Po perfekcyjnych wykładach w ramach Laboratorium Słowa Bożego  Spotkań ze Słowem Bożym Bractwa Słowa na razie jeszcze starcza mi odwagi, żeby komentować Ewangelie i wypowiadać swoje spostrzeżenia. To gorliwość neofitki, której wydaje się, że odkrywa, choć przecież dawno jest odkryte. Gdyby jednak analityk laboratoryjny chciał sprawdzić oddziaływanie Słowa na adeptów, zgłaszam się do udziału w badaniach.

Zaczęłam czytać Pismo św. jako tekst literacki. Przedarłam się przez dżunglę obfitości Starego i Nowego Testamentu i nasyciłam do pełna. Następnie z euforią zaczęłam wwiercać się w szczegóły, zaczynając od mniejszego kalibru. Apostołowie, bohaterowie drugiego planu ewangelii, z ich ludzkimi cechami wydali mi się trochę śmieszni. W sumie dlaczego nie? Parę scen jest naprawdę komicznych. Spróbuję je później omówić. Zdradzę jednak, że w trakcie tej wesołej zabawy coś błysnęło. Zostałam przyłapana. Jak uczniak z latarką plądrujący bibliotekę szkolną pod nieobecność bibliotekarki, może lepiej: Bibliotekarza.

 

Projekt: chrześcijaństwo

Kto kiedykolwiek sam lub zespołowo pisał projekt, formę w naszych czasach tak rozpowszechnioną, że przewidzianą nawet programem szkolnym, ten wie, jak trudne i skomplikowane jest to przedsięwzięcie, zarówno w fazie koncepcji, realizacji, jak ewaluacji. Daleko bardziej odnosi się to do misji założycielskiej Kościoła Chrystusowego. Tak! Chrześcijaństwo jest genialnym projektem.

Jezus zobaczył ich trudzących się przy sieciach nad jeziorem Galilejskim lub inaczej Tyberiadzkim. Żyli z łowienia ryb, ale wiadomo, że nie opływali w dostatki – sieci nieraz wybierali z wody puste (J 21,3). Pewnie tego dnia też byli zniechęceni po wielu godzinach daremnej pracy, więc kiedy Jezus przechodził tamtędy, uważnie mu się przyglądali, nie mając nic do roboty i gdy do nich zagadnął, nie odburknęli, lecz wdali się w rozmowę. Szymon i Andrzej, synowie Jana, pierwsi poszli za Jezusem. Łukasz (6,12-13) wstępną fazę przedstawia w sposób bardziej skomplikowany, mianowicie że Dwunastka wybrana została z większej grupy kandydatów: W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga.  Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami. Ewangelista Jan jeszcze bardziej komplikuje nabór, wprowadzając wątek konkurencji grupy Jana Chrzciciela (1,35-40). Prawda, łatwo nie było. Uwaga: pierwszy stopień to uczeń, drugi – apostoł. Tych dwóch rang nie należy utożsamiać. Teksty ewangelii wyróżniają pierwszych apostołów przez nadanie im imion. To wyraźny awans. Po wieczne czasy Kościół będzie znał te imiona.

Opisana przez Mateusza scena oczywiście nie zakończyła rekrutacji apostołów.  Nauczyciel trafnie oszacował potrzeby kadrowe (Mt 9,37:  Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Za jednym zamachem zgarnął innych rybaków, niejako z firmy konkurencyjnej, tak przynajmniej pozwala przypuszczać Mateusz: A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim (3,21-22)

Tutaj sytuacja nabiera ciekawego kolorytu: tata Zebedeusz został sam z całym bałaganem porwanych sieci. Można sobie wyobrazić, co myślał po drodze i co mówił, kiedy wrócił do domu, tłumacząc żonie, dlaczego Jakub i Jan nie przyszli na obiad.  Synowie bez wiedzy szefa wzięli urlop bezpłatny i pociągnęli za sobą nawet najemników, tak przynajmniej pozwala przypuszczać Marek (1,20). Nieźle musiało trząść tatą, jeśli wspominają jego imię wszyscy ewangeliści, a Jakub i Jan od samego Jezusa dostali ksywkę Synowie Gromu, Boanerges (Mk 3,17). A Zebedeusz wtedy jeszcze nie wiedział, że to nie koniec. Bo co zrobi żona? Również Salome pójdzie za Mistrzem i będzie mu usługiwać. Ręce opadają. Oto jak zmieniały się wartości w życiu zarekrutowanych.

I tak chodząc (jednego dnia?) po okolicy, Jezus angażował kolejne osoby aż do liczby dwanaście. Co najmniej dwanaście, bo wiadomo, że grupa apostołów, wysłanników Jezusa na misje ewangelizacyjne, nie była stała. Najwierniejsi (z pewnym zastrzeżeniem) trwali, inni pojawiali się, odchodzili, zastępowali ich kolejni.

Pracę „w terenie” systemem dwójkowym  prowadziło najpierw Dodeka (Dwunastu), a oprócz nich także wyszkoleni inni apostołowie, tworząc liczbę 72 i nawet nieznane są imiona sześćdziesięciu (Łk 10,1: Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierza). Może z wyjątkiem Józefa z Arymatei (Mt 27,57). Szkolenie pierwszych misjonarzy w założeniu miało charakter kaskadowy. Liczba 72 jest podzielna przez 12 z wynikiem 6. Gdyby współczesna wspólnota wzorowała się na apostolskim systemie przygotowania kadry, wychodzi, że każdy wyszkoliłby pięciu wysłanników. Ci zaś kolejną piątkę. I tak dalej. Dwie pary i jeden rezerwowy. Jeśli Pan wyznaczył 72 misjonarzy, widocznie miał z czego wybierać, licząc się z naturalną dyspozycyjnością ludzi obarczonych obowiązkami codzienności. I to działało.

Projekt odpowiadał na pytanie o sposoby realizacji. W pierwszą misję apostołowie wyruszyli bez zaopatrzenia, bo dystans był krótki – okoliczne wsie. W drugą mogli już zabrać sakwę i trzos. Ale przygotowanie do tej akcji było istotnym sprawdzianem formacji apostolskiej. Gotowość sprzedania mienia i rozdania rucha żebrakom weryfikowała entuzjastów Mesjasza: (Łk 12, 33) Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Oczywiście trzosy Jezusa to nie mieszki na kosztowności. Gdzie człowiek wiary przechowuje swój skarb? W sercu. Psalm 51. Balansowanie między niebem a chlebem jest stałą cechą stylistyczną dialogów Jezusa z uczniami. Na razie zostawmy ten temat.

Uczniowie z funkcją wysłanników, czyli apostołowie. Ostali się najtwardsi. Nie to, że byli bosi i nadzy.  Sprzedali majątki, dali jałmużnę, a co zostało, włożyli do wspólnego trzosa. Mieli więc własną kasę i zaopatrzenie. A jak trzeba było, to nawet kilka tysięcy ludzi wykarmili pięcioma chlebami i dwiema rybami. W Dziejach Apostolskich system jest już rozbudowany wszędzie tam, gdzie idea Zmartwychwstania rozpaliła serca i umysły wiernych. Już istnieje Kościół – organizacja chrześcijan – na obszarze wykraczającym poza terytorium Judei, sięgając po krańce Cesarstwa Rzymskiego. I jest to perpetuum mobile, kształcenie ustawiczne, chrześcijańska neverendig story.

Kompetencje realizatorów są wyraźnie określone i zhierarchizowane. Superwizor projektu, obmyślanego jeszcze przed stworzeniem świata, został ujawniony przez Koordynatora: W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.  Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić (Mt 11,2527)Jezus ze czcią i pokorą przyjął pełnomocnictwo Boga Ojca do wypełnienia misji: A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J1,14).  Delegację na czas określony w celu wykonywania czynności zbawczych ze zdefiniowanym ryzykiem najwyższego stopnia.

Każda osoba na kierowniczym stanowisku wie, że nie jest na nim wiecznie i korzystając ze swoich kompetencji i programu ma zadanie przygotować swojego zastępcę i następcę, biorąc pod uwagę dalsze losy firmy. Jezus tym bardziej – wiedział, że jego czas jest ściśle ograniczony, natomiast czas trwania projektu – ad aeternam. Wszystko zostało przemyślane i przewidziane. Czy ujdzie za przypadek powołanie na apostoła w pierwszej kolejności Szymona Piotra, a potem jego mianowanie na następcę? Kefas obecny był przy Mistrzu w najważniejszych momentach misji Jezusa. Zdobywał doświadczenie, szkolił się do przyszłych zadań, był egzaminowany znienacka i bez uprzedzenia. Nieraz nieźle Rabbi mu pojechał. Uczymy się do śmierci.  Wreszcie:  A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje!»  I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje!».  Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje! (J21,15-17). Ta wzruszająca, podniosła i niejednoznaczna scena ma szczególną oprawę, jak nominacja prezydencka, jak mianowanie na stopień generalski, jak… uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę żywego Kościoła powszechnego.

Do projektu o nazwie Chrześcijaństwo potrzebna była genialna koncepcja, dobrze przygotowany zespół i odpowiedni czas. Gdyby Jezus samotnie i bez pełnomocnictw z samej góry poszedł na śmierć, Jego trud nie zostałby dostrzeżony. Gdyby… zagrożenia można mnożyć, a każde uniemożliwiałoby sukces. Naród żydowski od wieków oczekiwał mesjasza i historia zna imiona tych, którzy byli za takiego uważani. Nie zweryfikowali się. Trzeba Boskiej głowy, żeby wszystko przewidzieć: kadry, beneficjentów docelowych, produkty, rezultaty, skutki i oddziaływanie. Genialny projekt, hulający już dwa tysiące lat i pewnie jeszcze dłużej z efektami, które rybakom znad jeziora Galilejskiego nie pomieściłyby się w ciasnawych głowach, gdyby to ich podejrzewać o taką kreatywność.

Piszę to jako tzw. katoliczka jak się patrzy, która chodziła do kościoła lub nie, wierzyła w Boga lub nie, przestrzegała przykazań lub nie – i wolała nie zadawać sobie pytań o sens tej metodologii, żeby nie dostać odpowiedzi rujnującej spokój. Jednym z obciążeń mojego sumienia było podejrzenie, czy to całe chrześcijaństwo nie jest zbiorową iluzją. Więc teraz badam, na ile mi rozum pozwala, jak z tym jest.

W trakcie pisania co powyżej odpowiedziałam sobie na pytania: Czy świadomie biorę udział w projekcie: chrześcijaństwo, przyjmując odpowiedzialność za wyznaczony mi odcinek? Dalej, czy znam i akceptuję program oraz cele, zadania i treści? Czy znam warunki przystąpienia i odstąpienia od umowy? Czy mam odpowiednie pełnomocnictwa, kwalifikacje i umiejętności? Czy wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych? Zaznaczam wszystkie odpowiedzi: Tak. Podpisuję umowę o dzieło jako beneficjent docelowy. A Ty?

 

Apostołowie. Inicjacja

Narracja Ewangelii – przynajmniej w odniesieniu do apostołów – ma charakter behawioralny i epizodyczny. Co to znaczy? Przedstawia tylko i to skąpo zachowania bohaterów, bez motywacji psychologicznej. Mistrzowska oszczędność środków wyrazu. Żaden z autorów nawet nie ma zamiaru czegokolwiek tłumaczyć, ułatwiać lektury przez  wprowadzanie wyjaśnień, opisów, przez ujawnianie motywów, sygnałów przejścia do wyższych stanów świadomości bohaterów. Jaki bohater, takie opowiadanie. Uboga w szczegóły relacja, izolowane sceny, wybrane tematy, punktowe miejsca.

Prostego człowieka może interesować, jak to się stało, że świętymi, dla których przychodzimy do kościoła i przed którymi klękamy w pokorze, zostali zapracowani rybacy o grubej skórze ogorzałych rąk, poprzecinanych linami, jak u rybaka Santiago. Lub im podobny „drugi sort”.

Akt powołania wręczany był grupowo. Najpierw dostajemy próbkę w scence Jezusa z Szymonem i Andrzejem w sekwencji z Jakubem i Janem. Kiedy dochodzi do wyznaczenia Dwunastu przez Jezusa, według Marka jest to już wybór z pokaźniejszej liczby: Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego (3,13).

Kolejna faza, ukazana przez Mateusza, ujawnia awans Dwunastu wybranych uczniów na apostołów:

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. 
A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan,  Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz,  Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził (6,1-4).

Ewangelista od razu uporządkował ich w pary, bo takim sposobem mieli pracować. Nie wiadomo, czy zawsze. Apostołowie od piątego do dwunastego byli prawdopodobnie angażowani w kolejności przedstawionej wyżej listy, wygląda, że w porządku chronologicznym. Nie o wszystkich wiemy, jak dostali się do wspólnoty, a Natanael w tak pięknym opowiadaniu i z taką charyzmą wspomniany został tylko przez Jana (1 i 21).

Wstępne przeszkolenie długo nie trwało i po pewnym czasie obecności przy nauczającym Mistrzu od razu zostali rzuceni [uwaga!] na głęboką wodę. Nawiasem: Czy rybak umie pływać? A co było z Szymonem Piotrem, kiedy zobaczył Jezusa, idącego po wodzie?

Ich misja przewidywała: głoszenie nauki Jezusa, a do tego wypędzanie złych duchów, leczenie chorób i wszelkich słabości. Trzeba przyznać, że spoczęła na nich od razu ogromna odpowiedzialność. Ale i niemały splendor, o czym świadczy epizod opisany przez Marka:

Jan rzekł do Niego: «Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami,
jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami»
 (9,38).

Szło o bezprawne użycie znaku firmowego. Ktoś spoza jednostki wspólnotowej wykorzystał charyzmat uwalniania od złych duchów w imię Jezusa. Być może ze względu na trudne warunki przystąpienia odpadł, ale dar zachował. Firma solidna, marka przyciąga klientów. Przypomnijmy z Dziejów apostolskich, że pewne usługi terapeutyczne wykonywane były – jak i dziś – za pieniądze. Nie należy się dziwić, że za Jezusem ciągnęły tłumy, bo nie tylko uzdrawiał za darmo, lecz także nieraz dał wszystkim dobrze zjeść.

 

Profil psychologiczny apostoła

Profil psychologiczny którego apostoła? Każdego? Wszystkich razem? Przeciętny apostoł? Czy można użyć takiego stereotypu? Czy Dwunastka miała jakieś cechy wspólne?

Każdy z uczniów był religijnym żydem i znał słowa psalmu: Ty utkałeś mnie
w łonie mej matki
 (
139, 13) albo zapewnienie Boga z Jeremiasza:

Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię,
nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię,
prorokiem dla narodów ustanowiłem cię
(1, 5).  

Pogłos tego proroctwa zapisał Jan w tylko jemu znanym epizodzie powołania Natanaela na ucznia:

Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego […] Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?» Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym»  (1,47-48).

Zajmuje mnie klucz, jakim posłużył się Jezus – headhunter. Oczywiste, że Rabbi powołał grzeszników, nie sprawiedliwych, prostaczków, nie uczonych. Ta ich przeciętność jednak została natychmiast podniesiona do cnoty w zetknięciu z Mistrzem i nowymi zadaniami. Na pewno mieli cechy, które w jakiś sposób odpowiadały założeniom projektu. Wspólnota powołana i uformowana przez samego Jezusa według określonego programu jeszcze przed Pięćdziesiątnicą miała charyzmaty (łaski). Na podstawie jakiego impulsu tak łatwo rzucili swoje dotychczasowe życie? I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim (Mt4,19-20).

Z ludzkiego  punktu widzenia mogło paść na samym wstępie pytanie: Z czego będziemy żyć my i nasze rodziny? Szymon był żonaty, mieszkał z chorą teściową. Nie należy wykluczać, że na innych z grona powołanych uczniów też spoczywał męski obowiązek utrzymania rodziny, a przynajmniej pomocy ojcu w zarabianiu na utrzymanie. Jezus zabezpieczył byt rybaków na trudny początek:

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!».  A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci».  Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać (Łk5,4-6).

Zwraca uwagę zachowanie Szymona Piotra podczas tego nadzwyczajnego połowu. Przedtem nie powiedział: No, weź, przestań, co ty się znasz na łowieniu? Był posłuszny. Zgoda, Ty wiesz lepiej, co mi tam… I rzucił sieć. Ale się działo! Pierwszy cud Jezusa! Kefas zadrżał, bo zorientował się, że uczestniczy w czymś niezwykłym: Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». I nie jest to takie oczywiste w kontekście stereotypu, jaki panował na temat ziomali z Nazaretu w Galilei. Jak Natanael zgasił wieszczy entuzjazm Filipa?

 Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: «Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa z Nazaretu».  Rzekł do niego Natanael: «Czyż może być co dobrego z Nazaretu?» (J1,45-46).

Najpierw retoryczne pytanie Natanaela, potwierdzone wątpliwościami kapłanów synagogi: jak Zatybrze dla Rzymu, Praga dla Warszawy, Zakaczawie dla Legnicy, Baraki dla Kłodawy, tak Nazaret i Galilea były dla Judei synonimem podłego gatunku. Jednak Szymon Piotr nie kręcił nosem, bo sam stamtąd pochodził. Ale pokłon synowi cieśli? Jemu, o równie stwardniałej skórze rąk mówić Panie?  Brzmi coś jakby dobrze znana wiernym Kościoła fraza setnika: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój (Mt8,8). O co tu chodzi? O wiarę! Nie widzieli, a uwierzyli. Dlatego zostali błogosławionymi.

Nawet my, zwykli ludzie, mamy umiejętność wyrażaną powiedzeniem: Znam się na ludziach. A przecież Syn Boży miał bezpośredni dostęp do globalnej bazy danych i bezbłędnie wychwytywał kandydatów, spodziewając się – dobitniej – mając absolutną pewność, który z napotkanych ludzi bez wahania powie: Fiat!, a przy tym spełni kryteria doboru.

Wiara i zaufanie były więc cechą wspólną apostołów, wyróżnionych imionami, a nawet przezwiskami nadanymi przez samego Jezusa. Mieli w sobie jakiś piąty element, pasujący do całej układanki, kod biometryczny, otwierający największą tajemnicę świata. Zanim ewangelista zapisał genealogię Jezusa, zanim okazały się znaki, wybrańcy bezbłędnie wyczuli, że syn Józefa cieśli ma innego Ojca – Boga żywego. Mieli odpowiednie receptory, jeden nukleotyd, umożliwiający pojmowanie miłości Stwórcy do stworzenia. Takim ludziom bez wahania można powierzyć Boże dzieło, bo wiara jest pierwszym warunkiem przylgnięcia do Jezusa.

 

Mamuśka. Apostoł też człowiek

Co się działo w domu Zebedeusza, kiedy synowie Jakub i Jan wypowiedzieli umowę o pracę w firmie tatuśka, możemy sobie tylko wyobrazić na podstawie własnych doświadczeń rodzinnych. Tę sytuację dobrze opowiada się jako plotkę o zabarwieniu sensacji. Eskalacja skandalu polegała na wciągnięciu do akcji najemników (Mk1,20) i – o zgrozo! – ślubnej żony, prawdopodobnie o imieniu Salome. Mateusz pozostawił ją bez imienia. Ale potwierdził wątek, że za synami poszła matka.

Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusz(Mt 27, 55-56).

Nawiasem: Biblia lubi używać tych samych imion dla przeciwnych typów, jak np. Henoch, a tu Salome. Kto wie, ten wie.

Salome, matka Jakuba i Jana… Pamiętam, jak moje miasteczko przeżywało odejście pewnej kobiety od męża i dzieci. Tu akurat jest trochę inaczej, ale równie sensacyjnie. Kobieta zostawiła męża! Dlaczego? Dla kogo? Czy nie lęgną się brzydkie myśli?

Zebedeusz miał więc wielką zgryzotę: nie dość, że synowie poszli za Mistrzem razem z pomocnikami, to jeszcze żona poszła za synami. Jeśli Salome wypowiedziała posłuszeństwo mężowi, zostawiła go razem z domem i poszła za synami, a synowie poszli za Panem, więc i ona też poszła za Panem, jasne! Z ludzkiego punktu widzenia można popukać się w głowę, ale po Bożemu: wybrała lepszą część. Zrobiła krok zaufania. Nawróciła się i jest pierwszą kobietą, której metanoję opisuje Nowy Testament.

Nieustannie rozwesela mnie sytuacja opisana przez synoptyków: Jezusowe liceum przemieszcza się do Kafarnaum i w tym czasie uczniowie jak dzieci z podstawówki kłócą się, kto z nich jest ważniejszy. Założę się, że kłuł ich w oczy Szymon Piotr, bo niby dlaczego Mistrz tak go faworyzował? A kto głównie się ciskał? Mnie z tekstu wychodzi, że synowie Zebedeusza, Jakub Większy i Jan. Za nimi była jeszcze mamuśka, kobieta obrotna i nie w ciemię bita.

Z moim doświadczeniem matki – mniej więcej odtwarzam tok jej myślenia: nie pasowało jej, że Jezus Szymona wyróżniał: wszędzie z sobą brał, we wszystko wtajemniczał, szkolił osobno i cierpliwie. Też by trochę tego splendoru chciała dla swoich „wałkoni”. Sami byli dość obrotni w myśleniu, mówieniu i działaniu (Jakub Większy później ewangelizował Hiszpanię, Jan to przecież Ewangelista!) – po mamusi, ale ona była szybsza. Zrozumieli maminą intrygę: żeby choć w jednym wyprzedzić konkurencję. To się nazywa zazdrość i niezdrowa rywalizacja. Wiadomo, jak to się skończyło. Spokojnie, nie było tak źle! Sytuację z mamuśką opisał Mateusz:

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: «Czego pragniesz?»

Uwaga: Jezus nie zapytał: Czego chcesz? Użył mocnego, monumentalnego słowa pragniesz. Czego może pragnąć matka dwóch dorosłych synów, którzy do fizycznej roboty się nie garną, a przy Nauczycielu nie mają szans z pupilem Kefasem? Dobrze sprawę przemyślała.

Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie» (Mt20,21)

Oj! Chwila! Co powiedziała ta kobieta? Coś niezwyczajnego. Po pierwsze – już to znamy! Powiedz tylko słowo… Ktoś jeszcze tak powiedział i powtarzamy tę frazę do dziś. Cała katecheza mieści się w tym założeniu: powiedz Słowo, a stanie się. Po drugie – wyznała eschatologiczną wiarę w Królestwo Niebieskie, a tam przecież Bóg Ojciec. Po trzecie – uznała transcendentne panowanie Jezusa i po czwarte – że śmierć zostanie pokonana, i jeszcze po piąte: Rex Iudeorum. Po szóste – powrót Jezusa do domu Ojca. Po siódme – ukryła między wierszami proroctwo o mającej nadejść męce  Jezusa i symetrycznym umieszczeniu krzyża w sąsiedztwie łotrów po jego prawej i lewej stronie i wszystko, co z tym wątkiem związane. Po ósme – świętych obcowanie w życiu wiecznym. Po dziewiąte – eucharystia jako awans człowieka do rangi umiłowanego dziecka Bożego, usynowienie wyzwoleńca. Po dziesiąte – nienazwane – czy sama z siebie, czy natchniona wypowiedziała te słowa? I wypełnia się Trójca. Być może biegły egzegeta doszuka się czegoś jeszcze. To powiedziała żona rybaka! I nie była to żona rybaka z bajki o złotej rybce, choć też miała życzenia. W jednym zdaniu żony rybaka zmieścił się cały Nowy Testament. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (Mt 11, 25). Czy nie od żony Zebedeusza powinni brać lekcje kapłani i uczeni w Piśmie?

Mistrz odczytał te skomplikowane intencje i zgodnie z nimi, w podobnej tonacji odpowiedział, posługując się wieloznaczną symboliką kielicha, oznaczającego mękę zarówno swoją, jak też i apostołów, w tym synów Salome. Pić kielich Jezusa ponadto oznacza współudział w uczcie Chrystusowej, co może w sferze symbolu odnosić się do Eucharystii. Tę scenę opisał też Marek (10, 35-40) jednak bez udziału matki Jakuba i Jana.

Jezus pozornie tylko zlekceważył kobietę. W odpowiedzi bowiem użył liczby mnogiej, jakby pomysł wyszedł od Jakuba i Jana, zresztą przecież to o nich chodziło, matka dla siebie nie chciała nic: 

Odpowiadając Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?» Odpowiedzieli Mu: «Możemy». On rzekł do nich: «Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował» (Mt20,22-23).

Pomijam w odpowiedzi Jezusa żydowskie relacje kobieta – mężczyzna, przebijające się z warstwy autora. Biblia jest za równoprawnym szacunkiem do kobiet. Zwraca uwagę katechetyczny charakter riposty. Kielich. Znów jest tu dwupłaszczyznowość semantyczna, gra między dosłownością a symbolem, jak w przypadku trzosa. Oto metoda nauczania Jezusowego: jest warstwa tekstu i warstwa podtekstu. W dwóch wersetach Rabbi określił relacje człowiek – Syn Boży (Czy możecie za mnie ponieść ofiarę? Może chcecie, ale nie możecie. Dla was jest inny kielich), Bóg Ojciec – Syn Boży (Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej), wszelkie konsekwencje wyznania ustami Zbawiciela (Kielich mój pić będziecie – współuczestnictwo w uczcie Chrystusa) i wskazał na wszechmoc Stworzyciela, który każdemu stworzeniu przygotował należne mu miejsce w czasach ostatecznych (mój Ojciec je przygotował). Wracam do psalmu 139 i Jeremiasza: dobry Bóg Ojciec nie tylko powołał do życia stworzenie, lecz także zadbał o jego istnienie w życiu doczesnym i odpowiednie miejsce po zejściu ze świata doczesnego. Pełen obieg zamknięty, tajemnica stworzenia.

Ale co z mamuśką? Kobieta, która towarzyszyła Maryi do grobu, to ona, matka Jakuba i Jana. Należała do wąskiego grona osób, które spotkał zaszczyt świadka zmartwychwstania u boku Maryi, matki Jezusa. Nie mogło być inaczej, jeśli była tak żywego umysłu, jak sądzę, i tak żywej wiary, jak widać. Autorytet matki posłużył jej do wyjścia poza granice egoistycznie rozumianej rodziny, w której toksyczni rodzice ograniczają wolność dzieci, żądając, żeby wykonywały ich wolę. Zbudowała Kościół domowy, rodzinny, dała przykład kobietom, ile od nich zależy w pielęgnowaniu wiary.

Nieprzypadkowo ewangelie poświęciły jej stosunkowo sporo uwagi. Łaska wiary doprowadziła ją aż na ołtarze. Kościół mianowicie uznał jej świętość. Kocham mamuśkę, żonę niefortunnego Zebedeusza.

Bardziej szczegółowo opowiedziana historia apostołów daje wgląd w ludzkie i Boskie sprawy uczniów Jezusa, którymi także jesteśmy. Wokół Zebedeusza wysnuło się kilka wątków, choć on sam został z boku. Na podstawie tej historii odkryłam, że uświęcając się w nawróceniu, pozwalasz łasce Bożej działać nie tylko w sobie, lecz i w Twojej rodzinie. Więc – człowiek też apostoł!

Barbara Gańczyk


Barbara Gańczyk – emerytowana nauczycielka języka polskiego, pracowała w kłodawskim Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych. Nawracająca się na katolicyzm katoliczka. Od roku należy do ruchu Odnowy Wiary w Duchu Świętym o nazwie Wspólnota Anioła Betesdy przy kościele Świętej Rodziny w Przedczu, gdzie posługę wikarego wykonywał przyszły prymas Polski, kard. Stefan Wyszyński. Na zlecenie wspólnoty bierze udział w zajęciach Bractwo Słowa Bożego.

Idźcie i głoście: Świat nie kończy się na nas | Mira Majdan