Prorocy naszych czasów

Prorokiem bywa nazywany potocznie ktoś, kto zrozumie mechanizmy przeszłości i teraźniejszości i trafnie przewidzi przyszłość. Zainteresowane przyszłością są szczególnie polityka i ekonomia, więc tam też ludzie poszukują usilnie autorytetów wyjaśniających świat. W świecie religii, zwłaszcza w momentach dziejowych burz albo wtedy, kiedy tradycyjne struktury lub urzędy tracą autorytet, ludzie poszukują nowych źródeł informacji i oparcia. Było tak już w czasach biblijnych, jest i dziś.

Katechizm Kościoła Katolickiego wspomina, że nadal istnieje możliwość, by Bóg objawił przyszłość przez proroków, ale zarazem uczy, że chrześcijanin nie powinien okazywać „niezdrowej ciekawości”, tylko powierzyć się Bożej Opatrzności (KKK 2115). Rzeczywiście w ścisłym znaczeniu tego słowa mało wśród nas ludzi, którzy, opierając się na Boskim autorytecie, zapowiadaliby przyszłość, i pewnie tak jest lepiej. Tym bardziej w perspektywie chrześcijańskiej, która przyjmuje, że pełnia Objawienia nadeszła w Chrystusie, wcielonym Słowie.

Tym niemniej w szerszym znaczeniu tego słowa proroctwo istnieje i jest istotne w życiu każdego chrześcijanina. Kiedy poszukujemy woli Bożej, modlimy się o dar poznania, rady dla siebie czy też innych, staramy się rozeznać, która z dróg będzie Bogu milsza – w każdej z tych sytuacji chrześcijanin coś z proroka ma. Szczególnie zaś ludzie, którzy ze względu na swój stan, to znaczy misję lub odpowiedzialność wobec drugiego człowieka, mogą liczyć na szczególne łaski. Jak zrozumieć Boże drogi, jak dotrzeć z właściwym słowem we właściwym czasie do danego człowieka w konkretnej sytuacji – to zadania rodziców, kaznodziejów, spowiedników lub kierowników duchowych, którym najbliżej do prorokowania. Tego przynajmniej oczekuje od nas św. Piotr:

Jeżeli kto ma dar przemawiania, niech to będą jakby słowa Boże. (1P 4,11)

Ponieważ prowadzony przez Ducha Świętego Kościół żyje również darem proroctwa, pożyteczne będzie dla nas, żeby przyjrzeć się proroctwu w Piśmie Świętym. Przecież mamy być zarówno odbiorcami prorockiego słowa, jak i tymi, którzy mówią słowa Boże.

 

Kościół przed Nowym Testamentem

W pierwotnym chrześcijaństwie prorocy mają jasno określoną pozycję we wspólnocie obok nauczycieli i apostołów. Dzieje Apostolskie mówią na przykład o skądinąd nam nieznanym proroku Agabosie, który zapowiedział głód (11,28), a potem Pawłowi uwięzienie (21,10). Czytamy również o Filipie „ewangeliście”, który miał cztery prorokujące córki (21,9). Zapowiadanie przyszłości to jednak raczej wyjątek. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian zakłada, że prorokowanie jest jakoś blisko związane z modlitwą i że właściwie każdy chrześcijanin, mężczyzna lub kobieta, jest do tego zdolny (1Kor 11,4-5). Uważał, że jest to dar szczególnie budujący Kościół i służący ku nawróceniu.

Chciałbym, żebyście wszyscy mówili językami, jeszcze bardziej jednak pragnąłbym, żebyście prorokowali. Większy jest bowiem ten, kto prorokuje, niż ten, kto mówi językami – chyba że jest ktoś, kto tłumaczy, aby to wyszło na zbudowanie Kościołowi. (1Kor 14,5)

Z kontekstu jasno wynika, że nie chodzi tu o zapowiadanie przyszłości, o jakiś trans, ale o dające się racjonalnie kontrolować zachowanie. Co więcej, prorokowanie ma poddawać się porządkowi zaprowadzanemu przez tego, który wspólnotą kieruje. Tutaj rzeczywiście jesteśmy raczej bliżej proroctwu pojętemu jako trafne nauczanie z mocą niż zwykłe przepowiednie.

Możecie bowiem w ten sposób prorokować wszyscy, jeden po drugim,
aby wszyscy byli pouczeni i podniesieni na duchu. (1Kor 4,31)

W historii chrześcijaństwa urząd proroka właściwie wygasł w naturalny sposób wtedy, kiedy pierwsze wspólnoty mogły odnosić się do powstających już pism Nowego Testamentu. Spisane słowo uczniów Pana i założycieli wspólnot stało się naturalnym punktem odniesienia. Po drugie, należy pamiętać, że Kościół rozwijał się w tle mniejszych lub większych prześladowań, w czasie których atakowano przede wszystkim głowy wspólnot: episkopoi, presbyteroi. To przede wszystkim oni jako głowa wspólnoty doznawali przemocy, oni też stali się głównymi świadkami (martyr) mocy Ewangelii, w konsekwencji oni też zyskali największy autorytet.

 

Badajcie proroctwa

Samo Pismo Święte stawia przed nami pewien paradoks: z jednej strony zachęca do szanowania proroctw, a z drugiej od razu przestrzega przed fałszywym proroctwem.

Ducha nie gaście,
Proroctwa nie lekceważcie,
Wszystko badajcie! a co szlachetne – zachowujcie! (1Tes 5,19-21)

Istnieje więc dwojakie niebezpieczeństwo przed człowiekiem wierzącym, jak i przed Kościołem. Można z lęku przed zbłądzeniem usunąć wszelką prorocką inspirację i sprowadzić nauczanie w Kościele jedynie do egzegezy starożytnych tekstów, tak jakby Bóg zamilkł i już do dzisiejszego człowieka nie przemówił. Tymczasem Pan Bóg mówi nieustannie. Przez usta Jeremiasza Pan wypominał Judejczykom, ale przypomina i nam:

Pan posyłał wam wszystkie swoje sługi, proroków, bez przerwy,
a wy nie słuchaliście ani nie nadstawialiście uszu, by słuchać. (Jer 25,4)

Pojawienie się proroka zobowiązuje. Nie można bezkarnie powiedzieć: „posłuchamy cię innym razem”. Zwłaszcza teraz – w czasach ostatecznych, o których wiemy, że Bóg szczególnie mówi przez swojego Ducha. Piotr cytował poniższy fragment z proroka Joela, by wyjaśnić zebranym przedziwne działanie Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy.

I wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało,
a synowie wasi i córki wasze prorokować będą,

starcy wasi będą śnili, a młodzieńcy wasi będą mieli widzenia. (Joel 3,1 oraz Dz 2,17)

Odrzucenie proroctwa oznacza nieposłuszeństwo i brak wiary w Boga żywego. Co gorsza, jego konsekwencją jest postawa, w której zamiast kierować się ku Bogu prawdziwemu i żyjącemu, zamiast Go słuchać, człowiek pozostanie w gabinecie luster, mierząc się jedynie z własnymi myślami. Wtedy jego obraz Boga to bardziej lub mniej krzywe odbicie samego człowieka.

Druga skrajność, na którą wskazuje Święty Paweł, polega na pochopnym sądzie, łatwowierności, prowadzącym do pójścia za fałszywym prorokiem. Na to samo wskazuje również Święty Jan:

Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga,
gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie.

Do tego dodaje jednak przynajmniej jedno kryterium falsyfikujące:

Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga.
Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie (1J 4,1-3)

Możemy zapytać, słusznie zresztą, dlaczego tak jest. Dlaczego Pan Bóg zmusza nas do tej pracy, do rozeznawania. Czy nie mógłby mówić jaśniej i w sposób bardziej oczywisty? Wydaje mi się jednak, że ten wysiłek „rozeznawania duchów”, rozeznawania co jest proroctwem, a co nie, co jest wolą Pana, a co nie, wpisany jest po prostu w sam wysiłek poznawania Boga, w przebywanie w żywej, dynamicznej relacji z Tym, który prowadzi nas ku sobie.

 

Prorokują nie tylko „prorocy”

Już Stary Testament jest dość jasny w tej kwestii, że nie każdy, kogo społeczeństwo uznaje za proroka, prorokuje; podobnie jak i nie trzeba być prorokiem, by prorokować. Sprawę komplikuje również to, że hebrajski czasownik „prorokować” wcale nie musiał oznaczać mówienia jakichś zrozumiałych słów, a mógł czasem rzeczywiście opisywać również jakiś odmienny stan świadomości, podobny pewnie do ekstazy lub nawet szaleństwa, jak było to w przypadku szaleństwa Saula (1Sam 18,10). Okazuje się więc, że „prorokowanie” w tym sensie może być nawet po prostu Bożą karą. Inaczej dla siedemdziesięciu starszych wybranych przez Mojżesza, dla których „prorokowanie” było po prostu znakiem potwierdzającym ich wybranie (Lb 11,25-27).

Nas jednak będzie zajmować prorokowanie pojęte jako przekazywanie jakiejś wiadomości w imieniu Boga. Prorok jest przede wszystkim posłańcem i nawet formuły, którymi posługiwali się prorocy (np. „Tak mówi N”) można odnaleźć w starożytnych listach. Oczywiście nie trzeba być koniecznie listonoszem, by przekazać list, nawet jeśli oczekujemy listu właśnie od listonosza. Mamy dlatego całą serię proroków, o których nie wiemy nic. Ich tożsamość po prostu nie grała roli, a cała uwaga autora biblijnego skupiała się na przekazanej wiadomości (np. Sdz 6,8).

Z drugiej strony, wydaje się, że spora część autorów ksiąg prorockich w czasie swego życia nie nosiła tytułu proroka ani formalnie nie pełniła takiej funkcji w społeczeństwie. Na przykład Amos sam zarzekał się, że nie jest prorokiem ani synem proroków (Am 7,14), co oczywiście nie przeszkadzało, by przekazywał słowa Pana.

Na pewno istniało też zjawisko quasi proroków – ludzi, którzy byli uznani przez sobie współczesnych za proroków, a jednak słów Pana nie przekazywali. Jest to szczególnie ostry konflikt zwłaszcza w przypadku księgi Jeremiasza. Można się przyjrzeć Pismu, by zobaczyć, jakie kryteria decydują o przyjęciu słów prorockich za słowa Boga. Myślę, że może to być bardzo pożyteczne tak dla słuchających, jak dla mówiących w imieniu Boga.

 

Kryteria rozeznania

Można wskazać na kryteria falsyfikujące. Większość do nich należy.

  1. Chciwość proroka

Albowiem od najmniejszego do największego wszyscy są chciwi zysku.
Od proroka do kapłana – wszyscy hołdują kłamstwu.
Podleczają rany córki mojego narodu pobieżnie, mówiąc: „Pokój, pokój”,
a tymczasem nie ma pokoju. (Jer 8,10-11)

Chciwość sama w sobie nie wyklucza, że dane słowo może być prawdziwe, ale jednak jest zwykle początkiem odstępstwa od prawdy. Kiedy prorok domaga się sowitej zapłaty za swoje słowo lub nawet po prostu łechce go bogactwo, zachęcam, żeby wyostrzyć zmysł krytyczny.

  1. Interesowność

Tak mówi Pan przeciw prorokom, którzy zwodzą mój lud,
którzy, gdy mają usta pełne, głoszą pokój,

a jeśli kto nic nie włoży w ich usta, ogłoszą wojnę przeciw niemu. (Mi 3,5)

Ten opis Micheasza brzmi karykaturalnie, ale jego przesłanie nic nie straciło na aktualności. W dalszej części Pan zapowiada, że nawet jeśli rzeczywiście kiedyś byli prorokami, ci którzy swoją własną korzyść przedstawiają jako wolę Bożą, ten dar po prostu utracą: Bóg nie da im żadnej odpowiedzi.

  1. Nie zostali posłani przez Pana

To w sumie podstawowe i pierwsze kryterium. Jest ono nieweryfikowalne z zewnątrz, natomiast ważne jest dla kogoś, kto zabiera się do głoszenia Słowa od Boga. Zostałeś posłany? Nie ma takiej „pobożnej” albo „życzliwej” motywacji, która mogłaby uzasadnić głoszenie swoich pomysłów i pobożnych życzeń jako słowa Boga! Kaznodzieje głoszący swoje przekonania jakby to było Słowo Pana, doprawdy kpią sobie z Boga: „Nie łudźcie się. Bóg nie pozwoli z siebie szydzić.”

I rzekł Pan do mnie:

«Prorocy ci głoszą kłamstwo w moje imię.
Nie posłałem ich, nie dawałem poleceń ani nie przemówiłem do nich.

Kłamliwe widzenia, zmyślone przepowiednie, urojenia swych serc
– oto co wam przepowiadają. (Jer 14,14)

  1. Spolegliwość wobec słuchaczy i niechęć do głoszenia niepopularnych lub wymagających praw

Również i dziś pewnie umieścić tu można wszystkich, którzy unikają wezwania do nawrócenia, a grzeszącym składają w imieniu Boga obietnice powodzenia i błogosławieństwa.

Mówią stale tym, co uwłaczają słowu Pana: „Będziecie zażywać pomyślności”.
Wszystkich zaś tych, co idą za popędem swego serca, zapewniają: „Nie spotka was nieszczęście” (Jer 23,17).

Jezus podejmuje ten wątek w jednym ze swoich „biada”. Jezus również zaznał początkowo popularności i pewnej sławy, nie wahał się jednak jej poświęcić dla objawienia całej prawdy. Kierowanie się chęcią zdobycia lub choćby zachowania popularności wśród wszystkich ludzi prowadzi do fałszu. Na szczęście dla takiego proroka zabłąkanego, Boska kara go nie ominie.

Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą!
Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom. (Łk 6,26)

  1. Słowo „kradzione”

Być może nie tyle kryterium, co pewnym sygnałem fałszywego proroctwa jest to, kiedy się „prorocy” nawzajem kopiują. To znaczy zamiast szukać Boskiej inspiracji, szukają inspiracji ludzkiej, jak w jakiejkolwiek innej modzie i literaturze.

Oto dlatego się zwrócę przeciw prorokom – wyrocznia Pana –
którzy kradną sobie nawzajem moje słowo (Jer 23,30)

Naśladownictwo kogokolwiek innego poza Jezusem, który umarł za głoszone przez siebie słowo, bywa naprawdę duchowo ryzykowne. Wiemy, że Izajasz miał uczniów, ale nie prorokowali oni po to, by promować swoje nazwisko…

  1. Nieużyteczność słowa dla narodu

Ciekawe, że autentyczne słowo Boże interesuje się dobrem wspólnym, co prowadzi do Pana. Oczywiście również tutaj istnieje tysiąc sposobów na to, by samego siebie, jak i innych, oszukiwać, że ma się dobre intencje. Prorok zawsze interesuje się dobrem ostatecznym, odniesionym do Boga, a nie jedynie zachowaniem obecnego status quo lub osiągnięciem doczesnego powodzenia.

Oto się zwrócę przeciw tym, którzy prorokują sny kłamliwe – wyrocznia Pana –
opowiadają je i zwodzą mój lud kłamstwami i chełpliwością.

Nie posłałem ich ani nie dawałem polecenia;
w niczym też nie są użyteczni dla tego narodu – wyrocznia Pana. (Jer 23,32)

W tej samej linii należy jakoś umieścić słowa Jezusa, który zapowiadając istnienie fałszywych proroków, wskazywał na owoce ich działań jako na ważne kryterium falsyfikujące.

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? (Mt 7,15-16)

  1. Kryterium spełnienia zapowiedzianego słowa

Gdy prorok przepowie coś w imieniu Pana, a słowo jego będzie bez skutku i nie spełni się, znaczy to, że tego Pan do niego nie mówił, lecz w swej pysze powiedział to sam prorok.

Nie będziesz się go obawiał. (Pwt 18,22)

Kryterium efektywności wydaje się najbardziej oczywiste i rzeczywiście Księga Powtórzonego Prawa o nim wspomina. Jednak jest ono również trudno weryfikowalne. Przecież nawet i kłamcy zdaje się powiedzieć czasem prawdę, co nie czyni go mniej kłamcą. Po drugie, proroctwo często bywa wypowiedziane w jakiejś ponadczasowej perspektywie. Na przykład pewne proroctwa dotyczą odległej przyszłości albo nawet czasów eschatologicznych. Wreszcie bywają więc proroctwa sformułowane niejednoznacznie, które trudno bezpośrednio zinterpretować.

  1. Ortodoksja – ciągłość Objawienia

To jest pewnie najważniejsze kryterium falsyfikujące. Jakiekolwiek proroctwo nie może nawoływać do kultu innego Boga.

Jeśli powstanie u ciebie prorok, lub wyjaśniacz snów, i zapowie znak lub cud,
i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział,
a potem ci powie: «Chodźmy do bogów obcych – których nie znałeś – i służmy im»,
nie usłuchasz słów tego proroka, albo wyjaśniacza snów.
Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię,
chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego, z całego swego serca i z całej duszy (Pwt 13,2-4)

Jest to bardzo ważny fragment, który jasno dowodzi nadrzędności wierności proroka Bogu objawionego Izraelowi. Może się zdarzyć, że fałszywy prorok będzie dokonywał spektakularnych znaków i cudów, ale to raczej potwierdza niebezpieczeństwo płynące od fałszywego proroka. Te cuda raczej świadczą przeciw niemu. Dokładnie o tym samym mówi również Apokalipsa, kiedy stawia obok Smoka i Bestii postać Fałszywego Proroka:

I ujrzałem wychodzące z paszczy Smoka i z paszczy Bestii, i z ust Fałszywego Proroka trzy duchy nieczyste
jakby ropuchy, a są to duchy czyniące znaki
– demony, które wychodzą ku królom całej zamieszkanej ziemi,
by ich zgromadzić na wojnę w wielkim dniu wszechmogącego Boga. (Ap 16,13-14)

Księga Powtórzonego Prawa idzie nawet dalej, ponieważ wskazuje, że fałszywy prorok, wraz ze swoją zdolnością do zapowiadania przyszłych wydarzeń albo do czynienia nadzwyczajnych znaków, posiada swoją nadzwyczajną moc również z dopustu Bożego. To znaczy, taki człowiek jest autentycznie posłany przez Boga, ale jego funkcją jest poddanie ludu próbie i przez to pogłębienie jego wiary. Ona zaś nie może być oparta jedynie na cudownościach i znakach.

Dlatego również pojawienie się fałszywych proroctw traktuje się jako jedną z prób, której poddawana jest ludzkość w czasach ostatecznych, czyli naszych współczesnych.

Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy
i czynić będą znaki i cuda, żeby wprowadzić w błąd, jeśli to możliwe wybranych.
Wy przeto uważajcie! Wszystko wam przepowiedziałem. (Mk 13,22-23)

Chrześcijanin żyjący Ewangelią, w relacji z Chrystusem w Kościele, jest jakoś przed tym niebezpieczeństwem do pewnego stopnia chroniony, ponieważ sam Pan go do tej próby przygotowuje.

Kryterium ortodoksji doświadczane jest tutaj jako ciągłość objawienia. To znaczy, że ten sam Bóg nie może samemu sobie przeczyć. Jest ono ważniejsze nawet od samej osoby proroka. Może się zdarzyć, że ta sama osoba była początkowo źródłem zdrowej nauki, a później już nie. Historia Kościoła zna wiele takich przypadków i będą się pewnie one nadal pojawiać. Odbiorca słowa nie może więc opierać się jedynie na autorytecie mówiącego. Może najdobitniej mówi o tym św. Paweł:

Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy
– niech będzie przeklęty!
Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię:
Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas otrzymaliście
– niech będzie przeklęty! (Gal 1,8-9)

Paweł, który sam otrzymał objawienie nadzwyczajne w drodze do Damaszku i być może jeszcze inne, przestrzega Galatów nawet przed samym sobą, jeśli miałby odstąpić od pierwszej prawdy poznanej w Jezusie Chrystusie. Nie ma znaczenia, w jakim kontekście lub kto głosi naukę sprzeczną z Ewangelią: jeśli wzywa do czci innego Boga lub odrzuca wcześniejsze objawienie, należy jego przesłanie odrzucić. Nawet sam Jezus, wcielone Słowo, w swoim nauczaniu odwoływał się do Starego Testamentu jako do autorytetu. Nie negował nigdy jego prawdziwości, nawet jeśli Objawienie w Chrystusie przynosi znacząco nowe treści. Natomiast chrześcijanin musi uznać Mahometa za fałszywego proroka, ponieważ Ten, który mu się objawił, o ile mu się objawił, każe odrzucić Stary i Nowy Testament, i zarzuca im kłamstwo.

 

Proroctwo nie jest najważniejsze

Każdy chrześcijanin w mniejszym lub większym stopniu, w mniej lub bardziej spektakularny sposób doświadcza prorockiego daru. I tutaj należy nadać mu odpowiednią wagę, to znaczy jest to ważne, ale… nie najważniejsze.

Nawet jeśli nawracają się po naszych słowach tłumy, nawet jeśli jesteśmy super-ortodoksyjni, nawet jeśli rzeczywiście sam Bóg wkłada w nasze usta swoje słowa – nie zwalnia nas to z bycia zwykłym chrześcijaninem, z pełnienia woli Bożej, trudu nawracania się itd. Pewnie nie da się dobitniej o tym powiedzieć, niż zrobił to sam Pan Jezus:

Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego,
lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.
Wielu powie Mi w owym dniu:
„Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia,
i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia,
i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?”
Wtedy oświadczę im:
„Nigdy was nie znałem.
Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! (Mt 7,21-23)

Proroctwo trzeba odróżnić od łaski uświęcającej, która żyje w człowieku zjednoczonym z Bogiem. Natomiast Pan Bóg może przecież sprawić nawet, jeśli zechce, „by kamienie wołały”. Mówiła przecież ludzkim głosem oślica do proroka Balaama, żeby mu przypomnieć wolę Pana (Lb 22,23-33). To nie jest tak, że sobie bez nas Bóg nie poradzi z przekazaniem wiadomości. Jan Ewangelista pisze nawet, że Kajfasz, kiedy knuł, jakby się pozbyć Jezusa, nieświadomie wypowiedział proroctwo, objawiające naturę śmierci Jezusa:

Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich:
«Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę,
że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród».
Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo,
że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno (J 11,49-52).

Oczywiście Kajfasz nie ma tu żadnej zasługi. Wręcz przeciwnie, jego niemoralna, a więc grzeszna decyzja nie przeszkodziła Bogu w realizacji jego planów. Zakończmy więc zachętą Pawła, który choć pragnął dla swoich koryntian daru prorokowania, jeszcze bardziej pragnął dla nich miłości:

Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał, byłbym niczym. (1Kor 13,2)

Niech niepowodzenie naszego prorokowania nas nie zniechęca, a jego powodzenie nie wbija
w pychę. To jest naprawdę Jego dzieło.

Trudna Rodzina | Biblia pod lupą – 12 maja 2018 r. – Marek Uglorz
Jak rozmawiała Święta Rodzina | Biblia pod lupą - 8 września 2018 r. - dr hab. Barbara Strzałkowska