stworzenie. Niewyobrażalna złożoność i piękno świata, wraz z coraz lepiej znaną człowiekowi biologią, chemią oraz fizyką, są jakby hymnem na Jego cześć. Ekologia – nie pozbawiona zdrowego rozsądku oraz odniesienia do Boga Stworzyciela – jest powinnością chrześcijanina.

Ewangelia: J 1, 1-18

Słowo, które stało się ciałem, zamieszkało między nami, zostało zabite oraz zmartwychwstało, aby doprowadzić nas do Ojca, pozostawiło nam trwały znak swojego zbawczego przejścia przez nasz świat – Mszę świętą. Uobecniona Ofiara Krzyża jest jednocześnie uwielbianiem Go, nieprzerwanym od dwóch tysięcy lat ciągiem dziękczynienia. Tak jak apostołowie oglądali chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, tak i my zostaliśmy obdarowani łaską oglądania Jego chwały wówczas, gdy celebrans podnosi w górę Słowo, które stało się Ciałem, oddając chwałę Bogu, Ojcu Wszechmogącemu – „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”.

 

Piątek, 1.01.2016 r.

Pierwsze czytanie: Lb 6, 22-27

W błogosławieństwie, jakim Aaron ma błogosławić synów Izraela nie chodzi o posiadanie ziemi czy potomstwa, ale o – po prostu – przyjaźń Boga. Łaska, pokój i obecność Boga to znaki błogosławieństwa – szczęścia, jakiego człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić, jeżeli go nie doświadczył.

Psalm responsoryjny: Ps 67 (66), 2-3. 5 i 8 (R.: 2a)

Bóg jest sprawiedliwy oraz miłosierny, dlatego chrześcijanin powinien z jednej strony zachowywać przykazania, a z drugiej – bezgranicznie Mu ufać. Przykazania wynikają nie tylko z Jego sprawiedliwości, są równocześnie znakiem Jego miłości. Bóg daje nam przykazania nie po to, aby nas ograniczyć, ale dlatego że wie, co dla nas jest naprawdę dobre.

Drugie czytanie: Ga 4, 4-7

Dzisiejsza uroczystość poświęcona Maryi nierozerwalnie łączy się z jej Synem  i stanowi doskonałe uwieńczenie oktawy Narodzenia Pańskiego. Tajemnica Bożego macierzyństwa Maryi jest w naturalny sposób związana z tajemnicą Wcielenia. Nazwanie Maryi Matką Boga mówi nam wiele o samym Jezusie, gdyż od samego początku dowiadujemy się , że nie jest On (nie)zwykłym człowiekiem, który staje się Bogiem dopiero w jakimś momencie swojego życia (np. podczas chrztu w Jordanie). Maryja rodzi „gotowego” Boga-Człowieka, który łączy w sobie dwie natury i w ten sposób czyni nas na powrót dziećmi Bożymi. Maryja jest pierwszą, w której zbawcze dzieło Chrystusa – Jego Wcielenie, Śmierć i Zmartwychwstanie – zostaje dopełnione. Już przy swoim poczęciu Maryja korzysta z darów, którymi Bóg przez Wcielenie – czyli stanie się podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu –  oraz wydarzenia Triduum Paschalnego, chce obdarzyć każdego ochrzczonego. Dla św. Pawła to, że Jezus ani nie wziął się znikąd (zrodził się z niewiasty i pod Prawem), ani nie został poczęty przez dwoje ludzi, stanowi świadectwo Jego wyjątkowej natury oraz tego, co Bóg czyni we Wcieleniu z naturą ludzką. Każdy z nas, na podobieństwo do Maryi, przez włączenie w Misterium jej Syna Zbawiciela, jest przybranym synem Bożym.

Ewangelia: Łk 2, 16-21

Kilkakrotnie w Ewangeliach Maryja zachowuje i rozważa w swym sercu tajemnice życia swojego Syna. Taka postawa jest dowodem ogromnej mądrości, w myśl zasady, że kto więcej na jakiś temat wie, tym dłużej milczy. Uczmy się od Maryi tej powściągliwości w postrzeganiu rzeczywistości, zwłaszcza, kiedy nasze zbyt pochopne wnioski mogą mieć przykre konsekwencje dla drugiego człowieka – lub przynajmniej dla opinii innych o naszym intelekcie. Zasada ta jest przydatna w każdej dziedzinie życia, jednak w wierze jest niezbędna, gdyż w zasadzie równa się pokorze, pozwala zawiesić swój sąd wobec przewinień innych ludzi oraz wobec własnych domniemanych zalet. Pokora jest mądrością.

 

Sobota, 2.01.2016 r.

Pierwsze czytanie: 1 J 2, 22-28

Unikalny charakter chrześcijaństwa ma swoje źródło we Wcieleniu Chrystusa. Konsekwencje tego wydarzenia dla dziejów świata i człowieka są absolutnie wyjątkowe. Bóg, który staje się człowiekiem – ta niewyobrażalnie absurdalna rzeczywistość, której absurdalność tak dobitnie i pięknie wyrażona została w kolędzie „Bóg się rodzi”, to klucz do zrozumienia wielu zawiłości naszej relacji z Chrystusem. Jezus jako Mesjasz jest Pośrednikiem między tym, co Boskie, a tym, co ludzkie. Wielkie herezje, ale także nasze zwykłe, pospolite błędy w rozumieniu tego, co On próbuje nam powiedzieć, często wynikają z niedowartościowania jednej z natur w Nim obecnych. Jezus jest Człowiekiem, Bratem, jest wciąż blisko, ale jednocześnie jest naszym Bogiem, Panem i Zbawicielem. Dzieląc się z Nim każdą chwilą i myślą nie powinniśmy więc traktować Go jak kumpla lub dobrego wujka, który na każde zło machnie ręką. Z kolei oddając Mu chwałę nie zamieniajmy cierni z Jego korony na klejnoty, czyniąc z Niego jedynie Władcę, który w swych zachciankach będzie przypominał Zeusa. Nie daj Boże, abyśmy robili z Niego Boga, który opowiada się po którejś ze stron konfliktu politycznego. Jezus Chrystus jest Mesjaszem, Zbawicielem każdego człowieka. Nie módlmy się do Niego o wygraną naszej reprezentacji.

Psalm responsoryjny: Ps 98 (97), 1. 2-3ab. 3cd-4 (R.: por. 3c)

Najbardziej niezwykłą cechą zbawczego dzieła Jezusa Chrystusa jest jego uniwersalność. To czyni wiarę chrześcijańską tak bardzo zdroworozsądkową i godną uwagi. Kościół w swoim wymiarze instytucjonalnym jest zamkniętą społecznością, która nie obejmuje wszystkich ludzi świata. Nie oznacza to jednak, że zbawienie dokonane przez naszego Pana jest w jakiś sposób ograniczone. Kościół nie jest granicą zbawienia, a narzędziem jego rozprzestrzeniania. Podobnie my niczym nie różnimy się od tych, którzy nie spotkali Jezusa w swoim życiu, poza zadaniem, jakie zostało przed nami postawione: świadczenie swoim życiem o miłości Boga ku wszystkim ludziom.

Ewangelia: J 1, 19-28

„Ja nie jestem Mesjaszem”. To zdanie Jana Chrzciciela wielu księży, zwłaszcza tych charyzmatycznych, którzy przyciągają tłumy, powinno mieć wciąż na uwadze. Nie chcę krytykować duszpasterzy – poszukiwanie ludzi, których możemy podziwiać i naśladować to sprawa absolutnie naturalna. Sytuacja w dzisiejszej Ewangelii kojarzy mi się z dziewczyną zakochaną w kleryku na pielgrzymce lub przebojowym, pobożnym księdzem, dobrym mówcą, który na spotkaniach oazowych gromadzi dziesiątki osób, tylko po to, aby po jego odejściu salki parafialne opustoszały. Nie jest to niczyja wina, w dużej mierze to naturalna kolej rzeczy. Musimy jednak nieustannie przypominać sobie, po co istnieją w Kościele wspólnoty, łącznie z parafialną. W centrum uwagi ma być zawsze Chrystus, nasza relacja z Nim. Szukając świętych kapłanów nie powinniśmy zamykać się na doświadczanie Boga w jednym środowisku, podczas Mszy odprawianych zawsze przez tego samego prezbitera (nawet jeżeli czyni to najbardziej pobożnie). Z kolei ci, którzy mogliby zostać pomyleni z Chrystusem przez wiernych, zwłaszcza tych najmłodszych, niech sobie i swoim podopiecznym powtarzają wciąż te słowa: „Ja nie jestem Mesjaszem.”

Psalm 90 (89) /wg BT wyd. 4/
Psalm 91 (90) /wg BT wyd. 4/